Nowe tropy ws. ataku na Nord Stream. Media o „serii głupich błędów”. Wskazują na Rosję
Fot. REUTERS/Thilo Schmuelgen
Niemiecka prokuratura, ścigając sprawców zamachu na Nord Stream, nie powinna ograniczać się tylko do Ukrainy. Rosja też miała powód, żeby wysadzić gazociąg w powietrze – pisze niemiecka gazeta „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” (FAS).
W materiale opublikowanym w niedzielę we „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” (FAS) przypomniano, że ponad trzy lata po eksplozji, która uszkodziła gazociąg Nord Stream, podejrzewany o udział w zamachu Ukrainiec Serhij K. został przekazany niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości.
Część polityków i ekspertów uważa, że niemiecka prokuratura federalna zbyt jednostronnie koncentrowała się podczas śledztwa na Ukrainie. Ich zdaniem teza o ukraińskich sprawcach jest niespójna, a przesłanki wskazują na udział Rosji. „Moskwa miała motyw” – podkreślił autor Konrad Schuller.
Dlaczego śledztwo toczy się tylko przeciwko Ukrainie?
Przedmiotem krytyki stało się stanowisko prokuratury federalnej przedstawione na posiedzeniu parlamentarnej komisji sprawiedliwości 8 października, z którego wynikało, że śledztwo toczy się tylko przeciwko Ukrainie, a Rosja jest z niego wyłączona. Prokuratura obstaje przy stanowisku, że sprawcy posługiwali się jachtem. W ostatnich latach do prasy przeciekły liczne szczegóły ukraińskiej wyprawy.
Kilku posłów CDU i partii Zieloni powiedziało „FAS”, że ich zdaniem prokuratura powinna wziąć pod uwagę także odpowiedzialność Rosji. W partii Zielonych takie stanowisko zajmują wiceszef klubu parlamentarnego Konstantin von Notz i poseł odpowiedzialny za politykę energetyczną Michael Kellner. Ich zdaniem postępowanie powinno być prowadzone we wszystkich kierunkach. Podobne stanowisko reprezentuje poseł CDU Roderich Kiesewetter. Jego zdaniem nie należy wykluczać żadnej opcji, w tym także udziału Rosji.Rosyjskie statki w miejscu eksplozji
Jacob Kaarsbo, były główny analityk wywiadu duńskiego FE, powiedział, że siły zbrojne Danii posiadają 122 zdjęcia sześciu rosyjskich okrętów znajdujących się w miejscu eksplozji na cztery dni przed wybuchem. Jedną z rosyjskich jednostek był okręt SS-750, który miał na pokładzie mini-łódź podwodną.
Zespół badawczy Uniwersytetu w Pensylwanii posiada natomiast zdjęcia satelitarne, na których widać rosyjskie okręty w miejscu eksplozji. Niektóre z nich miały zdolność prowadzenia działań wojennych pod wodą. Tutaj też mowa jest o jednostce SS-750.
W raporcie zespołu czytamy, że seria precyzyjnych zejść pod wodę na głębokość 80 metrów jest „skrajnie wymagającym przedsięwzięciem”, jeżeli ma się do dyspozycji jedynie mały i chybotliwy jacht. Znacznie lepiej przygotowany do takiej operacji byłby okręt w rodzaju SS-750.Seria „głupich błędów” i profesjonalizm nurków
Telewizja RTL z kolei zwróciła uwagę, że Diana B., której firma miała rzekomo wynająć jacht „Andromeda”, posiada oprócz ukraińskiego także rosyjski paszport. W dodatku kobieta nie mieszkała wtedy w wolnej części Ukrainy, lecz na okupowanym przez Rosję Krymie. Uczestniczyła w prorosyjskich kampaniach i publikowała w mediach społecznościowych zdjęcia z podróży po Rosji.
Zastanawiająca jest też seria prostych błędów popełnionych przez załogę, które pozwoliły zidentyfikować „Andromedę”. Członkowie załogi pozostawili na jachcie odciski palców, ślady DNA i resztki materiału wybuchowego. Ponadto korzystali z telefonów komórkowych, które można było namierzyć i posługiwali się łatwymi do identyfikacji adresami mailowymi, co pozwoliło na rekonstrukcję trasy jachtu. Jak podał „Wall Street Journal” załoga wywiesiła ukraiński proporczyk. W raporcie uniwersytetu Pensylwania zwrócono uwagę, że podczas akcji na morzu wykorzystuje się zapakowany materiał wybuchowy, który nie pozostawia śladów. Resztki materiału wybuchowego świadczyłyby o skrajnie nieprofesjonalnym podejściu.
Rosjanie wprowadzili w błąd opinię publiczną?
Duński ekspert Kaarsbo uważa, że ślady pozostawione na „Andromedzie” wskazują na błędy popełnione przez amatorów, podczas gdy zejście pod wodę w takich warunkach musiało być dziełem profesjonalistów. Wysoki profesjonalizm i głupie błędy nie pasują do siebie – powiedział Kaarsbo.
Kaarsbo skłania się ku tezie, że rejs „Andromedy” był prawdopodobnie bardzo dobrze przygotowaną operacją pod fałszywą banderą. Jacht rzeczywiście odbył rejs, ale rzeczywistą pracę wykonała rosyjska flotylla, która w tym samym czasie była na miejscu. Celem manewru było wprowadzenie w błąd opinii publicznej. Eksperci z Uniwersytetu w Pensylwanii ocenili prawdopodobieństwo rosyjskiej sprawczości na 70 proc., a ukraińskiej na 30 proc.Motyw Moskwy: obrona przed roszczeniami odszkodowawczymi
Zdaniem dziennikarza „FAZ” Rosja miała silny motyw. Władze w Moskwie próbowały w lecie 2022 r. odwieść Niemcy od wspierania Ukrainy, ograniczając dostawy gazu przez Nord Stream, a w końcu sierpnia całkiem je wstrzymując. Zachodni odbiorcy, tacy jak niemiecki Uniper czy francuski Enegie wpadli w tarapaty i byli zmuszeni do zakupu o wiele droższego gazu. Uniper został przejęty w ramach akcji ratunkowej przez państwo. Jak pisze Schuller, zwolennicy tezy o rosyjskiej odpowiedzialności za zamach widzą tutaj motyw Moskwy: Uniper i inni klienci Gazpromu mieli prawo do wysokich odszkodowań. Uniper potwierdził, że przed sądem rozjemczym w Sztokholmie wywalczył odszkodowanie w wysokości 13 mld euro.
Zdaniem posła CDU Kiesewettera Rosji potrzebny był argument o „sile wyższej”, aby bronić się przed jeszcze wyższymi roszczeniami odszkodowawczymi.
Źródło: gazeta.pl
