Tusk ma gadane. Szkoda, że został politykiem, a nie akwizytorem. Bo każda z jego deklaracji jest warta tyle, co 100 konkretów na 100 dni
Każda okazja do publicznego wystąpienia prowokuje Donalda Tuska do wygłaszania nieproporcjonalnie wielkich zapowiedzi, obietnic, także gróźb. W 99 proc. nic z tych słów nie wynika, więc zazwyczaj jest śmiesznie. Wyjątkiem są sprawy obronności. Tu jest strasznie!
Jest oczywiste, że okazja taka jak uroczyste złożenie podpisów pod umową SAFE musiała uruchomić te mechanizmy w osobowości Donalda Tuska, które znamy od wielu. A szczególnie od ostatniej kampanii parlamentarnej i obecnej kadencji, gdy jest premiera. W jego przypadku dewaluacja wielkich słów przypomina to, co działo się z walutą Zimbabwe, czyli rekordową w dziejach świata hiperinflację. Tak jest i teraz.
Nie mam żadnych wątpliwości, że tak jak my dzisiaj tutaj mamy świetne humory, to w Moskwie mają dużo gorsze nastroje i gorsze humory. Bo to nie tylko ta kwestia, że Polska będzie dzięki temu wydarzeniu państwem silniejszym i zdolnym do obronie w razie sytuacji krytycznej, ale to także dzień, gdzie Europa, cała Europa pokazuje, że wyciągnęła lekcję z historii i jest gotowa, zgodnie zresztą z rekomendacjami i we współpracy z USA wziąć na swoje barki dużo większą odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo
— stwierdził Tusk w trakcie składania podpisów pod umową SAFE. Moskwa ma swoje realne problemy, ale to nie z tego powodu, że szereg państw europejskich zaciągnęło dziwną pożyczkę na swoje cele obronne. Nie znamy jej finału, więc nawet jej zwolennicy nie powinni spieszyć się ze słowami o świetnych humorach. Na razie ani jeden element wyposażenia nie powstał dzięki finansowaniu z tego mechanizmu.
Tym bardziej nie można spieszyć się z radością, gdy zna się solidność zapowiedzi Donalda Tuska. Nawet już nie chodzi o osławione 100 konkretów na 100 dni. Chodzi o jego wypowiedzi dotyczące bezpieczeństwa Polski i naszej obronności. Premier Tusk jest autorem słynnych słów, że żyjemy w czasach przedwojennych. To właściwa diagnoza, ale potem praktyka polityczna Tuska nie wskazywała na to, żeby wynikały z tego priorytety dla jego rządu. Jeśli prześledzimy wypowiedzi, a zwłaszcza wpisy internetowe prezesa Rady Ministrów (było nie było wysokiego urzędnika państwowego) to rzeczą, która go najbardziej emocjonuje jest walka z konstytucyjnym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, czyli prezydentem Karolem Nawrockim. Ewentualnie zwalczanie głównej partii opozycyjnej. A co z życiem w czasach przedwojennych? Chyba nie jest to dla niego najważniejsze.
Tu kolejne na to dowody. 7 marca 2025 r., czyli 14 miesięcy temu, Donald Tusk obwieścił w Sejmie:
Do końca roku chcemy mieć gotowy model, aby każdy dorosły mężczyzna w Polsce był szkolony na wypadek wojny i żeby ta rezerwa była adekwatna do ewentualnych zagrożeń. Nie proponujemy powrotu do zasadniczej służby wojskowej. Mamy kilka modeli, jeden z najbardziej docenianych jest model szwajcarski.
To ważna sprawa. Wojsku Polskiemu brakuje rezerw. Minął jednak rok i ani jeden mężczyzna (tym bardziej kobieta) nie przeszedł szkolenia w żadnym z kilku modeli, o których mówił Donald Tusk. Jedyne formy szkolenia dostępne dla ochotników, dzięki którym odtwarzane są rezerwy, to modele stworzone podczas „PiS-owskiej okupacji” (używając niezapomnianego określenia Donalda Tuska). Czyli Wojska Obrony Terytorialnej z czasów ministra Antoniego Macierewicza. Oraz Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa plus program „Wakacje z wojskiem” stworzone przez ministra Mariusza Błaszczaka.
Nie inaczej jest z niedawną głośną wypowiedzią Tuska. Tą o ryzyku rosyjskiej agresji w perspektywie nawet kilku miesięcy. Kontekst jest taki, że nie można jej zlekceważyć i wyśmiać. Rosja jest agresywną dyktaturą, której logika działania jest całkowicie odmienna od tej z naszego kręgu cywilizacyjnego. Rzecz jednak w tym, że za słowami premiera nic nie poszło. Zakomunikował coś skrajnie niepokojącego i nic więcej nie zrobił. Czy w Waszym życiu, Szanowni Czytelnicy, zaszło coś nadzwyczajnego? Czy ktoś z Was został niespodziewanie wezwany na ćwiczenia rezerwy? Może ktoś znajomy? Czy wojsko zaczęło się interesować cywilnymi terenówkami, ciężarówkami, sprzętem specjalistycznym? Nie, a akurat to armia ma dobrze zinwentaryzowane, więc właściciele rychło by się dowiedzieli, że zbliża się moment, gdy ich sprzęt zostanie przejęty na potrzeby obrony kraju.
Państwo, społeczeństwo, a nawet armia nadal funkcjonują w trybie rutynowym, czyli czysto pokojowym Tyle warte są słowa i ostrzeżenia Donalda Tuska. Gdy dotyczy to innych dziedzin życia to można śmiać się z niego jako z groteskowego PR-owca własnej sprawy. Nie dotyczy to jednak kwestii najważniejszej, czyli bezpieczeństwa narodowego. Tutaj szkody będą odczuwalne. Bo mamy oczywistą sugestię, że liczy się dla niego PR, a nie ciężka praca nad budową potencjału Polski. Także to, że z tego powodu, iż PR jest dla niego priorytetem Tusk nie jest zdolny do trudnych decyzji. No i wreszcie to, że te ostrzeżenia działają jak fałszywe alarmy. Otępiają społeczeństwo, odbierają mu zaufanie do własnego państwa i przyzwyczają do lekceważenia komunikatów, gdy zagrożenie wojną będzie czymś realnym.
Źródło: wpolityce.pl
