Wałęsa zdjął ukraińską przypinkę. Jest oburzony po decyzji Zełenskiego ws. UPA
Lech Wałęsa zapowiedział, że nie będzie już nosił przypinki z ukraińską flagą. To reakcja na decyzję Wołodymyra Zełenskiego, który nadał jednej z jednostek ukraińskiej armii imię „Bohaterów UPA”. Sprawę krytykują także MSZ, IPN i Pałac Prezydencki.
Prezydent Ukrainy nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imię „Bohaterów UPA”. Jak tłumaczył, zrobił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska” oraz z uwagi na wykonywanie zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy.
Decyzja wywołała w Polsce ostrą reakcję. Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo polskiej ludności na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Lech Wałęsa: Odmówiłem wsparcia Zełenskiemu
Do decyzji ukraińskiego prezydenta odniósł się Lech Wałęsa. Były prezydent przez lata publicznie występował z przypinką w barwach Ukrainy, którą nosił po rozpoczęciu rosyjskiej pełnoskalowej inwazji.
Teraz poinformował, że ją zdjął. „Prezydent Ukrainy wyróżniając bandytów z UPA, ubliżył mi i wszystkim pomordowanym naszym rodakom. W związku z tym publicznie zdjąłem flagę ukraińską z piersi. Narodowi nadal będę pomagał w walce z sowietami. Wołodymyrowi Zelenskiemu odmawiam wsparcia!” – napisał Wałęsa na Facebooku.
MSZ: Decyzja rani pamięć o ofiarach
Do sprawy odniósł się również rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór. Wpis opublikował „w nawiązaniu do wczorajszych słów” szefa polskiej placówki w Kijowie Piotra Łukasiewicza.
„Jednoznacznie negatywnie oceniamy nadanie ukraińskiej jednostce imienia 'Bohaterów UPA’. Ta decyzja rani pamięć o ofiarach tej organizacji i uderza w dialog między naszymi narodami. Może być wykorzystana przez propagandę Rosji, która chce nas podzielić i podważyć wsparcie dla broniącej się Ukrainy. Kwestię tę podnosimy w rozmowach z partnerami z Ukrainy” – napisał rzecznik MSZ.
Wcześniej Ambasada RP w Kijowie przekazała, że konsekwentnie informuje stronę ukraińską o polskim odbiorze działalności UPA i wybranych członków tej formacji. Placówka podkreśliła, że osoby uznawane w Ukrainie za symbole antysowieckiego ruchu oporu są w polskiej pamięci historycznej postrzegane jako odpowiedzialne za zbrodnie wojenne i mordy na ludności polskiej.
Według ustaleń RMF FM wiceszef MSZ Marcin Bosacki spotkał się w tej sprawie z ambasadorem Ukrainy Wasylem Bodnarem i wyraził sprzeciw wobec decyzji Zełenskiego.
Pałac Prezydencki i IPN krytykują decyzję
Ostre słowa padły również z Pałacu Prezydenckiego. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz nazwał decyzję Zełenskiego skandaliczną i niezrozumiałą. – Jak można nazwać jedną z elitarnych jednostek armii ukraińskiej nazwą „Bohaterów UPA”, zbrodniczej formacji, która kolaborowała z Niemcami, która mordowała Polaków, mordowała Żydów? – mówił.
Do sprawy odniósł się też Instytut Pamięci Narodowej. IPN oświadczył, że „budowanie przez władze Ukrainy kultu Ukraińskiej Powstańczej Armii musi budzić sprzeciw wszystkich, którzy pamiętają o działalności tej formacji”. Instytut przypomniał, że UPA odpowiada za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Pamięć historyczna w Polsce
W lipcu 1943 roku Ukraińska Powstańcza Armia dokonała skoordynowanego ataku na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków w dawnym województwie wołyńskim (dzisiejsza Ukraina). Sprawcami zbrodni byli członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Bandery i podporządkowana jej UPA.
Polska i Ukraina od lat różnią się w ocenie działalności OUN i UPA. Dla strony polskiej zbrodnia wołyńska była ludobójstwem. W Ukrainie OUN i UPA są przez część opinii publicznej postrzegane przede wszystkim jako organizacje antysowieckie, związane z walką o niepodległość. W czasie ludobójstwa na Wołyniu według historyków zostało zamordowanych, często w brutalny sposób, około 80-120 tysięcy Polaków.
Źródło: gazeta.pl
