Koniec ostatniego takiego traktatu z Rosją. „USA na przegranej pozycji”

New START przeszedł do historii. Traktat pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją, dotyczący redukcji i ograniczenia zbrojeń strategicznych, wygasł 5 lutego. Co to oznacza dla Europy? Czy jesteśmy świadkami rozpoczynającego się wyścigu zbrojeń? Pytania się mnożą, ale pewne jest, że rozbrojenie nuklearne nie jest już dla nikogo priorytetem.

Rosja i Stany Zjednoczone posiadają 90 proc. światowego arsenału nuklearnego. 5 lutego wygasł dwustronny traktat New START, który zakładał ustanowienie limitów na wszystkie rozmieszczone przez te kraje strategiczne systemy jądrowe o zasięgu międzykontynentalnym. Jak wyjaśnia Departament Stanu USA, oba kraje osiągnęły kluczowe założenia New START już na początku 2018 roku i od tamtego czasu nie przekroczyły ustalonych limitów. Obowiązywanie paktu przedłużono o pięć lat w roku 2021 roku, a już rok później Rosja zawiesiła działania inspekcyjne, obowiązujące w jego ramach. Do tego w 2023 roku zawiesiła także swoje uczestnictwo w nim (wycofała też ratyfikację Traktatu o całkowitym zakazie prób jądrowych). Jak ocenia Karim Haggag, dyrektor Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), 5 lutego 2026 roku ostatnie dwustronne ramy, regulujące arsenały nuklearne Moskwy i Waszyngtonu, przestały obowiązywać, a świat wchodzi w nową fazę zwiększonych zagrożeń nuklearnych. Koniec New START to początek nowego wyścigu zbrojeń? Pekin podkręca tempo

Mike Albertson, zastępca dyrektora Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Globalnym w Lawrence Livermore National Laboratory, przekonuje, że nowy wyścig zbrojeń już trwa, a rywalizacja nie rozpoczęła się wraz z wygaśnięciem traktatu lub z jego powodu. „Zarys rywalizacji między chińskimi, rosyjskimi i amerykańskimi programami nuklearnymi został już wyznaczony, a to właśnie rozbudowa chińskich sił nuklearnych – czynnik w ogóle nieobjęty traktatem New START – będzie dominującym elementem po jego wygaśnięciu” – ocenia. Jednocześnie zastrzega, że nie powinniśmy spodziewać się klasycznego wyścigu zbrojeń. „Jeśli już, będzie to raczej bieg na dystansie 10 kilometrów, rozłożony na następną dekadę, a nie sprint w 2026 roku. Tylko Chiny faktycznie ‘ścigają się’ ku jakiemuś nieznanemu punktowi” – wskazuje na armscontrol.org. 

O tym, że nie mamy do czynienia z klasycznym wyścigiem zbrojeń – cyklem akcji i reakcji, w którym jedna strona rozbudowuje swoje siły w bezpośredniej odpowiedzi na działania przeciwnika, pisze także Heather Williams, dyrektorka Projektu ds. Kwestii Nuklearnych i starsza analityczka Programu Obrony i Bezpieczeństwa w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). „Jeśli jest to wyścig zbrojeń nuklearnych, to Stany Zjednoczone przegrywają. A jeśli jeszcze nim nie jest, ale wkrótce się nim stanie, to USA zaczynają z przegranej pozycji” – podkreśla i zwraca uwagę na asymetrię działań. 

Od podpisania traktatu w 2010 roku Moskwa m.in. zwiększyła liczbę systemów nuklearnych o średnio 22 proc., z kolei Pekin zwiększył liczbę rakiet balistycznych o średnim zasięgu o 635 proc. Według niektórych szacunków Państwo Środka do 2030 r. może dysponować liczbą międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM) porównywalną z Rosją i Stanami Zjednoczonymi. Tymczasem zdolności jądrowe USA pozostały na tym samym poziomie lub wręcz się zmniejszyły. 

Więcej broni, mniej przewidywalności

Karim Haggag ocenia, że szybki rozwój chińskiego potencjału jądrowego napędza odnowiony wyścig zbrojeń jądrowych, a brak porozumienia, dotyczącego kontroli zbrojeń, najprawdopodobniej doprowadzi do wzrostu liczby broni strategicznych i pogłębi tym samym nuklearną rywalizację. Jak podkreśla, kontrole zbrojeń są fundamentem odstraszania i stabilności strategicznej, a bez nich już teraz nadwyrężone relacje między mocarstwami nuklearnymi będą jeszcze bardziej podatne na kryzysy. „Planowanie sił jądrowych coraz częściej będzie opierać się na najgorszych scenariuszach, ponieważ wiarygodne dane staną się coraz rzadsze, a szacunki wywiadowcze coraz bardziej upolitycznione” – prognozuje.  

Podobną ocenę przedstawia także Albertson. „Po wygaśnięciu traktatu New START gracze prawdopodobnie będą dążyć do zwiększenia liczby broni. Liczby będą dominować w nagłówkach, ale prawdziwą stratą będą te niematerialne elementy, które proces kontroli zbrojeń strategicznych zapewnia”. Jak wskazuje, strony, by zbierać dane wywiadowcze, będą musiały polegać w większym stopniu na własnych technologiach. W obszarach, gdzie krajowe środki okażą się mniej skuteczne, szacunki będą obarczone większymi marginesami błędu, co doprowadzi do mniejszej kontroli nad założeniami dotyczącymi możliwości przeciwnika. Analityk zauważa również, że może dojść do ograniczenia kontaktów przez osoby odpowiedzialne za wdrażanie kontroli zbrojeń. „To z kolei sprawi, że wszystkie strony będą mniej przygotowane do poważnych negocjacji na temat przyszłości” – podkreśla. 

Koniec traktatu New START może również podważyć skuteczność Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) z 1968 roku. Jego fundamentem jest zasada, że państwa, które nie posiadają tego typu arsenału, nie będą go rozwijać, natomiast mocarstwa nuklearne będą zmierzać w kierunku rozbrojenia. „Upadek Traktatu New START bez jego zastąpienia sprawia, że perspektywa rozbrojenia jądrowego staje się jeszcze bardziej odległa, co podważa tę podstawową umowę” – uważa Haggag. Zdaniem eksperta z tego powodu można spodziewać się podsycenia debat o potrzebie inwestycji w broń jądrową w takich krajach jak Polska, Ukraina, Japonia i Korea Południowa. 

Przypomnijmy, że w dwóch sondażach przeprowadzonych w 2025 roku (luty – UCE Research dla Onetu, maj – Opinia24 dla Radia Zet) ponad 50 proc. badanych oceniło, że Polska powinna dysponować bronią atomową. Dyskusja na ten temat coraz częściej pojawia się też w innych europejskich krajach, w tym niemieckich i szwedzkich mediach. Dr hab. Marek Madej, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, w rozmowie z tvn24.pl, wskazywał, że od strony technicznej część europejskich państw mogłaby dość szybko rozpocząć program nuklearny dzięki temu, że już teraz korzysta z energetyki jądrowej, a także prowadzi badania jądrowe. Jednocześnie rozpoczęcie takich prac byłoby jawnym naruszenie NPT. – Jego trwanie jest w interesie wszystkich państw europejskich. A lęk przed bronią jądrową jest w Europie dość duży i niekoniecznie sprzyja on pomysłowi, by bezpieczeństwo zagwarantować sobie przez pozyskanie samemu takiego arsenału – podkreślał dr hab. Madej. To jednak przed osłabieniem wiarygodności właśnie NPT ostrzega Haggag. 

Analitycy: Konieczne wypracowanie porozumienia wiążącego prawnie

Według Albertsona po wygaśnięciu traktatu krótkoterminowo należy spodziewać się okresu przejściowego w kontroli zbrojeń. „Będzie to niewygodny czas bez wyraźnych ram ochronnych. Ci, którzy starają się uniknąć niebezpieczeństw i kosztów rywalizacji, będą dążyć do szybkich rozwiązań, takich jak porozumienia polityczne. Jednak głębokie, systemowe problemy, które spowodowały ten okres przejściowy, będą wymagały głębszej refleksji, by je właściwie zdiagnozować, oraz silniejszych działań, by je rozwiązać” – ocenia. Analityk jest zdania, że jeśli coś ma zastąpić New START, musi to być sensowna, wiążąca prawnie kontrola zbrojeń.Jak podkreśla, inicjatywę w celu wypracowania nowego prawnego porozumienia, powinny podjąć USA. „Powinno ono dotyczyć jednej kwestii, w której granice rywalizacji jądrowej są już jasne: w ciągu najbliższej dekady Chiny, Rosja i Stany Zjednoczone będą dążyć do stworzenia wielostronnego świata, w którym poziom broni jądrowej będzie wyższy. Na końcu tej drogi wszystkie te państwa będą miały większe arsenały, ale będą stawiały czoła tym samym wyzwaniom w zakresie odstraszania, co dzisiaj. Celem powinno być zaproponowanie przez Stany Zjednoczone wizji tego, jak zarządzać przejściem do tego nowego punktu i co powinniśmy zrobić, gdy tam dotrzemy” – pisze w swojej analizie. Ekspert wzywa, aby przygotowane porozumienie było wypracowane ponadpartyjnie i we współpracy z Kongresem. Jego zdaniem do procesu powinny dołączyć także Francja i Wielka Brytania. Jednocześnie Alberston zaznacza, że jeśli Pekin i Moskwa odrzucą amerykańską propozycję, USA nie powinny ich do niej przymuszać. Zamiast tego Waszyngton powinien kontynuować modernizowanie swojego arsenału i zacieśnić współpracę z Paryżem i Londynem

O tym, że to nie koniec kontroli zbrojeń, pisze także Williams. Jak wskazuje, administracja Donalda Trumpa może równolegle realizować w tym zakresie trzy priorytety. Pierwszy z nich zakłada osobiste zaangażowanie prezydenta USA w podejmowaniu i prowadzeniu nowych inicjatyw ws. kontroli zbrojeń, w tym trójstronne rozmowy na najwyższym szczeblu – z Władimirem Putinem i Xi Jinpingiem. Według analityczki tego rodzaju dialog „może skusić” Chiny, które do tej pory sceptycznie reagowały na próby kontroli ich programu nuklearnego. Jednocześnie Waszyngton powinien współpracować ze społecznością międzynarodową w celu pociągnięcia do odpowiedzialności Chin i Rosji za ryzykowne rozszerzanie arsenału jądrowego w ostatnich latach – to drugi priorytet wymieniany przez Williams. Ostatni punkt zakłada natomiast, że „nowa era kontroli zbrojeń wymaga nowego myślenia, nowych pomysłów oraz kreatywności, jaką może wnieść następne pokolenie liderów w tej dziedzinie”. Analityczka zaznacza przy tym, że lekcje wyniesione z takich traktatów jak New START nie powinny zostać zapomniane.

Williams przywołuje także ocenę byłego szefa Dowództwa Strategicznego USA, admirała Charlesa A. Richarda, który wskazywał na kluczową potrzebę dywersyfikacji i zwiększenia elastyczności amerykańskich sił nuklearnych. Jak tłumaczył, działania te mogłyby wymagać zwiększenia arsenału, jednak nie w „radykalnym” stopniu. Analityczka CSIS podkreśla, że Waszyngton może rozważać obecnie co najmniej cztery możliwości dostosowania się do zaleceń Richarda: 

  1. Zwiększenie liczby głowic jądrowych na już istniejących pociskach ICBM i SLBM
  2. Zakup przez USA nowych, trudnych do zniszczenia systemów, takich jak broń standoff lub systemów o podwójnej zdolności (dual-capable).
  3. Rozszerzenie istniejących planów modernizacji nuklearnej, np. o dodatkowe samoloty B-21 albo okręty podwodne klasy Columbia.
  4. Nie tyle wprowadzanie zmian w strategii nuklearnej, co inwestowanie w zdolności konwencjonalne (opcja ryzykowna ze względu na osłabienie wiarygodności gwarancji bezpieczeństwa udzielanych przez USA swoim sojusznikom).

A co powinna robić Europa? Według Karima Haggaga dla jej przywódców priorytetem powinno stać się opracowywanie strategii ograniczania ryzyka dla samego Starego Kontynentu. Analityk wskazuje, że powinny znaleźć się w niej m.in. takie punkty jak łagodzenie eskalacji napięć na linii NATO-Rosja i naciskanie na Waszyngton, by wznowił proces kontroli zbrojeń. Jak podkreśla, europejscy liderzy muszą zrozumieć, że obecna koncentracja na wzmacnianiu odstraszania nie wystarczy. „Bez skutecznej polityki kontroli zbrojeń, ryzyko związane z odstraszaniem wzrasta w sposób, który zamiast zwiększać bezpieczeństwo, może je podważyć” – zaznacza.

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com