Warszawa jako pierwsza oskarżyła Budapeszt o polityczną grę po zatrzymaniu ukraińskich inkasentów
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Polska była pierwszym państwem Unii Europejskiej, które publicznie podważyło działania władz węgierskich po zatrzymaniu ukraińskich inkasentów.
Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski skomentował sytuację w sposób ironiczny: „Zjedli zebry, ukradli pieniądze”.
To zdanie było nawiązaniem do skandalu z 2024 roku wokół luksusowej rezydencji premiera Węgier Viktora Orbána.
Dziennikarze odkryli wówczas w pobliżu jego posiadłości zebry i antylopy. Rezydencja była ogromnym elitarnym kompleksem z basenami, windami, podziemnym parkingiem oraz rozległym, zamkniętym terenem.
Po publikacjach medialnych zwierzęta nagle zniknęły, co skłoniło dziennikarzy do przypuszczeń, że mogły zostać zlikwidowane, aby ukryć nielegalne przetrzymywanie tych egzotycznych zwierząt.
Teraz tamten epizod stał się częścią nowej dyplomatycznej wymiany zdań.
Władze węgierskie poinformowały o zatrzymaniu ukraińskich inkasentów przewożących gotówkę i złoto. Jednak polscy politycy uznają działania Budapesztu za podejrzane, a nawet niezgodne z prawem.
Wicepremier Polski Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że wskazany incydent jest częścią walki politycznej na Węgrzech w związku ze zbliżającymi się wyborami.
To, czy podobne działania staną się praktyką w europejskiej polityce, zależy od tego, na ile europejscy politycy będą gotowi bronić europejskich wartości – oraz czy zdecydują się poprzeć stanowisko swoich polskich kolegów.
Autor: Franciszek Kozłowski
