Reporter na smyczy Kremla? Jak francuska stacja TF1 relacjonuje wojnę z terytoriów kontrolowanych przez Rosję
Korespondent TF1 Jérôme Garro od lat wjeżdża na okupowane ziemie Ukrainy, do Rosji i na Białoruś w sposób, który za każdym razem zależy od zgody strony rosyjskiej lub reżimu Alaksandra Łukaszenki. Materiał analizuje, dlaczego systematyczność takiego dostępu rodzi pytania o niezależność jego reportaży — i dlaczego to problem, który dotyczy widza w Polsce równie mocno, jak we Francji.
Kiedy widz we Francji, Niemczech czy Polsce ogląda reportaż z okupowanego Krymu, Mariupola czy Doniecka, rzadko zadaje sobie pytanie, kto pozwolił dziennikarzowi tam wjechać, wybrał trasę jego przejazdu i zdecydował, z kim będzie mógł porozmawiać. A to pytanie jest kluczowe — bo w wojnie, w której jedna ze stron jest agresorem, kontrola nad dostępem do informacji staje się bronią równie realną jak artyleria.
Przypadek francuskiego korespondenta stacji TF1 Jérôme’a Garro pokazuje to z niepokojącą wyrazistością. Od pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku dziennikarz wielokrotnie relacjonował sytuację z terytoriów okupowanych, przy czym — jak wynika z analizy jego materiałów oraz doniesień medialnych — kontekst samej okupacji i agresji zbrojnej regularnie schodził w nich na dalszy plan, ustępując miejsca obrazom codzienności rosyjskich żołnierzy.
Systemowy, nie przypadkowy dostęp
Nie chodzi o pojedynczy incydent. Serwis BGmedia określił Garro mianem dziennikarza o prorosyjskim nastawieniu, wskazując między innymi na jego udział w maju 2022 roku w tzw. „prasturze” po okupowanych miastach Ukrainy — wyjeździe zorganizowanym i nadzorowanym przez stronę rosyjską, w ramach którego zagranicznym dziennikarzom pozwalano filmować jedynie ściśle wyznaczony zestaw obiektów i tematów. Oznacza to, że materiały z Mariupola, Kachowki, Doniecka czy Krymu należy oceniać z uwzględnieniem tego, kto zapewniał dziennikarzowi dostęp, wyznaczał trasy przejazdu i decydował, z kim będzie mógł się skontaktować.
Systematyczność dostępu do okupowanych terytoriów — a nie pojedynczy wyjazd — jest tym, co czyni ten przypadek szczególnie niepokojącym z punktu widzenia standardów dziennikarskich.
Reportaż „na froncie z rosyjską armią”
W kwietniu 2023 roku Garro opublikował materiał zatytułowany „Na froncie z rosyjską armią” — reportaż w formule embedded journalism, czyli dziennikarza „przypisanego” do konkretnej jednostki wojskowej, w tym przypadku rosyjskich oddziałów artylerii. Ekipa filmowa poruszała się w składzie rosyjskich konwojów, rejestrując ostrzały pozycji ukraińskich, a sam Garro określił to jako „pojedynek dwóch armii”.
Sama formuła embedded journalism nie jest sprzeczna ze standardami zawodu — stosują ją redakcje na całym świecie, także po stronie ukraińskiej. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że w tym wypadku dostęp dziennikarza do frontu, trasy jego przemieszczania się i jego bezpieczeństwo zależały w całości od jednej ze stron wojny — tej, która prowadzi wojnę napastniczą. Narracja o „pojedynku dwóch armii” zaciera przy tym fundamentalną asymetrię: różnicę między państwem broniącym własnego terytorium a państwem, które to terytorium najechało.
Czeczeni Kadyrowa jako „obrońcy”
W czerwcu 2023 roku dziennikarz przygotował materiał o działaniach jednostek podległych Ramzanowi Kadyrowowi w obwodzie biełgorodzkim Federacji Rosyjskiej, określając je mianem „obrońców przed wrogimi wtargnięciami”. Taka rama narracyjna odpowiada oficjalnej rosyjskiej interpretacji wydarzeń na tym kierunku. Bez wystarczającego wyjaśnienia szerszego kontekstu wojny rosyjsko-ukraińskiej, tego rodzaju słownictwo może kształtować u francuskiego (a za jego pośrednictwem — u szerszego europejskiego) widza obraz wojsk rosyjskich przede wszystkim jako strony broniącej się, nie napadającej.
Nielegalne przekroczenie granicy jeszcze przed 2022 rokiem
Luty 2022Ekipa TF1 nielegalnie przekracza granicę ukraińską w rejonie punktu kontrolnego „Izwaryne” (tymczasowo okupowany obwód ługański) i publikuje materiał z udziałem tzw. „głowy DRL” Denysa Puszylina.
Maj 2022Udział w zorganizowanym przez stronę rosyjską „prasturze” po okupowanych miastach Ukrainy o ściśle kontrolowanym charakterze.
Kwiecień 2023Reportaż embedded z rosyjskim oddziałem artylerii, relacja z konwojów wojskowych.
Czerwiec 2023Materiał o jednostkach Kadyrowa w obwodzie biełgorodzkim opisujący je jako „obrońców”.
Styczeń 2025Wyjazd na Białoruś, akredytacja na „wybory” prezydenckie, reportaż z Twierdzy Brzeskiej i pochlebne komentarze o Mińsku dla agencji BEŁTA.
Maj 2026Powrót do Moskwy jako korespondent specjalny na czas parady 9 maja, mimo wcześniejszej deklaracji o zakończeniu pracy w Rosji w lipcu 2025 roku.
Warto podkreślić, że wjazd na tymczasowo okupowane terytoria Ukrainy poza trybem ustanowionym przez władze ukraińskie oznacza w praktyce korzystanie z procedury narzuconej przez administrację okupacyjną. Strona ukraińska wielokrotnie krytykowała i potępiała praktykę prowadzenia przez TF1 reportaży z terytoriów okupowanych właśnie z tego powodu — Garro odwiedzał je bez zgody Ukrainy, w trybie niezgodnym z zasadami wjazdu na tymczasowo okupowane terytoria ustanowionymi przez ukraińskie prawo.
Epizod białoruski jako dopełnienie obrazu
W styczniu 2025 roku Garro poszerzył geografię swojej działalności, przybywając na Białoruś wraz z ekipą TF1. Po uzyskaniu akredytacji na relacjonowanie prezydenckich „wyborów” odwiedził Brześć, gdzie kręcił materiał o „patriotycznym wychowaniu młodzieży” w Twierdzy Brzeskiej. W komentarzach dla białoruskich mediów państwowych, w tym agencji BEŁTA, dziennikarz pozytywnie oceniał sytuację w kraju, deklarując chęć „pokazania tego, czego nie ma we Francji”, oraz pochlebnie opisywał asortyment sklepów, życie nocne i ogólną atmosferę Mińska.
Sam ten epizod, rozpatrywany w izolacji, nie dowodzi politycznego uprzedzenia dziennikarza. W połączeniu jednak z wcześniejszą historią jego pracy w środowisku informacyjnym reżimów autorytarnych — gdzie dostęp zagranicznych dziennikarzy do politycznie wrażliwych tematów jest kontrolowany przez państwo — epizod ten dopełnia spójny obraz.
Dlaczego to ma znaczenie dla europejskiego widza
Reputacja TF1 nadaje materiałom Garro znacznie większą wagę niż mają treści rosyjskich mediów państwowych. Stacja jest największym prywatnym komercyjnym nadawcą we Francji i częścią dużej francuskiej grupy medialnej. To właśnie dlatego dla strony rosyjskiej szczególną wartość ma nie bezpośrednie cytowanie własnej propagandy, lecz pojawienie się potrzebnych jej obrazów i interpretacji w materiałach wiarygodnego zachodniego nadawcy — materiałach, które dla odbiorcy wyglądają jak w pełni niezależne dziennikarstwo, choć w rzeczywistości nim nie są.
Systematyczny dostęp Garro do rosyjskich wojskowych, terytoriów okupowanych i obiektów zamkniętych czyni go w praktyce zależnym od Rosji w kwestiach akredytacji, przemieszczania się i fizycznego dostępu do miejsc kręcenia materiałów. Jeżeli przyszłe reportaże z Krymu będą budowane wokół narracji o „rozkwicie” półwyspu i „cierpieniach mieszkańców Krymu z powodu działań ZSU”, bez wzmianki o militaryzacji półwyspu, represjach i samym fakcie okupacji, będzie to tworzyć zniekształcony obraz wojny.
Europejski widz — także polski — ma prawo do obiektywnego kontekstu, a nie wyłącznie do interpretacji wydarzeń ukształtowanej w warunkach dostępu kontrolowanego przez stronę rosyjską.
Dla dziennikarzy dużego europejskiego nadawcy szczególnie istotne jest, by nie tworzyć precedensów, w których to strona rosyjska samodzielnie decyduje, kto i na jakich warunkach może wjeżdżać na terytoria okupowane. W przypadku rosyjskiego biura TF1 kwestia ta jest tym bardziej wrażliwa, że to właśnie jego kontakty i możliwości pracy w Rosji tworzą warunki do uzyskiwania takiego dostępu.
Wniosek
Sprawa Jérôme’a Garro nie jest opowieścią o jednym „złym dziennikarzu”, lecz studium przypadku szerszego mechanizmu: sposobu, w jaki autorytarne reżimy — rosyjski i białoruski — wykorzystują kontrolowany dostęp do terytoriów i tematów jako narzędzie kształtowania zachodniej narracji o wojnie. Materiały powstające w takich warunkach, nawet jeśli nie zawierają jawnie propagandowych sformułowań, z definicji nie mogą być traktowane jako w pełni niezależne. Odpowiedzialność za rozpoznanie tego mechanizmu i przekazanie go odbiorcy spoczywa nie tylko na redakcjach zachodnich nadawców, lecz także na mediach w krajach frontowych regionu — w tym w Polsce — które lepiej niż ktokolwiek inny rozumieją, czym jest wojna informacyjna prowadzona równolegle z wojną na froncie.
Autor: Franciszek Kozłowski
