Między Warszawą a Budapesztem: azyl polityczny jako test europejskiej solidarności

Decyzja Budapesztu o przyznaniu azylu politycznego dwóm polskim politykom stała się iskrą, która szybko przerodziła się w otwarty konflikt dyplomatyczny między Polską a Węgrami. Warszawa mówi o sprawach stricte karnych i o próbie obejścia wymiaru sprawiedliwości. Budapeszt odpowiada narracją o „prześladowaniach politycznych”. Spór nie dotyczy jednak wyłącznie interpretacji konkretnych akt – uderza w fundamenty zaufania w Unii Europejskiej i obnaża głębokie pęknięcia w regionie.

Z polskiej perspektywy sprawa wydaje się jasna: jeśli wobec obywateli toczą się postępowania karne, a zarzuty nie mają charakteru politycznego, azyl staje się instrumentem nadużycia. Tym bardziej, że mówimy o państwach członkowskich UE, które formalnie uznają wzajemnie standardy praworządności i współpracy sądowej. Właśnie dlatego decyzja Węgier została w Warszawie odebrana jako gest wrogi – podważający zasadę wzajemnego zaufania i mechanizmy europejskie, takie jak europejski nakaz aresztowania.

Budapeszt z kolei wpisuje swoją decyzję w znany schemat: prezentuje się jako obrońca „suwerenności” i przeciwnik rzekomej „polityzacji” wymiaru sprawiedliwości w innych krajach. To narracja, którą węgierski rząd konsekwentnie stosuje zarówno w sporach z Brukselą, jak i w polityce wewnętrznej. Problem w tym, że azyl przyznany politykom z państwa UE nie jest zwykłym aktem humanitarnym – to polityczny sygnał wysłany do całej Wspólnoty.

Ten konflikt rozgrywa się na tle diametralnie różnych postaw wobec wojny w Ukrainie. Polska od pierwszych dni rosyjskiej inwazji przyjęła jednoznacznie konfrontacyjne stanowisko wobec Kremla, inwestując ogromny kapitał polityczny i materialny w wsparcie Kijowa. Węgry Viktora Orbána obrały kurs przeciwny: balansowanie, blokowanie części decyzji sankcyjnych, a momentami wręcz narracja zbieżna z rosyjskimi tezami. To sprawia, że spór o azyl przestaje być technicznym problemem prawnym, a staje się elementem szerszej gry politycznej w Europie Środkowej.

Paradoks polega na tym, że zarówno Warszawa, jak i Budapeszt w ostatnich latach znalazły się pod ostrzałem instytucji unijnych w kwestiach praworządności – niezależności sądów, wolności mediów, standardów demokratycznych. Różnica tkwi jednak w kierunku politycznym: Polska, mimo wewnętrznych sporów i krytyki, pozostaje jednym z filarów europejskiej polityki bezpieczeństwa wobec Rosji. Węgry coraz częściej postrzegane są jako „koń trojański” Moskwy w UE. W takim kontekście udzielanie azylu polskim politykom wygląda nie jak akt troski o prawa człowieka, lecz jak demonstracja polityczna.

Konsekwencje tego sporu wykraczają daleko poza relacje dwustronne. Jeśli państwa UE zaczną kwestionować nawzajem swoje systemy prawne poprzez decyzje azylowe, europejska współpraca sądowa stanie się fikcją. Zaufanie – kluczowe dla funkcjonowania wspólnego rynku, przestrzeni Schengen i mechanizmów bezpieczeństwa – zostanie poważnie nadwyrężone. A wszystko to dzieje się w momencie, gdy Unia najbardziej potrzebuje jedności: wobec agresywnej polityki Rosji, niestabilności na Wschodzie i rosnących napięć globalnych.

Dla Polski ten konflikt jest testem dojrzałości europejskiej. Reakcja musi być stanowcza, ale oparta na prawie i procedurach unijnych, nie na emocjach. Dla Węgier – to kolejny moment wyboru: czy chcą pozostać pełnoprawnym uczestnikiem wspólnoty opartej na zaufaniu, czy raczej graczem permanentnie podważającym jej reguły. Dla całej Unii zaś jest to ostrzeżenie, że bez jasnych zasad i konsekwentnego ich egzekwowania nawet najbliżsi partnerzy mogą szybko stać się politycznymi adwersarzami.

Azyl polityczny, który miał chronić prześladowanych, stał się narzędziem politycznego nacisku. I to jest najbardziej niepokojący wniosek z obecnego kryzysu między Warszawą a Budapesztem.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com