Nowy rodzaj „promocji”: droższe, ale za to mniejsze. Tak kroją nas sklepy

Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Gdy drożeje, to szybko, gdy taniej, to bardzo wolno – oto teoria ekonomii, którą świetnie przyswoili sobie producenci żywności. Właśnie wdrażana jest na rynku słodyczy.

– Kakao nam po prostu brakowało, nie mieliśmy fizycznie skąd go wziąć, na rynku nie było niczego – mówił mi niedawno prezes jednej z największych polskich firm produkujących słodycze. 

Tak wspominał początek zeszłego roku, gdy ceny jednego z głównych składników potrzebnych do produkcji czekolady po prostu wystrzeliły w kosmos niczym misja Artemis II.

Pod koniec 2024 roku cena za tonę kakao doszła do niemal 12 tys. dolarów. Dodajmy, że wcześniej ten surowiec kosztował ok. 2-3 tys. dolarów. Porównując to do dzisiejszej drożyzny na stacjach, to tak, jakby baryłka ropy Brent podskoczyła z 60-70 dolarów (czyli przedwojennej ceny) do 250-300 dolarów (obecnie kosztuje ok. 90 dolarów). 

Powód takiej zwyżki na rynku kakao? Słabe zbiory w Afryce, do tego gorsze prognozy związane z pogodą i chorobami męczącymi kakaowca. Efektem była panika na rynku i zainteresowanie spekulantów tym niezbędnym do produkcji większości słodyczy składnikiem.

Zmniejszyć tak, by klient nie widział różnicy

Szybko też doszło do podwyżek w sklepach. Jak wynika z danych Eurostatu czekolada była najszybciej drożejącym produktem spożywczym w Europie w zeszłym roku – jej cena podskoczyła o niemal 18 proc. A co gorsza dla polskich fanów tego produktu, to my byliśmy tu liderem wzrostów.

Według unijnego urzędu statystycznego w Polsce czekolada podrożała średnio aż o 33 proc. (wyższe wzrosty odnotowano tylko w Turcji, gdzie cena podskoczyła o ponad 40 proc., ale trzeba pamiętać, że w tym kraju panuje bardzo wysoka inflacja).

Przykłady? Według koszyka dlahandlu.pl średnia cena tabliczki czekolady mlecznej E.Wedel dwa lata temu wynosiła ok. 4,4 zł, obecnie to ok. 8,6 zł. Ten produkt więc przebija unijne statystyki. A nawet i ta cena nie oddaje w pełni skali podwyżek, a to dlatego, że producenci słodyczy postanowili „zadbać o nasze fit odżywianie” i zmniejszyli rozmiar tabliczki czekolady. Jeszcze niedawno ta wedlowska miała standardowe 100 gramów, dziś nowy standard to 90 gramów.

I żeby nie było: nowy, mniejszy rozmiar wprowadziły też inne firmy. 90-gramową czekoladę sprzedaje Milka czy Wawel. Ba, w przypadku czekolad, gdzie zawartość kakao jest większa (a więc głównie gorzkich), opakowanie skurczyło się jeszcze bardziej – często są to już tabliczki 80- lub 75-gramowe.A co najciekawsze, zmiany dokonano w taki sposób, by kupujący czekoladę jej nie dostrzegł – w praktycznie niewidoczny dla oka sposób zmieniło się opakowanie i pojedyncza kosteczka czekolady, tabliczki nadal jednak mają tyle samo kostek, ten sam układ. 

– Inny sposób na niepodwyższanie ceny produktu to zamiana części zawartości kakao w składzie na inne składniki, na przykład cukier, tłuszcz roślinny czy mleko. Dlatego też nie ma dzisiaj przestrzeni do obniżek cen wyrobów – zaznacza w rozmowie z PAP Jakub Jakubczak, ekspert od rynków spożywczych w BNP Paribas. 

Taki proces to nic nowego – fachowo określa się to downsizingiem, czyli planowym zmniejszeniem opakowania bez obniżania ceny.  Tak tłumaczy w Wyborcza.biz ten mechanizm Maciej Kraus, ekspert od cen:

– Popatrz na coca-colę – obecnie sprzedawana jest w tak wielu opakowaniach, że nie jesteśmy w stanie nawet tego policzyć. A i tak kupujemy. Lubimy być spryciarzami, lubimy być cwaniakami, chwalić się tym, że udało nam się wygrać z systemem. Sieciom handlowym i producentom wbrew pozorom też zależy na tym, aby ludzie w to wierzyli. Powtórzę: wierzyli. To dlatego potrafią ci przyznać złotą odznakę za oszczędzanie – mówi Maciej Kraus.Co ciekawe, część producentów zaczęła już łamać wszystkie zasady i wprost oszukiwać klientów. Pod koniec zeszłego roku Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych wzięła pod lupę wyroby z kakao i czekolady. Efekt?

Ponad 7 proc. skontrolowanych produktów miało wady, głównie polegające na – jak czytamy w raporcie pokontrolnym – „obecność zamienników tłuszczu kakaowego wobec braku deklaracji w oznakowaniu zawartości tłuszczów roślinnych innych niż kakaowy” oraz „zawyżonej zawartość zamienników tłuszczu kakaowego (powyżej 5 proc.) w odniesieniu do wymagań”.

Słowem, producenci dawali zamiast drogiego kakao tańsze zamienniki, ale o tym nie informowali na opakowaniu. 

Ceny kakao lądują 

Wróćmy jednak z dalekiej podróży w zakamarki marketingu do cen. A trzymając się kosmicznych porównań, to podobnie jak misja Artemis II wróciła na Ziemię, tak i ceny kakao w ostatnim czasie  miękko „wylądowały”. Od szczytu spadły bowiem o nawet 70 proc. i dziś tona oscyluje w granicach 3100-3200 dolarów.Jeśli ktoś jest optymistą, to zapewne pomyśli: „super, ceny w sklepach na bank spadły”. Realista będzie wiedział, że takie rzeczy nie dzieją się zbyt prędko. A podstawowa zasada ekonomii sklepów i producentów żywności brzmi: szybko drożeje, to potem wolno spada. 

Jak wynika z szacunków Banku Pekao, choć przez rok ceny kakao spadły o 60 proc., to w tym samym czasie cena tabliczki czekolady… podrożała o 19 proc. (a pamiętajmy, że teraz jest najczęściej mniejsza niż przed kakaową hossą). 

– Ceny detaliczne czekolady z opóźnieniem odzwierciedlają trendy na rynku kakao. Krajowe ceny wyrobów czekoladowych nie do końca oddają to, co dzieje się z cenami kakao czy przetworów czekoladowych, takich jak na przykład kuwertura. One raczej odzwierciedlają przewidywania co do tego, jak mogą się zmienić ceny surowca – mówi Jakub Jakubczak.

Problemem jest też to, że choć kakao staniało, to jest cały czas pod presją: jedna, dwie negatywne informacje o suszy w Wybrzeżu Kości Słoniowej i cena znowu skacze w górę. Problemem rynku kakao jest właśnie pogoda, a w zasadzie to zmiany klimatyczne. To właśnie Wybrzeże Kości Słoniowej jest też największym producentem tego surowca – odpowiada za nawet 40 proc. Na kolejnym miejscu jest Ghana. Gdy tylko w tych dwóch krajach wydarzy się coś złego: susza, dużo wyższa niż zazwyczaj temperatura, choroby roślin, rynki od razu reagują. A w sytuacji, gdy klimat się zmienia, takich ekstremalnych zjawisk przybywa. Efekt to rozchwianie na rynku kakao. 

Na ten moment pogoda jest jednak bardzo dobra, a reformy rolne w Ghanie sprawiły, że na rynku utrzymuje się wizja nadpodaży kakao. Szacuje się, że będzie go o 300 tys. ton więcej niż wynika z zapotrzebowania.

Wniosek? Jak kupować kakao to w hurcie, w sklepach taniej na teraz nie będzie. Przynajmniej jednak czekolada nie powinna drożeć. 

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com