Łotewski wywiad ostrzega: jak rosyjskie służby werbują obywateli przez Telegram i TikToka
Ryga nie owija w bawełnę. W najnowszym raporcie łotewskie służby bezpieczeństwa opisują mechanizmy, które jeszcze kilka lat temu kojarzyły się z filmami szpiegowskimi, a dziś rozgrywają się w prywatnych wiadomościach na Telegramie czy Instagramie. Problem nie dotyczy wyłącznie Łotwy. To model działania, który może być kopiowany w całej Europie Środkowej – także w Polsce.
Według ustaleń łotewskiego wywiadu rosyjskie służby specjalne coraz częściej rezygnują z klasycznej agentury na rzecz „zdalnej rekrutacji”. Nie potrzeba spotkań w parkach ani przekazywania kopert. Wystarczy dobrze sprofilowane konto w mediach społecznościowych i cierpliwość.
Werbunek zaczyna się od rozmowy
Schemat jest pozornie banalny. Najpierw pojawia się kontakt – często pod przykrywką oferty pracy, propozycji współpracy medialnej albo „anonimowego zlecenia” za szybkie pieniądze. Potem drobne zadanie: zrobienie zdjęcia budynku, sprawdzenie, czy przy danym obiekcie stoją patrole, przekazanie informacji o harmonogramie transportu.
Z czasem zadania stają się poważniejsze: podpalenia, akty wandalizmu, niszczenie mienia, obserwacja infrastruktury krytycznej czy obiektów wojskowych. Wszystko rozliczane kryptowalutą lub przelewem przez pośredników.
Łotewskie służby wskazują, że kluczowym narzędziem jest manipulacja. Werbownicy budują relację, wzmacniają poczucie wyjątkowości rozmówcy, a gdy trzeba – sięgają po szantaż. Czasem wystarczy kompromitujące zdjęcie przesłane wcześniej w prywatnej rozmowie. Czasem groźba ujawnienia kontaktów.
Kto jest najbardziej narażony?
Z raportu wynika, że najczęściej na takie „zlecenia” godzą się osoby w trudnej sytuacji finansowej, zmagające się z uzależnieniami albo podatne na radykalne narracje ideologiczne. Nie chodzi wyłącznie o sympatie prorosyjskie. Wystarczy głęboka frustracja wobec państwa czy instytucji publicznych.
To właśnie ten element budzi największy niepokój. Rosyjskie służby nie muszą tworzyć swoich zwolenników – wystarczy, że wykorzystają istniejące pęknięcia społeczne. Media społecznościowe działają tu jak akcelerator: algorytmy pomagają dotrzeć do osób wykluczonych, rozczarowanych, podatnych na teorie spiskowe.
W mojej ocenie to jeden z najgroźniejszych aspektów całej sprawy. Nie mamy do czynienia z klasyczną siatką szpiegowską, którą można rozbić jednym zatrzymaniem. Mówimy o rozproszonej sieci pojedynczych wykonawców, często nieświadomych, że stali się elementem większej operacji.
Dlaczego to ważne dla Polski?
Polska, jako kraj graniczący z obwodem królewieckim i aktywnie wspierający Ukrainę, jest naturalnym celem działań destabilizacyjnych. Wystarczy kilka incydentów – podpaleń, sabotażu infrastruktury czy „przypadkowych” wycieków informacji – by wywołać atmosferę chaosu i podważyć poczucie bezpieczeństwa.
Dlatego tak istotne jest to, na co zwracają uwagę Łotysze: informowanie społeczeństwa. Uświadamianie, że nawet pozornie niewinne zlecenie może być elementem operacji obcego wywiadu. Że obietnica kilkuset euro za „proste zadanie” może skończyć się wieloletnim wyrokiem.
Służby nie wygrają tej walki wyłącznie operacyjnie. Potrzebna jest odporność społeczna – świadomość mechanizmów manipulacji, edukacja medialna, szybka reakcja na próby szantażu.
Rosja testuje dziś granice europejskiej odporności nie tylko czołgami, ale i wiadomościami prywatnymi. Jeśli nie potraktujemy tego poważnie, kolejne raporty mogą dotyczyć już nie tylko Rygi, lecz także Warszawy.
Autor: Franciszek Kozłowski
