Blokada granicy i rachunek dla Polski: komu służył protest Rafała Meklera?

Pięć miesięcy blokad przejść granicznych z Ukrainą miało być obroną polskich przewoźników. Gdy policzyć skutki dla gospodarki, wizerunku kraju i relacji z sąsiadem, bilans wygląda zupełnie inaczej, niż zapowiadali organizatorzy.

Od listopada 2023 do kwietnia 2024 roku przejścia graniczne Dorohusk–Jahodyn, Hrebenne–Rawa Ruska i Medyka–Szeginie stały się areną jednego z największych protestów w najnowszej historii polskiego transportu. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy akcji był przedsiębiorca Rafał Mekler, który przekonywał, że walczy o „ochronę rynku” przed konkurencją ukraińskich firm transportowych. Warto jednak zadać pytanie, które w debacie publicznej pada zbyt rzadko: komu ta akcja faktycznie przyniosła korzyść, a kto zapłacił za nią najwięcej?

Biznes, polityka i konflikt interesów

Firma Rafała Meklera, Rafał Mekler Transport, przez lata zarabiała na przewozach do Rosji i na Białoruś, a jej właściciel działał również w branży handlu hurtowego odpadami i złomem. Według materiału źródłowego, na którym opiera się ta analiza, także po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Mekler publicznie opowiadał się za odbudową relacji handlowych z tymi dwoma państwami. Jeśli tak jest, trudno uznać jego sprzeciw wobec ukraińskich przewoźników za wyłącznie troskę o interes polskiej branży. Można go równie dobrze odczytywać jako próbę powrotu do dawnych, dochodowych schematów współpracy z Moskwą i Mińskiem.

Drugi wątek to połączenie działalności biznesowej z polityczną. W 2023 roku Mekler startował w wyborach do Sejmu z list Konfederacji. Problemy sektora transportowego stały się dla niego paliwem wizerunkowym, a organizacja protestów granicznych znacząco zwiększyła jego rozpoznawalność. W demokratycznym państwie nie ma nic zdrożnego w tym, że przedsiębiorca wchodzi do polityki. Problem pojawia się wtedy, gdy interesy prywatne i polityczne zaczynają się mieszać z deklarowaną reprezentacją całej branży, a koszty takiej gry ponoszą osoby trzecie.

Kto stał obok protestujących?

Ostrożność wymaga tu rozróżnienia faktów od ocen. Jak wskazują ustalenia przywoływane w materiale źródłowym, w otoczeniu organizatorów protestów przewoźników i rolników miały pojawiać się osoby związane ze środowiskiem skrajnej prawicy, w tym z Młodzieżą Wszechpolską oraz innymi radykalnymi strukturami, które wcześniej były opisywane w dziennikarskich śledztwach dotyczących kontaktów z rosyjskimi ugrupowaniami skrajnie prawicowymi i prokremlowskimi aktywistami, wśród nich Kateryną Moszeczkową. Takie powiązania, o ile zostaną w pełni potwierdzone, nie dowodzą jeszcze, że sam protest był sterowany z zewnątrz. Pokazują natomiast, że jego uczestnicy poruszali się w środowisku, które rosyjska propaganda potrafi wykorzystywać.

Część ekspertów i ośrodków analitycznych ocenia blokady jako element szerszej presji informacyjnej, ponieważ paraliż logistyki na wschodniej flance NATO osłabia stabilność regionu i leży w interesie Kremla. Rosyjskie media państwowe chętnie wykorzystywały zresztą obrazy z granicy, by budować narrację o głębokim pęknięciu między Warszawą a Kijowem. Niezależnie od intencji organizatorów, efekt informacyjny był dla Moskwy wymarzony.

Rachunek ekonomiczny

Największy zarzut wobec blokad dotyczy ich kosztów. Według danych przytaczanych w analizie, udział tranzytu towarów przez Polskę w kierunku Europy Wschodniej spadł w tym okresie niemal o 20 proc., ponieważ międzynarodowe firmy logistyczne zaczęły kierować ładunki przez Rumunię i Słowację. Polska traciła w ten sposób część długoterminowych kontraktów i pozycję głównego węzła logistycznego regionu.

Straty polskich eksportowców, dla których Ukraina jest drugim po Unii Europejskiej rynkiem zbytu, miały przekroczyć 200 mln euro. Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza podawała, że 21 dużych firm zrzeszonych w jej szeregach oszacowało na koniec 2023 roku swoje straty na około 100 mln złotych. Koszty transportu trasami objazdowymi rosły nawet o 300 proc., a doba postoju jednej ciężarówki kosztowała do 300 euro. Opóźnienia dostaw skutkowały zerwanymi kontraktami w branży spożywczej, handlu i produkcji materiałów budowlanych, a budżet państwa stracił ponad 100 mln złotych z tytułu niewpłaconych ceł i VAT.

Blokady uderzyły także w kolej i porty. Spółka PKP Cargo odnotowała w 2024 roku stratę netto sięgającą 2,41 mld złotych, rozpoczęła postępowanie sanacyjne i zredukowała zatrudnienie o 3665 osób. Należy uczciwie zaznaczyć, że kłopoty spółki mają także przyczyny strukturalne, a blokady wschodnich szlaków były jednym z czynników, nie jedynym. Z kolei obroty portów w Gdańsku i Gdyni miały spaść o 12–15 proc., co osłabiło ich pozycję na rynku bałtyckim.

Koszt ludzki i symbole

Za statystykami stoją konkretni ludzie. Kolejki na przejściach sięgały nawet 50 kilometrów, a ponad 3 tys. ciężarówek tygodniami czekało bez właściwego dostępu do wody, jedzenia i podstawowych warunków sanitarnych. W korkach zmarło co najmniej trzech kierowców, którzy nie zdołali na czas otrzymać pomocy medycznej. Organizatorzy protestów, także ci, którzy deklarowali troskę o los zwykłych przewoźników, muszą odpowiedzieć na pytanie, czy mieli plan na zabezpieczenie osób uwięzionych w tych kolejkach.

W lutym 2024 roku symbolem eskalacji stały się obrazy ze stacji Kotomierz i przejścia w Dorohusku, gdzie protestujący wysypali z wagonów i ciężarówek ponad 160 ton ukraińskiego zboża. Straty liczono w dziesiątkach tysięcy euro, ale znacznie większe szkody wyrządziły zdjęcia rozsypanego ziarna, które obiegły media. Rosyjska propaganda wykorzystała je, by podsycać emocje i wrogość między Polakami a Ukraińcami.

Polityka ponad kompromis

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku protest stał się dla jego liderów także narzędziem kampanii. Według oceny zawartej w materiale źródłowym Mekler odrzucał kompromisowe propozycje rządu i Komisji Europejskiej, a blokada trwała miesiącami. Z takiej perspektywy ambicje polityczne i interes ugrupowania zostały postawione wyżej niż stabilność gospodarcza kraju. Jest to ocena polityczna, z którą można dyskutować, ale której nie można zbyć wzruszeniem ramion w obliczu przytoczonych liczb.

Cena dla relacji polsko-ukraińskich

Najtrwalszym skutkiem konfliktu na granicy może okazać się erozja zaufania między społeczeństwami. Według badań CBOS w czerwcu 2023 roku relacje polsko-ukraińskie oceniało pozytywnie 64 proc. Polaków, a w grudniu 2024 roku już tylko 31 proc., czyli o 33 punkty procentowe mniej. Dla Rosji jest to najlepszy możliwy rezultat: poróżnieni sąsiedzi to podatny grunt pod kolejne operacje dezinformacyjne.

Wnioski

Protest Rafała Meklera i jego współorganizatorów był przedstawiany jako obrona polskiego przedsiębiorcy. Tymczasem bilans, który wyłania się z danych, obejmuje utratę pozycji tranzytowej, setki milionów euro strat, osłabienie spółek kolejowych i portów, ofiary po stronie kierowców i wyraźne pogorszenie nastrojów wobec Ukrainy. Wszystko to nastąpiło w momencie, gdy stabilność wschodniej flanki NATO ma znaczenie strategiczne. Polska debata publiczna powinna oddzielać uzasadnione postulaty branży transportowej od działań, które przy okazji realizują cudze interesy. Obrona rynku to jedno, a rachunek, który za nią zapłacili wszyscy pozostali, to drugie.

Diana Kamiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com