Rosyjska agencja rządowa zagroziła Litwie atakiem nuklearnym. Po trzech godzinach sama usunęła tekst

Artykuł, który miał wystraszyć Wilno, okazał się zbyt radykalny nawet dla moskiewskiej cenzury. Ale to nie oznacza, że przesłanie nie dotarło — także do Warszawy.

Wczwartek rano na stronie państwowej agencji RIA Nowosti pojawił się tekst, który – gdyby napisał go ktokolwiek inny niż akredytowany rosyjski publicysta – można by uznać za groźbę wojenną skierowaną wprost pod adresem państwa członkowskiego NATO. Autor, Aleksandr Nosowicz, napisał, że Rosję czeka „jeszcze jedna specjalna operacja wojskowa” – tym razem przeciwko Litwie – i że będzie ona „bardzo krótka”. Około trzech godzin później artykuł zniknął ze strony, a redakcja wyjaśniła, że materiał „nie odpowiada stanowisku redakcji, polityce redakcyjnej ani polityce państwowej Federacji Rosyjskiej”.

Bezpośrednim pretekstem do publikacji było głosowanie litewskiego Sejmu, który poparł zniesienie konstytucyjnego zakazu rozmieszczania broni jądrowej na terytorium kraju — informację tę potwierdziło kilka niezależnych rosyjskojęzycznych redakcji, w tym Meduza i Radio Swoboda. Nosowicz nazwał Litwę „państwem-samobójcą bez mózgu” i „małym, ale dumnym kamikadze” w rosyjskiej strefie wpływów, porównując ją wprost do Ukrainy. Sugerował przy tym, że Moskwa mogłaby zrezygnować z operacji lądowej na rzecz uderzenia rakietowego „z odpowiednim ładunkiem” — eufemizm, którego w rosyjskiej propagandzie używa się na określenie broni jądrowej.

Nosowicz nie jest przypadkowym blogerem. Jest redaktorem naczelnym kaliningradzkiego portalu RuBaltic.Ru i członkiem Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej — organizacji, która współtworzyła Klub Wałdajski, gdzie regularnie przemawia Władimir Putin. Śledczy z centrum „Dosje” łączą go z tzw. siecią bałtycką, koordynowaną przez urzędnika administracji prezydenckiej i pułkownika wywiadu zagranicznego Jewgienija Umierenkowa. Litewski nadawca publiczny LRT informował wcześniej, że Nosowicz otrzymuje zlecenia od kuratorów powiązanych z Kremlem.

Dlaczego to nie jest zwykła prowokacja publicystyczna

  • Tekst ukazał się nie na prywatnym blogu, lecz na platformie państwowej agencji prasowej — co zapewniło mu maksymalny zasięg.
  • Litwa jest pełnoprawnym członkiem NATO od 29 marca 2004 r. — atak na nią uruchamia mechanizm artykułu 5.
  • Na Litwie stacjonuje ponad 5 tys. żołnierzy sojuszniczych pod dowództwem NATO, a kontyngent ma być rozszerzany.
  • Budżet obronny Litwy na 2026 r. wynosi rekordowe 4,79 mld euro, czyli 5,38 proc. PKB — wzrost o 43 proc. rok do roku.

To właśnie ten kontrast — rosnące wydatki obronne Litwy i deklarowana gotowość NATO do wzmacniania wschodniej flanki — wydaje się prawdziwym celem tekstu. Groźba ataku, w tym atakiem z użyciem broni jądrowej, pojawia się dokładnie w momencie, gdy Wilno podejmuje decyzje utrudniające Moskwie ewentualną presję militarną. Schemat jest znany: własna agresja przedstawiana jest jako „wymuszona reakcja” na decyzje sąsiadów w sferze bezpieczeństwa.

Dla Polski ten incydent nie jest odległym echem z Bałtyku. Premier Donald Tusk wielokrotnie ostrzegał, że Rosja może celować w te kraje NATO, które najbardziej wspierają Ukrainę — a Polska od miesięcy mierzy się z własną serią incydentów, od naruszeń przestrzeni powietrznej po podejrzaną aktywność dronów w pobliżu obiektów wojskowych i logistycznych, odnotowywaną w całej Europie tylko we wrześniu 2026 roku. Zapowiedź „bardzo krótkiej” wojny z państwem NATO przywołuje też złowieszcze wspomnienie rosyjskich założeń sprzed pełnoskalowej inwazji na Ukrainę — gdy Kreml zakładał zdobycie Kijowa w kilka dni. Rzeczywistość, która trwa już ponad cztery lata i siedem miesięcy, zweryfikowała tamte plany brutalnie.

Znacząca jest też sama decyzja o usunięciu tekstu. Analitycy zwracają uwagę, że tak szybkie wycofanie materiału — przy jednoczesnym pozostawieniu go wystarczająco długo, by zdążyły go przechwycić inne redakcje, w tym „Nowaja Gazieta Europa” i Radio Swoboda — może być elementem testowania reakcji Zachodu. Moskwa sprawdza, jak daleko może się posunąć retorycznie, jednocześnie zachowując możliwość formalnego zdystansowania się od najbardziej radykalnych scenariuszy.

Ostrzeżenia o narastającym ryzyku ze strony Rosji nie są odosobnione. Duński wywiad obronny FE już w lutym 2025 r. przedstawił scenariusze czasowe: około pół roku na gotowość do lokalnego konfliktu z sąsiednim państwem, dwa lata na wojnę regionalną w rejonie Bałtyku i pięć lat na wojnę na dużą skalę w Europie bez udziału Stanów Zjednoczonych — pod warunkiem zamrożenia wojny w Ukrainie i zbyt wolnego tempa dozbrajania NATO. Szef czeskiej służby bezpieczeństwa BIS Michal Koudelka dopuszczał z kolei możliwość ograniczonej prowokacji na terytorium państwa NATO. Dla polskiego czytelnika wniosek jest prosty: retoryka o „krótkiej wojnie” z Litwą to nie tylko problem Wilna.

Co to oznacza w praktyce

  • Podobne sygnały — wojskowe i propagandowe — należy rozpatrywać łącznie z falą incydentów dronowych i dywersyjnych w Europie z września 2026 r.
  • Atak lądowy lub jądrowy na Litwę oznaczałby zbrojną napaść na państwo NATO i uruchomienie artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego.
  • Retoryka nuklearna wobec Litwy wpisuje się w szerszą strategię Kremla łączącą szantaż jądrowy z zastraszaniem informacyjnym.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com