Morze Czarne zmienia się w Morze Ognia. Rosjanie i Ukraińcy wykańczają swój handel

Statki toną już nie tylko u wybrzeży Rosji i Ukrainy. Zaczyna to być czymś regularnym nawet w strefach kontrolowanych przez państwa NATO. Trwająca piąty miesiąc eskalacja na Morzu Czarnym nie ma końca. Choć jedna strona floty nie ma, a ta druga trzyma ją schowaną w portach.

Ostatnie głośne ataki na statki wydarzyły się w nocy z 5 na 6 sierpnia w wyłącznej strefie ekonomicznej Bułgarii. Nie na wodach terytorialnych, które są traktowane jako część państwa, ale dalej w morzu. Zaatakowane zostały dwie jednostki, które nawet nie zawinęły do portów ukraińskich. Oba wiozły zboże. Możliwe, że ukraińskie przewiezione do rumuńskich portów. Oba zostały trafione przez drony. Oficjalnie nie podano czyje, ale możliwości nie ma wiele. Jeden zatonął błyskawicznie w ciągu kilku minut i cała załoga przepadła bez wieści. Drugi stanął w ogniu i został opuszczony przez załogę, którą uratowano.

To pierwszy przypadek, kiedy do tego rodzaju ataków doszło tak blisko wybrzeży Bułgarii. Dokładniej około 100 kilometrów od nich. Dzień wcześniej zatopiony został inny statek znacznie bliżej wybrzeża Rumunii, około 37 kilometrów od niego. W zasięgu wzroku obsady rumuńskiej platformy wydobywczej Pescarus. Wszystkie te wydarzenia nie spotkały się z silniejszą reakcją państw NATO i UE. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula van der Leyen nazwała je „bardzo niepokojącymi”, ale nikt nie powiązał ich oficjalnie z Rosją.

Gwałtowny wzrost liczby ataków

Do wszystkich ataków na statki dochodzi poza wodami terytorialnymi państw NATO i UE. Te rozciągają się na 12 mil morskich od brzegu, czyli około 22 kilometrów. To, co dalej, nie jest już uznawane za terytorium państwa na brzegu, ale za wody międzynarodowe. Rosjanie i Ukraińcy, na razie tę granicę respektują, choć się do niej zbliżają. Ci pierwsi na wspomniane 37 kilometrów od Rumunii, ci drudzy w marcu 2026 roku zaatakowali tankowiec wiozący rosyjską ropę jedynie około 33 kilometrów od wybrzeży Turcji. Zdecydowana większość uderzeń następuje jednak bliżej wybrzeża Rosji i Ukrainy. Co najważniejsze, to są one już tak częste, że międzynarodowe agencje ubezpieczeniowe od września uznają całe Morze Czarne za strefę zagrożenia. Z wyjątkiem wód terytorialnych Bułgarii, Rumunii i Turcji. Wcześniej były to jedynie obszary w pobliżu wybrzeża Ukrainy i Rosji.

Rozszerzenie strefy zagrożenia jest konkretnym dowodem na to, że wojna z handlem na Morzu Czarny przeszła w ostatnich miesiącach zdecydowaną eskalację. Według raportu firmy analitycznej Ambrey z końca września wzrost liczby ataków na statki jest drastyczny względem poprzedniego roku. Od 1 lipca do 22 września 2025 roku naliczyła ich 12. W tym roku w analogicznym okresie było to już 156. 13 razy więcej. Podobnie ataki na porty. Rok temu w tym okresie było ich 21. W tym roku 139. Przy czym dane Ambrey dotyczą samego Morza Czarnego, nie wliczając intensywnej kampanii uderzeń ukraińskich na rosyjskie jednostki na Morzu Azowskim. Ukraińcy podają te dane łącznie, jako część większej kampanii uderzeń dronowych w żeglugę o nazwie „MoLoChKa”. Według nich od jej początku w czerwcu trafionych i wyłączonych z użytku zostało „ponad 300” rosyjskich jednostek. Mniej więcej pół na Morzu Czarnym i pół na Azowskim. W większości celami były niewielkie jednostki, przystosowane do żeglugi przybrzeżnej i na rzekach.

Aktualne nasilenie ukraińskich i rosyjskich ataków jest bez porównania nie tylko z tym, co było rok wcześniej. Przez całą wojnę nie było czegoś takiego. Wcześniej tylko na początku inwazji Rosjanie przez pół roku faktycznie zablokowali ukraińskie porty, ale głównie retoryką i groźbą, popartą ograniczonymi atakami na same porty, jak i statki. Później od lata 2022 przez rok obowiązywało porozumienie zbożowe umożliwiające ograniczony eksport żywności z Ukrainy. Po jego wygaśnięciu w lipcu 2023 do formalnych porozumień nie wrócono, ale Rosjanie nie podejmowali już prób ścisłej blokady ukraińskiego wybrzeża. Dochodziło do ataków na statki i porty, ale na skalę incydentalną w porównaniu z tym, co mamy dzisiaj. W całym 2025 roku Rosjanie zaatakowali statki tylko 14 razy. W tym samym roku rozpoczęła się też ukraińska kampania ataków na tankowce przewożące rosyjską ropę. Było to jednak na skromną skalę. Łącznie zaledwie 4 potwierdzone ataki. Dopiero od początku czerwca i rozpoczęcia operacji „MoLoChKa” sytuacja gwałtownie się zmieniła.

Do niedawna Morze Czarne było więc względnie spokojne, jak na akwen, na którym formalnie toczy się wojna. W 2025 roku przeładunki w portach ukraińskich były o niecałą połowę mniejsze niż przed wojną, ale ciągle powoli rosły. Pierwsza połowa 2026 roku to były dodatkowe 6 procent względem pierwszej połowy 2025 roku. Nie ma tego rodzaju danych zbiorczych za ostatnie miesiące, ale można się spodziewać załamania, sądząc po gwałtownej wzroście skali ataków na statki oraz porty. Choćby 22 lipca Ukraińcy oficjalnie informowali, że tego dnia po raz pierwszy od dawna żaden nowy statek nie zawinął do ukraińskich portów. Ucierpieli na pewno też Rosjanie. Ośrodek Studiów Wschodnich w analizie z połowy września pisał, że od czerwca do sierpnia eksport ropy z Noworosyjska, głównego terminala na Morzu Czarnym, spadł o 2/3. Jeszcze bardziej załamał się eksport paliw, o przeszło ¾. Eksport zbóż przez wszystkie rosyjskie porty nad Morzem Czarnym ma być w tym roku o blisko połowę mniejszy niż w ubiegłym.Bezzałogowe polowania na żeglugę

Gwałtowny wzrost intensywności ataków z obu stron był możliwy w istotnej części dzięki rozwojowi dronów. Ukraińcy floty właściwie nie mają. Rosyjska Flota Czarnomorska większość czasu stoi w porcie i nie ryzykuje operacji dalej od własnego wybrzeża, zwłaszcza w części Morza Czarnego bliższej Ukrainie. Ukraińcom zostały więc bezzałogowce, a Rosjanom bezzałogowce i lotnictwo. Choć to drugie też nie działa zupełnie swobodnie, bo bazy na Krymie przestały być bezpieczne i samoloty muszą pokonywać większe dystanse z właściwego terytorium Rosji. Oznacza to większe zużycie paliwa i możliwość zabierania mniejszych ładunków rakiet.

Drony jednak wystarczają. W przypadku Ukraińców chodzi o nową generację maszyn tak zwanego średniego zasięgu, zdolnych pokonać nawet 300-400 kilometrów i atakować cele w rejonie Morza Azowskiego. Naprowadzane poprzez satelitę, co umożliwia precyzyjne celowanie w ruchome cele jak statki. Są jednak za małe i mają za słabe głowice, aby je zatapiać. Ukraińcy starają się trafiać w nadbudówki i rejon maszynowni, aby spowodować istotne uszkodzenia i wyłączyć statek z użytku na czas remontu. Czasem przytrafiają się poważniejsze pożary, które mogą doprowadzić do całkowitego zniszczenia jednostek, ale to raczej wyjątek, niż reguła. Na mniejszą skalę używane są drony morskie. Te zazwyczaj do uderzeń na statki znajdujące się dalej, w centralnej i południowej części Morza Czarnego. Na przykład 6 października nad ranem mieszkańcy rosyjskiego Soczi sfilmowali wielki pożar statku na horyzoncie. Dzień później oficjalnie władze potwierdziły, że dron morski trafił tankowiec, który stanął w płomieniach. Załogę ewakuowano. Ukraińcy wydarzenia nie skomentowali.

Rosjanie ze swojej strony też polegają głównie na dronach, w tym morskich. Te przez pierwsze lata wojny były domeną Ukraińców, ale skrycie trwał też rosyjski program ich rozwoju. W tym roku wyraźne widoczne są jego owoce. Pisaliśmy między innymi o nieaktywnym jednym z nich, który zdryfował w pobliże rumuńskiej platformy wydobywczej i został zniszczony. Prawdopodobnie służył do skrytego obserwowania ruchu statków do i z ukraińskich portów. Pojawiają się też twierdzenia o morskich dronach uderzeniowych nienazwanych typów. Takie miały zostać użyte według bułgarskich władz podczas ostatnich ataków na statki w pobliżu ich wybrzeży. Do uderzeń na statki częściej wykorzystywane mają być jednak drony powietrzne. Nie ma jednak kompleksowych zestawień, o jakie typy chodzi. Incydentalnie pojawiają się twierdzenia ze strony Ukraińców i rosyjskie nagrania, które wskazują na rodzinę Gierań. W tym najnowsze odrzutowe Gierań-4. Dodatkowo w atakach na cele w samej Odessie, czyli największym ukraińskim porcie, regularnie używane są rakiety balistyczne i manewrujące. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, aby na statki polowały okręty Floty Czarnomorskiej.Wzajemna morska wojna na wyniszczenie, bez użycia flot, na pewno będzie miała istotne skutki gospodarcze dla obu państw. Jednak prawdopodobnie większe dla Ukrainy. Produkty rolnicze i hutnicze to około 60 procent ukraińskiego eksportu. Oba typy ładunków w zdecydowanej większości wywożone są morzem. Dla Rosjan Morze Czarne jest kluczowe w eksporcie produktów rolnych, ale to odpowiadają za jedynie około 4,5 procent wartości całego ich eksportu. W eksporcie ropy i produktów ropopochodnych odpowiada za jedynie 20 procent całego eksportu. Uzależnienie Rosjan od Morza Czarnego jest więc względnie mniejsze niż Ukraińców. Skuteczna blokada ruchu handlowego na tym akwenie dotknie ich więc proporcjonalnie bardziej niż Rosjan.

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com