Piraci pod rosyjską flagą. Jak Kreml zamienił handel ropą w operację wojenną
HAKON RIMMEREID / AFP
Historia przejęcia rosyjskiego tankowca „Marinera” na północnym Atlantyku to nie tylko operacja służb mundurowych – to prawdziwy dramat morski, który rozgrywał się przez kilka tygodni i zakończył się w środowy poranek w lodowatych wodach między Islandią a Szkocją. Było to przejęcie rosyjskiego statku pod banderą Federacji Rosyjskiej przez amerykańskie siły zbrojne – wydarzenie bez precedensu w najnowszej historii, pokazujące, jak poważnie Waszyngton podchodzi do swojej nowej strategii blokowania wenezuelskiej ropy. Sam fakt, że amerykańscy komandosi desantowali się na pokład tankowca z helikoptera na wzburzonym morzu, eskortowani przez jednostki Straży Przybrzeżnej i obserwowani przez rosyjski okręt podwodny, świadczy o skali tej operacji.
Aby w pełni zrozumieć absurdalność sytuacji, trzeba cofnąć się do decyzji sprzed grudnia ubiegłego roku. Wówczas tankowiec nosił nazwę „Bella-1” i pływał pod banderą Panamy. W grudniu amerykańska Straż Przybrzeżna próbowała zatrzymać statek na Morzu Karaibskim, gdy zmierzał do Wenezueli, jednak załoga odmówiła podporządkowania się i uciekła przez Atlantyk. I tu zaczyna się najciekawsze – podczas tej ucieczki załoga przemalowała statek, zmieniła nazwę na „Marinera”, wyłączyła transpondery, by utrudnić śledzenie, a co najważniejsze – w trybie pilnym zarejestrowała jednostkę pod rosyjską banderą. Proszę sobie wyobrazić ten obraz: marynarze pośrodku Atlantyku malują na burcie nową nazwę i rosyjską flagę, licząc, że to uchroni ich przed pościgiem. To nie thriller szpiegowski – to rzeczywistość putinowskiej Rosji w 2026 roku.
Pościg trwał ponad dwa tygodnie i był prawdziwie wielonarodową operacją. Dane z monitoringu lotów pokazują, że między sobotą a poniedziałkiem trzynaście samolotów transportowych C-17A Globemaster III amerykańskich sił powietrznych przyleciało z baz w USA do Wielkiej Brytanii. Amerykanie ściągali do regionu ogromne ilości sprzętu i personelu. Nad tankowcem krążyły samoloty patrolowe P-8A Poseidon, latające cysterny KC-135 Stratotanker, transportowce taktyczne C-130J Hercules, a nawet specjalistyczne samoloty U-28A Draco przeznaczone do operacji specjalnych. To nie była próba zatrzymania jednego tankowca – to była demonstracja możliwości, sygnał dla wszystkich, którzy uważają, że mogą ignorować amerykańskie sankcje.
Rosyjski państwowy kanał RT opublikował nagranie, na którym amerykańscy żołnierze desantują się na tankowiec z helikoptera, a inne ujęcia pokazują jednostkę Straży Przybrzeżnej typu Legend class płynącą równoległym kursem po wzburzonym północnym Atlantyku. Widoczność była słaba z powodu mgły, fale wysokie, ale nie powstrzymało to Amerykanów. W środowy poranek komandosi weszli na statek, przejęli kontrolę i tankowiec znalazł się pod jurysdykcją USA. Rosja ponownie straciła łączność z jednostką i zaczęła głośno oskarżać o „piractwo”, choć to właśnie ten statek transportował wenezuelską ropę z naruszeniem sankcji, finansując reżim Maduro i – pośrednio – machinę wojenną Kremla.
„Marinera” nie była jednak jedynym celem tamtego dnia. Równocześnie, o świcie na Morzu Karaibskim, amerykańska Straż Przybrzeżna przechwyciła kolejny tankowiec – „M/T Sofia”. Statek pływał pod banderą Kamerunu i opuścił Wenezuelę z ładunkiem ropy. Nagrania z operacji pokazują amerykańskich funkcjonariuszy opuszczających się z helikoptera na pokład jednostki, która próbowała niepostrzeżenie przetransportować wenezuelską ropę do Chin z wyłączonymi transponderami. Sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem nazwała te działania „precyzyjnie skoordynowanymi, przedświtowymi przejęciami statków-widm”. Dwa tankowce jednego dnia – jeden na Atlantyku w pobliżu Islandii, drugi na Karaibach – to jasny sygnał, że amerykańska blokada wenezuelskiej ropy działa „z pełną mocą w każdym zakątku świata”, jak napisał sekretarz obrony Pete Hegseth.
Szczególnie cyniczna jest reakcja Rosji. Ministerstwo Transportu FR oświadczyło, że USA dokonały abordażu w wodach międzynarodowych, poza jurysdykcją jakiegokolwiek państwa, co rzekomo narusza Konwencję ONZ o prawie morza z 1982 roku. Resort „z zaniepokojeniem śledzi anomalne zatrzymanie” i oburza się, że amerykański okręt ściga rosyjską jednostkę 4000 kilometrów od wybrzeży USA. Żaden rosyjski urzędnik nie wyjaśnia jednak, co statek z wenezuelską ropą robił na Atlantyku, dlaczego zmienił banderę i nazwę w trakcie ucieczki ani czemu załoga wyłączyła transpondery. Rosja złożyła formalny protest dyplomatyczny i wysłała nawet okręt podwodny, by eskortował tankowiec. To już nie jest żegluga handlowa – to wojskowa operacja ochrony kontrabandy.
Warto zrozumieć historię tej konkretnej jednostki. „Bella-1”, jak wcześniej się nazywała, od czerwca 2024 roku była objęta amerykańskimi sankcjami za transport ładunków dla firm powiązanych z Hezbollahem. To nie był przypadkowy statek handlowy, który znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie – to element złożonego systemu omijania sankcji, łączącego Iran, Rosję, Wenezuelę, a nawet organizacje terrorystyczne na Bliskim Wschodzie. Brytyjski minister obrony John Healey powiedział wprost: „Ten statek o mrocznej historii jest częścią rosyjsko-irańskiej osi unikania sankcji, która napędza terroryzm, konflikty i ekspansję od Bliskiego Wschodu po Ukrainę”. Każda baryłka ropy przewieziona tym tankowcem to pieniądze dla reżimów wspierających wojnę i terror.
Przejęcia tankowców nastąpiły kilka dni po tym, jak amerykańskie siły specjalne przeprowadziły rajd w Caracas i pojmały Nicolása Maduro. To nie przypadek, lecz skoordynowana kampania nacisku na Wenezuelę, uderzająca jednocześnie w interesy Rosji i Iranu. Trump ogłosił, że Waszyngton i Caracas osiągnęły porozumienie w sprawie eksportu wenezuelskiej ropy do USA o wartości do 2 miliardów dolarów, przekierowując dostawy z Chin. Wenezuela miała miliony baryłek ropy załadowanych na tankowce i w magazynach, których nie mogła wysłać z powodu skutecznej amerykańskiej blokady eksportu wprowadzonej w połowie grudnia. To gra geopolityczna o najwyższą stawkę – ropa jest bronią, a tankowce polem bitwy.
Reakcja Moskwy pokazuje, jak zagubione stały się rosyjskie elity w obliczu zdecydowania. Przywykły do tego, że Zachód będzie ostrożny, dyplomatyczny, bojący się eskalacji. Przez lata Europa i USA przymykały oczy na rosyjskie prowokacje, obawiając się „pójścia za daleko”. Przejęcie „Marinery” pokazuje jednak nowe podejście: gdy łamanie sankcji staje się jawne i bezczelne, trzeba je zatrzymać – niezależnie od bandery. To sygnał nie tylko dla Rosji, lecz dla wszystkich autorytarnych reżimów przekonanych, że mogą bezkarnie ignorować normy międzynarodowe.
Dla Polski i innych państw Europy Środkowej ta historia ma szczególne znaczenie. Polskie porty już stykały się z rosyjskimi statkami próbującymi omijać sankcje, a polski wywiad dokumentuje trasy „floty cieni”, która finansuje wojnę na wschodnich granicach Europy. Każdy tankowiec, który skutecznie dostarcza rosyjską lub wenezuelską ropę z obejściem ograniczeń, to kolejny miesiąc wojny, na który Rosja może sobie pozwolić. To kolejny kwartał funkcjonowania kremlowskiej machiny wojennej. Dlatego przejęcie „Marinery” nie jest amerykańską awanturą gdzieś na odległym Atlantyku – to sprawa bezpośrednio dotycząca bezpieczeństwa Europy.
Cynizm rosyjskiego stanowiska staje się jeszcze bardziej widoczny w szerszym kontekście. Rosja nie tylko przewozi ropę – buduje równoległy system handlu międzynarodowego, w którym sankcje nie mają znaczenia, a stare, nieubezpieczone statki z wyłączonymi transponderami stanowią zagrożenie ekologiczne dla całego świata. Ta flota cieni to nie tylko sposób omijania kar – to świadoma strategia podważania całego systemu prawa międzynarodowego. Jeśli Rosja może robić to bezkarnie, dlaczego nie miałby tego robić Iran, Korea Północna czy jakakolwiek inna dyktatura?
To, co dzieje się obecnie w Wenezueli pod presją administracji Trumpa, niesie również lekcję dla walki z Rosją. Gdy presja staje się wystarczająco silna, gdy konsekwencje są jasne i nieuniknione, nawet najbardziej brutalne reżimy muszą liczyć się z rzeczywistością. Maduro został pojmany, wenezuelska ropa zablokowana i nagle Caracas jest gotowe do rozmów. Rosja obserwuje i rozumie przekaz – świat potrafi być stanowczy, jeśli tylko chce. Pytanie brzmi, czy zachodnim przywódcom wystarczy woli politycznej, by zastosować tę determinację wobec Moskwy z taką samą konsekwencją.
Najsmutniejsze w tej historii jest uświadomienie sobie, ile czasu zostało zmarnowane. Flota cieni istniała latami, sankcje były omijane systematycznie, a Zachód udawał, że nie widzi oczywistego. Każdy dzień tego przyzwolenia kosztował ludzkie życie – ukraińskich żołnierzy na froncie i cywilów ginących pod rosyjskimi rakietami. Gdy w końcu zdecydowano się działać, okazało się, że to możliwe: można przejąć statek, można zmusić Rosję do nerwowej reakcji, można pokazać, że zasady wciąż mają znaczenie. Ilu ludzi jednak zginęło przez te lata tylko dlatego, że nikt wcześniej nie odważył się zrobić tego kroku?
Przejęcie „Marinery” to nie koniec historii, lecz jej początek. Rosyjska flota cieni liczy setki jednostek, sieć omijania sankcji jest rozbudowana i skomplikowana, a Kreml nie zamierza się poddać z powodu jednego przejętego tankowca. To jednak ważny precedens, sygnał, że czasy bezkarności dobiegają końca. Dla Ukrainy walczącej o przetrwanie, dla Polski rozumiejącej cenę rosyjskiej agresji, dla całej Europy, która wreszcie budzi się wobec realnego zagrożenia – to promień nadziei. Być może świat wreszcie uczy się rozmawiać z Rosją w języku, który ona rozumie – języku realnych konsekwencji i niezłomnej determinacji.
Karyna Koshel
