„Zbyt popularny, by go odwołać”. W KO przekonują: Trzaskowski to nie Miszalski, Warszawa to nie Kraków

Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

W Koalicji Obywatelskiej śpią spokojnie – w powtórkę scenariusza krakowskiego w Warszawie i odwołanie w referendum prezydenta Rafała Trzaskowskiego nikt nie wierzy. – Niech inicjatorzy zbiorą najpierw podpisy, bo to nawet nie jest pewne – słychać w partii Donalda Tuska.

W stolicy Małopolski się udało – przeciwnicy byłego już prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO dopięli swego i doprowadzili do przedterminowych wyborów włodarza miasta. Łukasz Gibała, główna twarz krakowskiego przedsięwzięcia, jest na najlepszej drodze do przejęcia władzy w ratuszu. Jako faworyt sondaży w najbliższą niedzielę wejdzie zapewne do drugiej tury wyborów, w której spotka się – wszystko na to wskazuje – z popieraną przez KO i PSL senatorką Moniką Piątkowską. Wybory prawdopodobnie rozstrzygną się 11 października.

Sukces krakowskiej inicjatywy referendalnej zachęcił do działania aktywistów w kolejnych miastach, gdzie rządzą ludzie związani z partiami obecnej władzy, m.in. w Gliwicach i Warszawie. Na czele władz pierwszego z nich zasiada od dwóch lat Katarzyna Kuczyńska-Budka, żona byłego lidera PO Borysa Budki, w stolicy – Rafał Trzaskowski, wiceszef KO i dwukrotny kandydat tej formacji na prezydenta RP. W obu tych miastach trwa zbiórka podpisów pod inicjatywą referendalną. W Gliwicach zakończy się 23 października, w Warszawie – w najbliższy poniedziałek.

„Warszawiacy bardzo twardo obronią Trzaskowskiego”

Więcej emocji, co oczywiste, budzi akcja w Warszawie, bo stawką jest polityczne być albo nie być jednej z najbardziej znanych postaci polskiej rzeczywistości ostatnich lat. W stolicy zadanie jest jednak trudniejsze, bo miasto od prawie 20 lat jest bastionem PO i KO, gdzie Trzaskowski dwukrotnie wygrywał wybory samorządowe już w pierwszej turze (w 2018 r. 56,67 proc., w 2024 r. 57,41 proc.).

Obóz rządzący to wie, dlatego do działań Stołecznej Operacji Referendalnej (SOR) podchodzi spokojnie. – Nie należy lekceważyć żadnego żywiołu społecznego, wszystko trzeba traktować z respektem, ale gdybym miał obstawiać, choć nie jestem warszawiakiem, bo pochodzę i mieszkam w Kaliszu, to nie widzę tutaj emocji takich, żeby spróbować uruchomić referendum i w mojej ocenie warszawiacy bardzo twardo obronią Rafała Trzaskowskiego – przekonuje w rozmowie z Gazeta.pl poseł KO Mariusz Witczak.- Na razie czekamy czy inicjatorzy w ogóle zbiorą podpisy. Rzeczywiście widuję ich na ulicach miasta i nie zaobserwowałam zbyt dużego zainteresowania podpisywania się pod tą zbiórką – mówi z kolei senatorka Magdalena Biejat z Lewicy. – Nawet jeśli się uda zebrać podpisy, to następny etap to przekonać warszawiaków, żeby odwołali prezydenta, który jest bardzo popularny – dodaje polityczka Lewicy, która dwa lata temu sama walczyła w wyborach o stołeczny magistrat.

„SOR” czyli Wilk, Ziemkiewicz, Antos i Śpiewak

Główną twarzą stołecznej akcji referendalnej jest Maciej Wilk, szef Stowarzyszenia Tak dla CPK. Wśród inicjatorów są też m.in. Adam Borowski, niedawny kandydat PiS na Rzecznika Praw Obywatelskich, dwaj publicyści sympatyzujący z prawicą: Bronisław Wildstein i Rafał Ziemkiewicz, Izabela Antos, skarbniczka stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego oraz kojarzony z lewicą stołeczny aktywista Jan Śpiewak.

Nazwa inicjatywy, a przede wszystkim jej skrót SOR, jest nieprzypadkowy i ma się kojarzyć z niedawną aferą wokół Szpitala Południowego w Warszawie. Profile Stołecznej Operacji Referendalnej ilustrują zresztą zdjęcia Rafała Trzaskowskiego z Dawidem Kacprzykiem, 28-letnim lekarzem milionerem, do niedawna działaczem KO, który jako koordynator SOR (szpitalnego oddziału ratunkowego) w Szpitalu Południowym zarobił przeszło półtora miliona złotych.

Kacprzyk w stołecznej placówce już nie pracuje, zrzekł się także mandatu radnego dzielnicy Ursus i członkostwa w Koalicji Obywatelskiej. Trzaskowski natomiast jeszcze w czerwcu, tuż po wybuchu afery, odwołał cały zarząd Szpitala Południowego i doprowadził do rezygnacji dwóch wiceprezydentek stolicy: odpowiedzialnej za obszar związany ze zdrowiem Renaty Kaznowskiej i Aldony Machnowskiej, która zasiadała w radzie nadzorczej Szpitala Południowego.O Kacprzyku ostatnio znów zrobiło się głośno, bo znalazł nową pracę – przyjmuje pacjentów w przychodni w Jaktorowie na Mazowszu. W poniedziałek Kanał Zero upublicznił materiał nagrany ukrytą kamerą, w którym lekarz pytany o aferę ze swym udziałem, mówi, że ma ją „w d..ie”. Publikację natychmiast wykorzystali inicjatorzy stołecznego referendum. „Warszawiacy! Wiecie, co z tym zrobić!” – napisał Maciej Wilk na X, dołączając link do nagrania Kanału Zero.

„Jest grubo ponad 100 tysięcy, ale nie chcemy demobilizować”

Stołeczna Operacja Referendalna w ostatnich dniach zintensyfikowała zbiórkę podpisów, organizuje codziennie nawet po 20 punktów, w których można poprzeć inicjatywę dotyczącą odwołania prezydenta i rady Warszawy. Apeluje też o pobieranie kart online i przesyłanie na adres SOR.

W inicjatywę zaangażowali się też działacze PiS, Konfederacji i Korony Grzegorza Brauna. Prawo i Sprawiedliwość ma nadzieję, że akcja wypali. – Czekamy na komunikaty ze strony organizatorów czy wymagana liczba podpisów została zebrana. Jeśli tak, to z dniem ogłoszenia tego faktu przystępujemy do kampanii referendalnej – podkreśla poseł PiS Sebastian Kaleta. Jak dodaje, sam złożył podpis pod inicjatywą. Podobnie uczynili m.in. poseł Jarosław Krajewski i były poseł (w przeszłości także burmistrz Pragi Północ) Paweł Lisiecki.

Ile podpisów już udało się już zgromadzić, tego dokładnie nie wiadomo. W zeszłym tygodniu było ich, jak deklarował Wilk, „ponad 100 tysięcy”. Ostatnio jednak inicjatorzy przestali aktualizować dane. „Podpisów zebranych jest grubo ponad 100000. Dzisiaj jednak celowo nie podajemy dokładnej liczby – nie chcemy demobilizować ani w jedną, ani w drugą stronę” – napisał lider SOR w poniedziałek na X.

– My też nie wiemy, ile tego może być, mamy te same informacje, które podają publicznie inicjatorzy – że jest to ponad sto tysięcy i że reszta, jak liczą, przyjdzie pocztą – przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl polityk związany z PiS.

Aby referendum doszło do skutku, SOR musi zebrać minimum 132 tysiące prawidłowo złożonych podpisów (10 proc. uprawnionych do głosowania w stolicy). Poparcie jednak – i przyznają to sami inicjatorzy – musi być większe, bo przy okazji każdej zbiórki część sygnatur ma braki, błędy lub jak w przypadku referendum, lub wyborów lokalnych, pochodzi od osób, których nie ma w danym spisie wyborców.W 2013 roku nie wyszło

W Warszawie już raz próbowano odwołać prezydenta, w 2013 roku. Wówczas przedsięwzięcie doszło do skutku, ale rządząca stolicą Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO utrzymała stanowisko. Referendum, ze względu na zbyt małą frekwencję, okazało się nieważne.

Tamte wyniki, podobnie jak mocna pozycja KO i samego Trzaskowskiego w Warszawie, pozwalają partii Donalda Tuska wierzyć, że powtórki z Krakowa nie będzie. – Aby to referendum, jeśli w ogóle do niego dojdzie, było ważne, musiałoby wziąć w nim udział ponad 460 tysięcy warszawiaków. A wynik Karola Nawrockiego z zeszłorocznych wyborów to ponad 320 tysięcy głosów. Nijak się to nie bilansuje – ocenia w rozmowie z Gazeta.pl jeden z radnych KO.

W Koalicji Obywatelskiej nikt, na razie, nie szuka ewentualnych kandydatów na następcę Trzaskowskiego. – Nie ma na razie sensu tracić energii i zastanawiać się nad czymś, co nie wiadomo, czy się wydarzy – ucina w rozmowie z Gazeta.pl kolejny ze stołecznych samorządowców.

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com