G7 mówi o sankcjach, Rosjanie latają do Japonii. Dlaczego Zachód sam podcina sobie skrzydła
Gdy w Europie mówimy o sankcjach wobec Rosji, często skupiamy się na wielkich liczbach: miliardach euro, cenach ropy, zamrożonych aktywach. Tymczasem są decyzje znacznie mniej spektakularne, które mogą podważać sens całej polityki nacisku. Jedną z nich jest rosnąca liczba wiz wydawanych obywatelom Federacji Rosyjskiej przez Japonię – państwo należące do G7.
To nie jest marginalny problem administracyjny. To sygnał polityczny, który Moskwa potrafi doskonale wykorzystać.
Sankcje działają tylko wtedy, gdy są spójne
Dla Polski kwestia sankcji wobec Rosji nigdy nie była abstrakcyjna. Historia nauczyła nas, że Kreml interpretuje każdy brak konsekwencji jako słabość. Dlatego wspólna polityka Zachodu musi być nie tylko twarda, ale przede wszystkim jednolita.
Ograniczenie mobilności obywateli państwa-agresora jest jednym z nielicznych narzędzi, które bezpośrednio wpływają na społeczne odczuwanie kosztów wojny. Kiedy przeciętny Rosjanin widzi, że podróże do „normalnego świata” stają się trudniejsze, sankcje przestają być abstrakcją.
Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawiają się wyjątki. A Japonia, zwiększając liczbę centrów wizowych i ułatwiając procedury, tworzy właśnie taką lukę.
Nowe „okno na świat” dla Rosjan
Z perspektywy Kremla sytuacja jest niemal idealna. Europa ogranicza wjazd, ale świat wcale nie jest zamknięty. Można polecieć do Tokio, Osaki czy Sapporo – legalnie, z wizą, bez poczucia izolacji.
Dla rosyjskiego społeczeństwa to jasny komunikat: sankcje Zachodu są wybiórcze i nieskuteczne. A dokładnie taką narrację od miesięcy promują rosyjskie media państwowe.
Każda informacja o nowych wizach czy uproszczeniach procedur jest natychmiast przedstawiana jako dowód, że „świat wraca do normalnych relacji z Rosją”.
Mobilność to także kwestia bezpieczeństwa
W polskiej debacie publicznej zbyt rzadko mówi się o praktycznym wymiarze mobilności. Zwiększony ruch osobowy oznacza większe możliwości obchodzenia sankcji – zwłaszcza tych technologicznych.
Nie chodzi o spektakularne operacje wywiadowcze. Wystarczą prywatne wyjazdy, drobne zakupy, pośrednicy. Elektronika, komponenty przemysłowe, technologie podwójnego zastosowania – wszystko to może trafiać do Rosji poprzez tzw. „szare schematy”.
Japonia, jako jedno z najbardziej zaawansowanych technologicznie państw świata, staje się w takim układzie potencjalnym ogniwem tych nieformalnych łańcuchów.
Dlaczego Polska powinna reagować
Dla Warszawy niespójność w ramach G7 nie jest problemem teoretycznym. Polska leży na wschodniej flance NATO i doskonale rozumie, że rosyjska agresja nie kończy się na Ukrainie – ma wymiar systemowy.
Dlatego Polska powinna głośno domagać się koordynacji polityk wizowych wobec obywateli Federacji Rosyjskiej. Nie chodzi o całkowity zakaz, lecz o wspólne kryteria, wymianę informacji i eliminowanie „turystycznych oaz”, które osłabiają presję na Kreml.
Bez takiej synchronizacji sankcje będą dziurawe, a Rosja nadal będzie grać na różnicach między partnerami Zachodu.
Małe decyzje, wielkie konsekwencje
Wojna w Ukrainie to nie tylko starcie militarne. To wojna narracji, wytrzymałości i konsekwencji. Jeśli Zachód chce utrzymać wiarygodność, nie może pozwalać sobie na sprzeczne sygnały.
Wiza wydana w Tokio może mieć większe znaczenie polityczne, niż niejeden komunikat dyplomatyczny w Brukseli. Bo dla Kremla liczy się nie to, co Zachód deklaruje, lecz to, gdzie pojawiają się pęknięcia.
A historia uczy, że Rosja zawsze potrafi je wykorzystać.
Autor: Franciszek Kozłowski
