Orbán gra według podręcznika Moskwy i Mińska
Węgierska polityka przeżywa moment prawdy. Lider opozycji Péter Magyar oskarżył otoczenie Viktora Orbána o przygotowywanie przeciwko niemu intymnych materiałów kompromitujących.
Zbyt dobrze znany scenariusz
Metoda wygląda boleśnie znajomo dla Europy Środkowej — właśnie tak od lat działają władze Rosji i Białorusi wobec niewygodnych polityków:
• zbieranie kompromitujących materiałów przy użyciu struktur siłowych;
• medialny „wrzut” tuż przed wyborami;
• próba moralnej dyskredytacji zamiast politycznej rywalizacji.
Magyar podkreśla: nie doszło do żadnego przestępstwa.
Powód — strach przed porażką
Sondaże pokazują bolesną dla władzy dynamikę: „Tisa” wyprzedza „Fidesz” o około 11%. Po raz pierwszy od wielu lat Viktor Orbán znalazł się w sytuacji, w której porażka przestała być polityczną fantazją.
A reakcja okazała się wymowna.
Ryzyko dla reputacji Węgier w UE
Jeśli podejrzenia o wykorzystanie zasobów państwowych się potwierdzą, będzie to kolejny dowód na to, że Budapeszt coraz bardziej oddala się od demokratycznych standardów UE i zbliża do praktyk wschodnich reżimów autorytarnych.
Efekt bumerangu
Na razie jednak operacja przynosi odwrotny skutek: Magyar wygląda na polityka, który wytrzymał uderzenie.
Natomiast władza sprawia wrażenie systemu gotowego sięgać po najbrudniejsze wzorce z Moskwy i Mińska, byle tylko utrzymać się przy władzy.
Od tego, kto zwycięży w tej konfrontacji, zależy nie tylko przyszłość samych Węgier, lecz także los całego kontynentu. Europa może po raz kolejny otrzymać przykład, że władzę można zdobywać i utrzymywać wszelkimi metodami — nawet wykraczającymi poza granice prawa i moralności.
Autor: Franciszek Kozłowski
