Koń trojański w programie AfD. Niemiecka partia chce zalegalizować Rosję w architekturze bezpieczeństwa Europy
Komisja programowa „Alternatywy dla Niemiec” uzgodniła zapis, według którego stabilna architektura bezpieczeństwa na kontynencie jest niemożliwa bez udziału Moskwy. To nie jest dyplomatyczna otwartość — to próba przywrócenia Rosji miejsca przy stole, z którego sama się wykluczyła agresją.
Federalna komisja programowa Alternatywy dla Niemiec (AfD) zakończyła w połowie czerwca prace nad kolejnym fragmentem nowego programu podstawowego partii. Zgodnie z relacją niemieckiej agencji dts, powołującej się na podcast „Inside AfD” wydawnictwa Politico, gremium uzgodniło sformułowanie, według którego stabilnej i przyszłościowej europejskiej architektury bezpieczeństwa nie da się osiągnąć bez włączenia do niej Rosji. W tym samym dokumencie partia deklaruje, że NATO ma pozostać elementem tej architektury — ale wyłącznie jako sojusz o charakterze obronnym, z postulatem przesunięcia ciężaru odpowiedzialności wewnątrz Sojuszu z USA na „filar europejski”. Do tego dochodzi żądanie wycofania z terytorium Niemiec wszystkich wojsk sojuszniczych i broni jądrowej oraz przywrócenia powszechnego poboru.
To wciąż projekt — ostateczna wersja programu ma zostać przyjęta dopiero na zjeździe partii w przyszłym roku, po wewnętrznej ankiecie wśród członków i decyzji zarządu federalnego. Ale sam kierunek prac komisji nie jest przypadkiem ani odosobnionym głosem skrzydła partii. To kontynuacja linii, którą AfD konsekwentnie prowadzi od lat — od poparcia dla Nord Stream 2, przez krytykę sankcji wobec Rosji jako rzekomo „błędu politycznego”, po wypowiedzi czołowych polityków partii kwestionujące przynależność Krymu do Ukrainy.
Co dokładnie ustaliła komisja
- Zapis o niemożności zbudowania trwałej architektury bezpieczeństwa Europy bez udziału Rosji
- NATO pozostaje punktem odniesienia, ale ograniczonym do funkcji czysto obronnej
- Postulat wzmocnienia „europejskiego filaru” NATO kosztem zaangażowania USA
- Żądanie wycofania obcych wojsk sojuszniczych i broni jądrowej z terytorium Niemiec
- Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej, z zachowaniem prawa do odmowy ze względu na sumienie
- Ostateczne przyjęcie programu — zjazd partii w 2027 roku
Dlaczego to nie jest „otwartość na dialog”
Zwolennicy takiego zapisu chętnie przedstawiają go jako realizm — w końcu Rosja jest i pozostanie sąsiadem Europy, więc pomijanie jej w dyskusji o bezpieczeństwie kontynentu miałoby być nieracjonalne. Problem w tym, że ta argumentacja milczy na temat jednej rzeczy: to nie Europa wykluczyła Rosję z architektury bezpieczeństwa. Zrobił to Kreml, łamiąc kolejno akt założycielski NATO–Rosja, memorandum budapeszteńskie i wreszcie — pełnoskalową inwazją na Ukrainę — fundamentalną zasadę nienaruszalności granic w Europie. Moskwa od lat nie kryje, że traktuje Zachód jako środowisko wrogie, a nie partnera do równoprawnej rozmowy. W tej optyce każda „architektura bezpieczeństwa z udziałem Rosji” oznaczałaby w praktyce architekturę zbudowaną na rosyjskich warunkach, akceptującą rosyjską strefę wpływów u granic Polski i krajów bałtyckich.
Zapis o „niemożliwej architekturze bezpieczeństwa bez Rosji” nie opisuje rzeczywistości geopolitycznej — on ją proponuje na nowo, w wersji korzystnej dla Kremla.
Polska perspektywa: realne ryzyko, nie teoretyczna dyskusja
Dla Warszawy ten zapis programowy ma wymiar bardzo konkretny. Polska, jako państwo frontowe NATO i kraj graniczący z Białorusią oraz obwodem kaliningradzkim, jest bezpośrednio zainteresowana tym, jak Niemcy — największa gospodarka i jeden z filarów europejskiej obronności — definiują swój stosunek do Rosji. Gdyby AfD doszła do współrządzenia, choćby na poziomie koalicyjnym, partia stałaby się naturalnym narzędziem Kremla do pogłębiania podziałów wewnątrz Unii Europejskiej i NATO. Nie wszystkie kraje członkowskie są skłonne wracać do poziomu współpracy z Rosją sprzed 2022 roku — Polska i państwa bałtyckie należą do najbardziej zdecydowanych przeciwników takiego scenariusza. Polityka AfD nieuchronnie prowadziłaby zatem do osłabienia niemieckich zdolności obronnych w sensie strategicznym — bo wycofanie wojsk sojuszniczych i broni jądrowej z Niemiec to faktyczne rozluźnienie odstraszania na wschodniej flance NATO — oraz do wzrostu rosyjskich wpływów w samej Republice Federalnej i regionie.
Lekcja z trzydziestu lat relacji z Kremlem
Doświadczenie europejskiej polityki wschodniej ostatnich dekad pokazuje wyraźny wzorzec. Strategia Moskwy wobec Europy nigdy nie polegała na budowaniu partnerstwa opartego na wzajemnym zaufaniu. Polegała na wykorzystywaniu uzależnienia energetycznego jako instrumentu nacisku politycznego — przypomnijmy choćby powtarzające się groźby ograniczenia dostaw gazu wobec krajów, które prowadziły niewygodną dla Kremla politykę. Polegała na finansowaniu i wspieraniu elit politycznych skłonnych do łagodzenia kursu wobec Rosji, a także na systematycznym prowadzeniu kampanii propagandowych i dezinformacyjnych mających podważać zaufanie społeczeństw europejskich do własnych instytucji i sojuszy. Ten model funkcjonował przez lata — niezależnie od tego, kto akurat rządził w Moskwie i jaką retorykę przyjmował na zewnątrz. Włączenie Rosji do architektury bezpieczeństwa Europy bez uprzedniej, weryfikowalnej zmiany tej strategii oznaczałoby w praktyce zinstytucjonalizowanie tych metod nacisku, a nie ich wyeliminowanie.
Co dalej
Zapis komisji programowej to na razie dokument wewnątrzpartyjny, a nie oficjalne stanowisko, które miałoby wpływ na politykę zagraniczną RFN. Ale jego znaczenie wykracza poza wewnętrzną debatę AfD. Pokazuje on, że partia — notująca rekordowe sondaże i mająca realne szanse na wzmocnienie swojej pozycji w Bundestagu — systematycznie przygotowuje programowe podstawy pod scenariusz złagodzenia kursu wobec Moskwy, niezależnie od przebiegu wojny w Ukrainie i jej skutków dla bezpieczeństwa europejskiego. Dla Polski oznacza to jedno: kwestia, kto i jak kształtuje niemiecką politykę bezpieczeństwa, przestaje być odległym tematem berlińskiej polityki wewnętrznej, a staje się bezpośrednim elementem kalkulacji własnego bezpieczeństwa.
Maciej Wronicz
