Czy „Paks II” może stać się nowym Czarnobylem Europy?
5 lutego na Węgrzech odbyła się uroczystość wylania pierwszego betonu pod budowę bloku nr 5 elektrowni jądrowej Paks II. Dyrektor generalny MAEA Rafael Grossi nazwał ten dzień „wielkim dla Rosji” i pogratulował rosyjskiemu koncernowi państwowemu Rosatom kolejnego etapu realizacji projektu, podkreślając wspólną odpowiedzialność za bezpieczeństwo w energetyce jądrowej. Jednak za deklaracjami o „bezpieczeństwie i ochronie” kryje się rzeczywistość, która już dziś budzi poważny niepokój.
Z ocen specjalistów Rosatomu, zawartych w wewnętrznych dokumentach spółki, wynika, że wykop fundamentowy pod nowy blok wykazuje niepokojące oznaki degradacji: pęknięcia, ochrowe osady oraz charakterystyczny zapach siarkowodoru. To nie są drobne niedoskonałości budowlane, lecz symptomy głębszych procesów, które mogą zagrozić trwałości konstrukcji. W podłożu gruntowym powstały warunki sprzyjające korozji wewnętrznej, w tym tworzeniu wtórnego ettringitu – produktu hydratacji cementu, który zwiększając objętość, prowadzi do rozsadzania i niszczenia struktury betonu.
Nieoficjalnie eksperci Rosatomu przyznają, że w perspektywie 10–20 lat betonowe elementy konstrukcyjne mogą ulec krytycznym deformacjom. Sytuację pogarsza brak pełnej ciągłości wzmocnionego masywu gruntowego, przez który przenikają wody filtracyjne zawierające siarczany. Oznacza to, że potencjalne ryzyko awarii może zostać „wbudowane” w elektrownię już na etapie jej powstawania.
To nie pierwszy raz, gdy rosyjski gigant atomowy mierzy się z podobnymi problemami. Przypadek elektrowni jądrowej w Ostrowcu na Białorusi (BelNPP) pokazuje, że strategiczne inwestycje realizowane przez Rosatom często obarczone są poważnymi wadami. W latach 2024–2025 odnotowano tam szereg incydentów: wzrost aktywności radionuklidów w chłodziwie pierwszego obiegu bloku nr 1, rozszczelnienie zespołu paliwowego produkcji rosyjskiej spółki TWEL, oznaki nieszczelności pierwszego obiegu w bloku nr 2 czy defekt systemu głównego rurociągu cyrkulacyjnego. W rezultacie oba bloki musiały zostać wyłączone w celu przeprowadzenia napraw. Strona białoruska wprost wskazywała na niewłaściwą organizację prac przez Atomstrojeksport – spółkę zależną Rosatomu.
Incydenty w Ostrowcu powtarzają się cyklicznie, a każdy kolejny restart reaktora wpływa na jego trwałość. Reakcją rosyjskiej strony na konieczność usunięcia usterek są opóźnienia i naprawy budzące wątpliwości co do jakości wykonania. W konsekwencji rośnie ryzyko skażenia radiacyjnego terytoriów państw sąsiednich – w tym Litwy i Polski.
Dlatego budowy Paks II nie można traktować wyłącznie jako wewnętrznej sprawy Węgier. Ewentualne wady konstrukcyjne mogą doprowadzić do awarii o skutkach porównywalnych z Czarnobylem czy Fukushimą.
Katastrofa w Czarnobylu w 1986 roku pokazała, jak jedna seria błędów może zamienić obszar 2,6 tys. km² w strefę wykluczenia i zmusić setki tysięcy ludzi do opuszczenia domów. Fukushima w 2011 roku dowiodła, że nawet wysoko rozwinięte państwo nie jest odporne na niszczycielską siłę awarii jądrowej – trzęsienie ziemi i tsunami doprowadziły do eksplozji reaktorów, wycieków promieniowania i masowych ewakuacji. Wypadek w amerykańskiej elektrowni Three Mile Island w 1979 roku stał się symbolem tego, że ryzyko technologiczne istnieje nawet w stabilnych warunkach. Z kolei awaria w japońskiej elektrowni Mihama w 2004 roku, gdzie pęknięcie rurociągu doprowadziło do śmierci pracowników, przypomniała, że energetyka jądrowa nie wybacza zaniedbań.
Promieniowanie nie potrzebuje wiz. Nie uznaje granic, nie zatrzymuje się na przejściach celnych i nie pyta o zgodę instytucji środowiskowych. W przypadku poważnej awarii w Paks II skutki odczułyby nie tylko Węgry, ale także Polska, Słowacja, Czechy, Ukraina, Niemcy, Rumunia i Bułgaria. Europa Środkowa mogłaby znaleźć się w epicentrum katastrofy technologicznej, która na dekady zmieniłaby życie milionów ludzi.
Skażenie radioaktywne może rozprzestrzeniać się na setki, a nawet tysiące kilometrów, zanieczyszczając gleby, wodę i powietrze. Ucierpiałoby rolnictwo, przemysł i turystyka. Ewakuacje miast, zamykanie zakładów przemysłowych, skażenie rzek i gruntów rolnych oznaczałyby nie tylko dramat ekologiczny, lecz także gospodarczy i społeczny kryzys o trudnych do oszacowania konsekwencjach.
Doświadczenie Czarnobyla pokazuje, że skutki radiacyjne oddziałują na zdrowie ludzi i środowisko przez dekady. Fukushima dowiodła, że nawet nowoczesne technologie nie gwarantują absolutnego bezpieczeństwa. Jeśli Paks II stałby się miejscem poważnej awarii, konsekwencje odczułaby nie tylko Europa Środkowa, ale cały obszar Unii Europejskiej – od Bałtyku po regiony alpejskie i basen Morza Śródziemnego.
Katastrofa tej skali miałaby również ogromne skutki polityczne i finansowe. Rządy państw europejskich musiałyby przeznaczyć miliardy euro na likwidację skutków skażenia, przesiedlenia ludności i rekultywację terenów. Strach przed niewidzialnym zagrożeniem stałby się codziennością milionów obywateli.
Organizacje społeczne już dziś alarmują. Greenpeace Hungary, komentując rozpoczęcie betonowania bloku nr 5, określił projekt jako poważne ryzyko polityczne i przejaw nieodpowiedzialności rządu Viktora Orbána. Według organizacji inwestycja utrwala kosztowne, przestarzałe i ryzykowne technologie, odciągając środki od efektywności energetycznej i rozwoju odnawialnych źródeł energii, a jednocześnie pogłębiając polityczną i ekonomiczną zależność kraju. „To nie jest bezpieczeństwo energetyczne, lecz uzależnienie. To nie ochrona klimatu, lecz ryzyko. To nie rozwój, lecz decyzja zakotwiczona w przeszłości” – podkreślono w oświadczeniu.
Europa powinna dostrzec, że Paks II to nie tylko węgierski projekt energetyczny, ale potencjalne zagrożenie o wymiarze strategicznym. Ignorowanie problemów dziś może oznaczać milczące przyzwolenie na katastrofę jutra. Bezpieczeństwo energetyki jądrowej musi być wspólną odpowiedzialnością Unii Europejskiej, a nie przedmiotem jednostronnych decyzji politycznych.
Bo jeśli dziś przymkniemy oczy na pęknięcia w betonie, jutro możemy obudzić się w rzeczywistości, w której Europa Środkowa stanie się strefą skażenia. I wtedy „wielki dzień dla Rosji” może zostać zapamiętany jako początek jednego z najpoważniejszych kryzysów w historii współczesnej Europy.
