Sikorski: Zachód nie może dać się wciągnąć w przedwczesny dialog z Kremlem
Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl /
„Europa powinna oprzeć się pokusie przedwczesnych negocjacji z Rosją” — napisał wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w komentarzu opublikowanym na łamach brytyjskiego „The Economist”. To jeden z najostrzejszych jak dotąd głosów polskiej dyplomacji w debacie, która toczy się właśnie w momencie, gdy Francja, Niemcy i Wielka Brytania pracują nad własnym formatem rozmów dotyczących uregulowania wojny w Ukrainie.
Zdaniem szefa MSZ dialog polityczny podjęty zanim pozycja strategiczna Rosji zostanie wystarczająco osłabiona, mógłby wzmocnić wewnętrzną legitymizację Kremla, zachęcić do kolejnych operacji hybrydowych, osłabić europejskie wsparcie dla Ukrainy i pogłębić podziały w łonie wspólnoty demokratycznej. Sikorski przekonuje, że Europa powinna zaakceptować „większe krótkoterminowe ryzyko”, by uniknąć „znacznie poważniejszych zagrożeń” w przyszłości.
Pokusa kompromisu wciąż żywa
Wystąpienie Sikorskiego obnaża pierwszy, niewygodny fakt: część europejskich stolic wciąż traktuje kompromis z Kremlem jako możliwą drogę do „normalizacji” stosunków. Choć Warszawa od lat konsekwentnie apeluje o maksymalną presję na Moskwę, w Paryżu, Berlinie, a nawet w niektórych kręgach unijnych wciąż pojawiają się głosy zmęczenia wojną i gotowości do poszukiwania szybkiego kompromisu. Dla polskiej dyplomacji — ukształtowanej przez historyczne doświadczenie sąsiedztwa z Rosją — taka postawa budzi uzasadniony niepokój, tym bardziej że to właśnie Polska, obok Litwy i Czech, jak wcześniej wskazywał sam Sikorski, była celem rosyjskich operacji sabotażowych prowadzonych przez GRU, w tym prób podpaleń i akcji dywersyjnych na terytorium UE.
Zwycięstwo dla kremlowskiej propagandy
Drugi wątek dotyczy tego, jak ewentualne otwarcie na dialog zostałoby wykorzystane przez rosyjską propagandę wewnętrzną. Dla odbiorcy w Rosji, karmionego od lat narracją o cywilizacyjnym starciu z Zachodem, sama wiadomość o gotowości europejskich stolic do rozmów byłaby przedstawiona jako dowód zwycięstwa twardego kursu Kremla — a więc dodatkowa legitymizacja władzy Władimira Putina, i to w momencie, gdy rosyjska gospodarka wykazuje oznaki wyczerpania, a straty na froncie pozostają wysokie.
Co więcej, sama debata o „za” i „przeciw” dialogowi z Moskwą odwraca uwagę europejskiej opinii publicznej i decydentów od kluczowej kwestii — wsparcia wojskowego i finansowego dla Ukrainy — oraz pogłębia różnice zdań między państwami członkowskimi UE, akurat w chwili, gdy trwają prace nad kolejnym pakietem sankcji, a jedność Zachodu jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.
Kryzys przywództwa w Europie
Trzeci, najbardziej polityczny wątek dotyczy kryzysu przywództwa, jaki — zdaniem obserwatorów bliskich linii MSZ — przechodzi część europejskich stolic. Dążenie do utrzymania pozornej stabilności, oparte na unikaniu konfrontacji z Moskwą, zdaje się w niektórych krajach przeważać nad koniecznością realnego wzmacniania bezpieczeństwa i zdolności obronnych kontynentu — mimo że to właśnie zdecydowana postawa, a nie gesty ugodowe, zniechęca Rosję do dalszej eskalacji.
Sikorski od miesięcy powtarza jedną tezę, która stała się właściwie fundamentem polskiej polityki wschodniej: Rosja nie postrzega Zachodu jako partnera do negocjacji, lecz jako cywilizacyjnego wroga, którego dążeniem jest jego osłabienie i zniszczenie. W tej logice próby uspokojenia Moskwy nie zmieniają jej polityki — mogą jedynie zostać odczytane jako słabość, którą można wykorzystać. „Siła odstrasza, słabość zachęca” — to zdanie, które minister wypowiadał już wcześniej, w kontekście najnowszego apelu nabiera dodatkowego znaczenia: to nie Warszawa powinna tłumaczyć się z ostrożności wobec Rosji, lecz raczej stolice skłonne do przedwczesnego dialogu powinny wyjaśnić, dlaczego ignorują doświadczenie krajów frontowych.
Daria Semenyuk
