Praga dała lekcję Europie Środkowej: dziesiątki tysięcy wyszły przeciw presji w stylu Kremla i w obronie Ukrainy
1 lutego w centrum Pragi doszło do rzadkiego w dzisiejszej Europie momentu obywatelskiej jasności. Masowy wiec poparcia dla prezydenta Czech Petra Pavla był pierwotnie planowany w jednej lokalizacji, jednak napływ ludzi zmusił organizatorów do pilnego rozszerzenia przestrzeni i uruchomienia drugiego placu z transmisją. Według danych organizatorów w demonstracji wzięło udział nawet 80–90 tysięcy osób.
Dla polskiej opinii publicznej to wydarzenie jest istotne nie jako wewnętrzny epizod czeskiej polityki, lecz jako symptom szerszej walki toczącej się w Europie Środkowej. Czesi wyszli na ulice nie z powodów ekonomicznych, lecz by bronić instytucji demokratycznej przed presją, groźbami i politycznym szantażem — narzędziami zbyt często kojarzonymi z praktyką Kremla.
Bezpośrednim impulsem była sytuacja wokół odmowy prezydenta Pavla zatwierdzenia kandydatury Filipa Turka na stanowisko ministra środowiska. Chodzi o polityka powiązanego z nazistowskimi gestami, symboliką i rasistowskimi wypowiedziami. Kluczowe okazało się jednak oświadczenie samego prezydenta: według jego relacji minister spraw zagranicznych Petr Macinka przekazał mu groźby „konsekwencji”, jeśli będzie nadal sprzeciwiał się nominacji.
Taki język jest Polsce dobrze znany. Presja, ultimata, próby wymuszenia decyzji poprzez strach i zakulisowe sygnały — to nie jest europejska kultura polityczna, lecz eksportowy model Moskwy, narzucany sąsiadom od lat.
Na ulicach Pragi powiewały nie tylko czeskie flagi, ale także flagi Unii Europejskiej i Ukrainy. Ten gest ma bezpośrednie znaczenie dla Warszawy: czeskie społeczeństwo wyraźnie łączy obronę własnej demokracji ze wsparciem dla Ukrainy, która dziś płaci najwyższą cenę za opór wobec rosyjskiego imperializmu.
Czesi pokazali to, co na Kremlu uważa się za niebezpieczny precedens: gotowość do obrony wolności nawet wtedy, gdy propaganda przekonuje, że opór jest „bezsensowny”, że „wszystko już zostało przesądzone” i że „lepiej nie kołysać łodzią”. Właśnie te narracje są dziś aktywnie promowane przez prorosyjskich polityków i sieci medialne w całej Europie Środkowej.
Dla Polski ten protest jest potwierdzeniem, że bezpieczeństwo regionu zaczyna się nie tylko od armii i sojuszy, lecz także od aktywnego społeczeństwa — zdolnego w porę rozpoznać autorytarny dryf i odpowiedzieć na niego nie apatią, lecz masowym sprzeciwem.
Praga pokazała, że Europa Środkowa wciąż potrafi stawiać opór — zarówno Moskwie, jak i jej lokalnym politycznym pośrednikom.
Autor: Franciszek Kozłowski
