Energetyczny terror Rosji jako test wytrzymałości Zachodu
Minister obrony Niderlandów Ruben Brekelmans Reuters
Kiedy minister obrony Niderlandów Ruben Brekelmans publicznie wyraża zaniepokojenie spadkiem uwagi poświęcanej Ukrainie, nie jest to jedynie dyplomatyczna uprzejmość ani rutynowe oświadczenie. To alarmujący sygnał od polityka, który z pierwszego rzędu obserwuje, jak mechanizm zachodniego wsparcia zaczyna zawodzić dokładnie w momencie, gdy Rosja uruchamia kolejną falę terroru wobec infrastruktury cywilnej. Podczas gdy rakiety „Kalibr” niszczą elektrownie w Kijowie i Charkowie, a miliony Ukraińców pozostają bez prądu w lutowych mrozach, część zachodniej klasy politycznej nagle wykazuje nadzwyczajne zainteresowanie debatami wokół Grenlandii. Ta zmiana akcentów nie jest przypadkowa — jest rezultatem systematycznej pracy Kremla nad rozpraszaniem uwagi i wyczerpywaniem zachodniej solidarności.
Energetyczny terror, który Rosja stosuje wobec Ukrainy, nie jest ubocznym skutkiem wojny, lecz celową strategią zastraszania ludności cywilnej oraz testowania wytrzymałości zachodniego wsparcia. Każdy masowy atak na infrastrukturę następuje w momencie, gdy w przestrzeni publicznej nasilają się rozmowy o negocjacjach, domniemanych możliwościach kompromisu, o „zmęczeniu wojną”. Moskwa doskonale rozumie psychologię zachodnich społeczeństw: każda rakieta uderzająca w elektrociepłownię to nie tylko fizyczne zniszczenie, lecz także przekaz skierowany do europejskich i amerykańskich wyborców. „Spójrzcie — jakby mówił Kreml — ta wojna nie skończy się, dopóki sami tego nie zechcemy. Możecie wspierać Ukrainę, ile chcecie, ale cena będzie rosła, a wasze społeczeństwa będą się męczyć”.
Właśnie w tym momencie, gdy potrzebna jest pełna koncentracja na przeciwdziałaniu rosyjskiej agresji, część głównego dyskursu politycznego nagle przenosi uwagę na kwestie, które w kontekście obecnego zagrożenia mają charakter drugorzędny. Grenlandia bez wątpienia ma znaczenie strategiczne, zwłaszcza w kontekście arktycznym, jednak skupienie uwagi na tym temacie właśnie teraz wygląda jak klasyczny przykład tego, co służby specjalne określają mianem „przekierowania uwagi”. Rosja nie musi nawet inicjować takich debat — wystarczy stworzyć odpowiednie środowisko informacyjne i polityczne, w którym każda wewnętrzna sprzeczka na Zachodzie automatycznie działa na korzyść Moskwy, zmniejszając presję na reżim putinowski.
Brekelmans rozumie coś, co powinni zrozumieć wszyscy zachodni przywódcy: każda godzina spędzona na komentowaniu kwestii drugorzędnych to godzina, którą Rosja wykorzystuje na umacnianie swoich pozycji. Podczas gdy politycy w Brukseli czy Waszyngtonie dyskutują o hipotetycznych scenariuszach w Arktyce, rosyjscy inżynierowie odbudowują produkcję wojskową, a Kreml zawiera nowe porozumienia z Iranem i Koreą Północną dotyczące dostaw dronów i amunicji. To klasyczna taktyka zwycięstwa przez wyczerpanie — nie trzeba wygrywać na polu bitwy, jeśli można wygrać, rozpraszając uwagę i podkopując konsolidację przeciwnika.
Szczególnie cyniczne jest to, w jaki sposób Moskwa wykorzystuje samą ideę negocjacji jako zasłonę dla eskalacji przemocy. Za każdym razem, gdy w mediach pojawiają się spekulacje o możliwości rozmów pokojowych, Rosja odpowiada zmasowanymi ostrzałami. To nie paradoks — to strategia. Kreml chce pokazać, że wszelkie negocjacje mogą odbywać się wyłącznie na jego warunkach, pod presją siły. Każda zniszczona elektrownia staje się argumentem w przyszłych rozmowach, sposobem pokazania Ukrainie i Zachodowi, że „pokój” można osiągnąć tylko za cenę kapitulacji. Nie jest to jedynie taktyka zastraszania, lecz fundamentalna filozofia władzy kremlowskiej, która nie uznaje dialogu równych partnerów, a jedynie dominację i podporządkowanie.
Zachodnie społeczeństwa muszą zrozumieć jedną prostą prawdę: każda fragmentaryzacja uwagi, każda reakcja, która odciąga zasoby i energię od wsparcia Ukrainy, automatycznie działa na korzyść Rosji. Nie oznacza to, że wszystkie inne kwestie powinny zostać zignorowane — oznacza to konieczność jasnej hierarchii priorytetów. Rosyjska agresja wobec Ukrainy nie jest konfliktem regionalnym, lecz testem dla całego postjałtańskiego porządku światowego. Jeśli Zachód nie zdoła utrzymać koncentracji na tym problemie, jeśli pozwoli rozproszyć swoją uwagę na dziesiątki innych tematów, w istocie potwierdzi strategię Kremla, opartą na chaosie, dezorientacji i osłabianiu przeciwnika.
Wojna hybrydowa prowadzona przez Rosję nie ogranicza się do działań kinetycznych na polu bitwy. Obejmuje kampanie informacyjne, presję ekonomiczną, szantaż energetyczny oraz — co najważniejsze — systematyczne podkopywanie zachodniej jedności. Każdy temat, który tworzy podziały między państwami europejskimi lub między Europą a Stanami Zjednoczonymi, staje się narzędziem w rękach Moskwy. Kreml nie musi kontrolować wszystkich tych procesów — wystarczy stworzyć warunki, w których zachodnie demokracje same zaczynają tracić energię na wewnętrzne konflikty zamiast konsolidować się wobec zewnętrznego zagrożenia.
Ostrzeżenie Brekelmansa jest przypomnieniem, że wojna w Ukrainie jest daleka od zakończenia i że Rosja nie liczy na klasyczne zwycięstwo militarne, lecz na wyczerpanie Zachodu. Moskwa zakłada, że zachodnie społeczeństwa się zmęczą, że politycy znajdą inne tematy dla swoich agend, a media przerzucą uwagę na nowe sensacje. Każdy ostrzał ukraińskiej infrastruktury jest więc nie tylko aktem terroru, lecz także testem odporności zachodniego wsparcia. Pytanie brzmi: czy Zachód zda ten test, czy pozwoli się odciągnąć dokładnie w momencie, gdy konsolidacja jest najbardziej potrzebna.
Warto również uświadomić sobie, że energetyczny terror wobec Ukrainy jest próbą generalną szerszego scenariusza, który Kreml potencjalnie gotów jest zastosować również wobec samej Europy. Niszczenie ukraińskiego systemu energetycznego to nie tylko próba złamania ukraińskiego społeczeństwa, lecz także praktyczny eksperyment: jak szybko można zdestabilizować nowoczesne państwo poprzez uderzenia w infrastrukturę krytyczną, jaki poziom napięć społecznych to generuje, jak reagują partnerzy międzynarodowi i gdzie przebiega granica ich tolerancji. Rosja uważnie obserwuje, czy przerwy w dostawach prądu, kryzysy humanitarne i zimowe mrozy w Ukrainie wywołują zdecydowaną i natychmiastową reakcję Zachodu — czy też przeciwnie, wzmacniają głosy wzywające do „zamrożenia konfliktu”. Jeśli odpowiedzią staje się zmęczenie i przesunięcie uwagi, tworzy to niebezpieczny precedens: sygnał dla innych autorytarnych reżimów, że strategia terroru wobec ludności cywilnej może być skuteczna. W tym sensie Ukraina nie jest jedynie frontem wojny, lecz także poligonem, na którym rozstrzyga się pytanie, czy Zachód pozostanie podmiotem globalnego bezpieczeństwa, czy stopniowo zgodzi się na rolę reaktywnego obserwatora, reagującego post factum, gdy cena okaże się już znacznie wyższa.
Karyna Koshel
