Pociąg jako cel. Rosja sprawdza, jak bardzo Europa – i Polska – są już obojętne
W Europie Środkowo-Wschodniej pociąg nigdy nie był tylko środkiem transportu. Przez dekady był znakiem ucieczki i powrotu, wojny i pokoju, rozpadu i odbudowy. W polskiej pamięci historycznej kolej zajmuje miejsce szczególne, bo właśnie ona najczęściej stawała się świadkiem dramatów cywilnych. Dlatego rosyjski atak dronami na cywilny pociąg pasażerski na Ukrainie nie powinien być traktowany jak kolejna informacja z frontu. To wydarzenie, które dotyka samego rdzenia europejskiego poczucia bezpieczeństwa.
Nie był to przypadkowy ostrzał ani błąd systemu. Pociąg był widoczny, poruszał się po regularnej trasie, przewoził cywilów. Drony zostały naprowadzone świadomie, a uderzenie nie było skierowane w lokomotywę czy infrastrukturę techniczną, lecz w środek składu. Taki wybór celu nie pozostawia wątpliwości co do intencji. Nie chodziło o logistykę ani o militarne znaczenie transportu. Chodziło o ludzi i o sygnał wysłany całemu społeczeństwu.
Ten sygnał brzmi jasno: wojna nie ma już granic, a przestrzeń cywilna przestaje istnieć. To strategia, którą Rosja rozwija konsekwentnie od miesięcy. Najpierw ataki na energetykę, potem na szpitale i osiedla mieszkaniowe, dziś na pociągi pasażerskie. Każdy kolejny krok przesuwa granicę tego, co Zachód jest gotów zaakceptować. Jeśli reakcja jest słaba lub spóźniona, następny krok jest jeszcze brutalniejszy.
Dla Polski ten atak nie jest problemem abstrakcyjnym ani wyłącznie moralnym. Jesteśmy państwem tranzytowym, zapleczem logistycznym regionu i jednym z filarów wschodniej flanki NATO. Nasza infrastruktura kolejowa to nie tylko element gospodarki, ale także realny komponent bezpieczeństwa. Akceptacja narracji, według której pociąg pasażerski może zostać uznany za uzasadniony cel, bo „mogli nim podróżować wojskowi”, oznacza zgodę na świat, w którym żaden pociąg w Polsce nie jest w pełni cywilny.
Taka logika jest skrajnie niebezpieczna. W praktyce oznacza bowiem, że każdy środek transportu publicznego może zostać uznany za cel wojskowy, jeśli tylko agresor uzna to za wygodne. To nie jest sposób myślenia państw przestrzegających prawa międzynarodowego. To sposób myślenia charakterystyczny dla organizacji terrorystycznych, które celowo rozmywają granicę między cywilem a żołnierzem.
Polska, być może bardziej niż wiele innych krajów Unii Europejskiej, powinna rozumieć konsekwencje takiego myślenia. Nasza historia uczy, że relatywizowanie przemocy wobec ludności cywilnej zawsze prowadzi do eskalacji. Zawsze zaczyna się od wyjątków, od „szczególnych okoliczności”, od zmęczenia konfliktem. Kończy się na normalizacji zbrodni.
Dlatego największym zagrożeniem nie jest dziś sama rosyjska brutalność, lecz europejskie przyzwyczajenie do niej. Zmęczenie wojną staje się czynnikiem politycznym, a obojętność – cichym sprzymierzeńcem agresora. Każdy atak, który nie wywołuje jednoznacznej reakcji, wzmacnia przekonanie, że można posunąć się dalej.
Atak na pociąg pasażerski nie jest tylko elementem wojny Rosji z Ukrainą. Jest uderzeniem w porządek, na którym opiera się europejskie bezpieczeństwo cywilne. Jeśli ten porządek przestaje obowiązywać na Ukrainie, to prędzej czy później przestanie obowiązywać także gdzie indziej. Granice nie chronią przed logiką, która uznaje cywilów za narzędzie presji.
Cisza po takim ataku również jest odpowiedzią. Oznacza zgodę na dalsze testowanie granic i na świat, w którym śmierć pasażerów pociągu staje się „jednym z elementów konfliktu”. Polska nie może sobie pozwolić na luksus obojętności, bo bezpieczeństwo nie kończy się na granicy państwa.
Jeśli dziś Europa przyjmuje do wiadomości, że można bezkarnie uderzyć w cywilny pociąg na Ukrainie, to pytanie nie brzmi, czy ta logika zostanie użyta ponownie. Pytanie brzmi, gdzie i kiedy.
Autor: Franciszek Kozłowski
