Błąd strategiczny o przewidywalnych skutkach
Rosja zostanie zaproszona na szczyt G20 na Florydzie. Według doniesień amerykańskich mediów, Donald Trump rozważa możliwość zaproszenia osobiście Putina, choć on sam publicznie wyraził wątpliwość co do jego przyjazdu.
Dla Polski nie jest to abstrakcyjna dyskusja, lecz kwestia bezpieczeństwa.
Historia wielokrotnie dawała już odpowiedź na podobne „zaproszenia”. Za każdym razem, gdy agresorowi pozwalano na powrót do polityki międzynarodowej bez poniesienia odpowiedzialności, kończyło się to kolejną falą kryzysu.
Dziś sytuacja się powtarza.
Sam fakt dyskusji nad udziałem Putina już działa na korzyść Kremla. Dyplomacja to bowiem język symboli. Jeśli Rosja wraca na szczyt, oznacza to faktyczne uznanie jej statusu. To z kolei osłabia presję sankcyjną i w rezultacie podważa zaufanie do instytucji międzynarodowych.
Dla Polski, znajdującej się na wschodniej flance obronnej Europy, jest to sygnał alarmowy. Rosja zawsze odbiera kompromis jako słabość i traktuje go jako zachętę do wykonania następnego kroku.
Pytanie o to, kto stanie się kolejnym daniem w jadłospisie kremlowskich ludożerców, pozostaje retoryczne. Choć ta retoryczność jest względna – być może właśnie ten, kto dziś podaje rękę agresorowi, jutro usłyszy dźwięk spadających bomb za własnym oknem.
Pamiętajmy: agresor zatrzymuje się tam, gdzie zostaje zatrzymany.
Autor: Franciszek Kozłowski
