Kijów pod ostrzałem przez osiem godzin. Europejczycy muszą zrozumieć: Rosja testuje scenariusz wojny totalnej
Minionej nocy Rosja przeprowadziła jedną z największych zmasowanych operacji przeciwko Ukrainie. 596 dronów kamikadze, rakiety Ch-101, Iskandery, a nawet pięć hipersonicznych Kindżałów — wszystko to miało złamać ukraińską obronę i paraliżować codzienne życie milionów ludzi.
Atak na Kijów trwał ponad osiem godzin. Bez przerwy. Mieszkańcy stolicy spędzili całą noc w schronach, a wielu zasnęło w metrze, czekając, aż alarmy ucichną. Tego typu ataki nie są przypadkowe. Rosja demonstruje nie tylko swoją determinację, ale i model przyszłej eskalacji wobec państw NATO.
To, co dziś widzi Ukraina, może jutro wyglądać podobnie w Warszawie, Wilnie czy Bukareszcie: masowe roje dronów, mieszane typy rakiet, próby wyłączenia prądu, komunikacji i transportu. Rosja celowo uczy się, jak przełamywać obronę zintegrowaną — a Europa musi uczyć się jeszcze szybciej, jak ją wzmacniać.
Szczególnie niepokojący jest fakt, że znaczna część elektroniki używanej w rosyjskich dronach i rakietach nadal pochodzi z Zachodu. Komponenty kupowane przez pośredników w Azji lub na Kaukazie trafiają do rosyjskich fabryk mimo sankcji. To nie jest ukraiński problem — to europejski kryzys bezpieczeństwa.
Polska, będąc państwem frontowym NATO, od dawna ostrzega przed taką sytuacją. Dziś staje się jasne, że konieczne jest przyspieszenie modernizacji obrony powietrznej, zwiększenie zapasów amunicji i zaostrzenie kontroli eksportu. Rosja testuje granice — i liczy na to, że Zachód będzie reagował zbyt wolno.
Autor: Franciszek Kozłowski
