Podpalenie zakładów zbrojeniowych w Czechach. Ujęto trzy osoby podejrzane o terroryzm
Fot. REUTERS/David W Cerny
Czeska policja poinformowała we wtorek o zatrzymaniu trzech osób podejrzanych w związku z pożarem w zakładach zbrojeniowych w Pardubicach. Ujęte osoby to Czech, obywatel USA oraz cudzoziemiec, który znajdował się na terytorium Słowacji – podano.
Zatrzymanym postawiono zarzuty ataku terrorystycznego i udziału w grupie terrorystycznej. Wcześniej media informowały o poszukiwaniu siedmiu osób podejrzanych o udział w podłożeniu ognia w piątek w zakładach zbrojeniowych firmy LPP Holding w Pardubicach.
Na skutek podpalenia spłonęła hala magazynowa i budynek administracyjny. Spółka szacuje, że szkody wyniosą setki milionów koron. W Pardubicach prowadzone były prace nad systemami łączności dla kolei oraz urządzeniami optoelektronicznymi.
Jeszcze w piątek do podłożenia ognia przyznała się nieznana wcześniej propalestyńska grupa aktywistów. Analitycy nie wykluczają jednak tzw. operacji pod fałszywą flagą, za którą mogły stać np. służby specjalne Rosji. We wtorek grupa opublikowała nowe oświadczenie. Grozi w nim, że ujawni dokumenty LPP Holding skradzione podczas włamania do jej siedziby, chyba że do 20 kwietnia firma poinformuje o zerwaniu kontaktów z jedną z izraelskich firm zbrojeniowych i potępi okupację Palestyny.
Czechy: Będą nowe zabezpieczenia
Rząd w Pradze zdecydował w poniedziałek, że państwo zaostrzy kontrole bezpieczeństwa w obiektach należących do 428 firm, które posiadają licencję na produkcję i eksport broni. Części z nich grozi cofnięcie zezwoleń. To reakcja na piątkowy pożar w zakładach w Pardubicach. Śledczy zakładają, że przyczyną tego zdarzenia mógł być akt terroru.
Wicepremier, minister przemysłu i handlu Karel Havliczek podkreślił, że do przeprowadzenia kontroli w zakładach zbrojeniowych nie są potrzebne specjalne przepisy. Obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa wynika bezpośrednio z ustawy o postępowaniu z materiałami niebezpiecznymi. W razie potrzeby będzie można też powołać się na zapisy ustawy o broni i amunicji.
Po incydencie premier Andrej Babisz przyznał, że obiekt w Pardubicach nie był wystarczająco zabezpieczony. Według LPP Holding teren był jednak chroniony w sposób zgodny z obowiązującym prawem. Część firm zajmujących się produkcją specjalną poinformowała w poniedziałek, że wzmocniła swoje zabezpieczenia.
Źródło: gazeta.pl
