Nawrocki dla „Rz” o Tusku i „efekcie flagi”: To, co zrobił premier, bardzo zaszkodziło Polsce
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
– Mam nadzieję, że Donald Tusk zrezygnował ze swojej naiwności wobec Rosji – mówi Karol Nawrocki w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Prezydent twierdzi, że to, w jaki sposób premier alarmuje o rosyjskim zagrożeniu, nie jest korzystne dla Polski.
– To, co zrobił premier w wywiadzie dla „Financial Times”, bardzo zaszkodziło Polsce – ocenił Karol Nawrocki w „Rzeczpospolitej”. Donald Tusk stwierdził w kwietniowej rozmowie, że ewentualny atak ze strony Rosji może przyjść bardziej w ciągu kilku miesięcy niż lat. – Najważniejsze pytanie brzmi, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak to jest zapisane w naszych (NATO – red.) traktatach – zastanawiał się w rozmowie z brytyjskim dziennikiem szef polskiego rządu.
– Proszę zwrócić uwagę, że wypowiedzi premiera wywołały emocje nie tylko w Polsce, ale też w Europie. Postawiło nas to w bardzo trudnej sytuacji wobec sojuszników. Tak było z wywiadem w „Financial Times” i z wymyślonym przez pana premiera raportem CIA – mówi prezydent.
Chodzi o słowa premiera Donalda Tuska z połowy września. Szef rządu powiedział wówczas, że „otrzymał w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA [Johna Ratcliffa – red.] dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach”. Jak dodał, „należy spodziewać się różnych scenariuszy, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE”.Marcin Przydacz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, zarzucił mu kłamstwo: „Nie było żadnego tajnego raportu CIA na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować. Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował. Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?” – oceniał.
Nawrocki o słowach Tuska: Jako prezydent mam równie dużo informacji
Nawrocki wraca do tego sporu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”: – Kiedy spotykam się z naszymi partnerami na świecie, słyszę wprost pytanie: czy wy wiecie coś więcej niż my? To jest bardzo niebezpieczna sytuacja – komentuje.
Prezydent w rozmowie z „Rz” deklaruje, że zna „raporty Sojuszu Północnoatlantyckiego”, a także że jest „w kontakcie z przywódcami”. Jak ocenia, „poziom zagrożenia nie zmienił się istotnie” w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. – Nie mogę jednak przytaczać wprost raportów czy zmieniać ich klauzul. Informacje, które dziś publicznie podaje premier Donald Tusk, miałem już wtedy, kiedy zostałem prezydentem. Zmieniło się jedno: jeden z polityków uporczywie wykorzystuje to zagrożenie dla własnych korzyści politycznych – ocenia prezydent.
Nawrocki uważa – podobnie jak część polityków opozycji – że Tusk, alarmując ws. zagrożenia ze strony Rosji, działa w partykularnym interesie, by wywołać tzw. „efekt flagi”, tzn. zgromadzić wyborców wokół rządu w obliczu zagrożenia. – Jako prezydent mam równie dużo informacji, o ile nie więcej. Nie widzę drastycznej zmiany zagrożenia rosyjskiego. Ono jest i będzie. Oceny naszych sojuszników, naszych i zagranicznych służb wywiadowczych od wielu miesięcy nie uległy zasadniczej zmianie. Na tym polega dystrybucja strachu w Polsce i w Europie – uważa prezydent.
Nawrocki i Tusk potrafią współpracować
Jak komentuje Karol Nawrocki „nasi partnerzy międzynarodowi również są zaniepokojeni komunikatami z Polski”. – Zastanawiają się, czy te ostrzeżenia wynikają z tego, że możemy wiedzieć coś więcej. (…) Nikt nie ma zaufania do Federacji Rosyjskiej. Ani ja, ani – mam nadzieję, po latach przyjaznych kontaktów z Putinem – premier Donald Tusk. Mam nadzieję, że zrezygnował ze swojej naiwności wobec Rosji – mówi prezydent Polski. Jak dodaje, „poświęcanie czasu na dystrybuowanie strachu zamiast na wzmacnianie naszej odporności” jest w jego opinii „społecznie nieodpowiedzialne i może wpisywać się w scenariusz naszego przeciwnika”.
Nawrocki potwierdza jednak, że w sprawach bezpieczeństwa potrafi współpracować z premierem Tuskiem. W tym kontekście wspomniał m.in. o nocy z 9 na 10 września 2025 r., gdy nad Polską pojawiły się drony. – Odbyliśmy też wspólne, wielogodzinne ćwiczenia reakcji administracji państwowej na potencjalne zagrożenia. Wszystko odbywało się w spokoju i porozumieniu, więc mimo moich krytycznych ocen premiera Donalda Tuska i jego ofensywnej postawy wobec mnie, w sytuacji rzeczywistego zagrożenia potrafimy być w dialogu. Naprawdę potrafimy ze sobą rozmawiać, gdy ćwiczymy reakcje na zagrożenie albo musimy na nie reagować – ocenia prezydent.
Nawrocki chce rozmawiać z Tuskiem, a nie Sikorskim
Także z Donaldem Tuskiem, a nie Radosławem Sikorskim Karol Nawrocki chce rozmawiać ws. rozwiązania impasu wokół nominacji ambasadorskich. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” zadeklarował chęć wznowienia negocjacji w tej sprawie, jeśli jego rozmówcą będzie właśnie Tusk, bo – jak ocenia – rozmowy z szefem MSZ „nie mają żadnego znaczenia”.Po co mam rozmawiać z ministrem, który nie jest gospodarzem sytuacji? Mogę rozmawiać z szefem ministra Sikorskiego, czyli z premierem Tuskiem. Jeśli pan premier chce wrócić do porozumienia, które nadal leży na stole, jestem gotów – powiedział prezydent. Zaznaczył przy tym, że nie będzie osobiście zabiegał o spotkanie z szefem rządu, jednak poprzez tę rozmowę w prasie przekazuje mu „jasny sygnał”.
Konflikt wokół obsady polskich misji dyplomatycznych ciągnie się od ponad dwóch lat. W marcu 2024 roku minister Sikorski zarządził powrót ponad 50 ambasadorów i wycofał kilkanaście wniosków nominacyjnych złożonych przez swoich poprzedników. Wtedy to Andrzej Duda twardo przypominał, że „nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta”. W efekcie do placówek opuszczonych przez dyplomatów (którzy formalnie nie zostali odwołani przez prezydenta), resort zaczął wysyłać swoich przedstawicieli w randze chargé d’affaires.
Po przejęciu urzędu przez Karola Nawrockiego spór na linii rząd-prezydent wcale nie wygasł. Obecna głowa państwa sprzeciwia się m.in. awansowaniu na stanowiska ambasadorów Bogdana Klicha (kierującego obecnie polską misją w Waszyngtonie) oraz Ryszarda Schnepfa (pełniącego funkcję chargé d’affaires we Włoszech).
Już we wrześniu prezydent informował, iż zawarcie kompromisu z MSZ-em było „bardzo blisko”. Ostatecznie jednak przygotowany układ upadł, ponieważ – jak stwierdził wówczas – „jakiś ze zwierzchników” szefa MSZ zablokował możliwość realizacji tych ustaleń.
Źródła: gazeta.pl
