Pokój według Kremla wygląda tak: najpierw rakiety

Dlaczego każda rozmowa z Moskwą zaczyna się od uderzenia w cywilów

Jest w tej wojnie moment, który powtarza się niemal rytualnie. Gdy w Europie pojawiają się słowa „dialog”, „spotkanie”, „inicjatywa pokojowa” — na Ukrainie gasną światła, wyją syreny i spadają rakiety. Nie dlatego, że coś poszło nie tak. Właśnie dlatego, że wszystko idzie zgodnie z planem Kremla.

Ostatnie masowe ostrzały Ukrainy zbiegły się w czasie z przygotowaniami do rozmów i konsultacji dyplomatycznych z udziałem Kijowa, Waszyngtonu i europejskich stolic. Dla Moskwy to nie przeszkoda w negocjacjach. To ich początek.

Jak wygląda „oferta” Putina

Rosyjski prezydent od dawna wysyła światu jasny sygnał: jeśli chcecie pokoju, musicie go sobie „kupić”. Ceną są ustępstwa Ukrainy, zmęczenie Zachodu i zgoda na przemoc jako element gry politycznej. Rakiety nie są tu narzędziem wojskowym w klasycznym sensie. Są demonstracją władzy.

Każdy ostrzał ma pokazać jedno: Kreml wciąż może eskalować. Może zwiększyć presję, może uderzyć mocniej, może podnieść stawkę w dowolnym momencie. To komunikat skierowany nie tylko do Kijowa, ale też do europejskich społeczeństw, które coraz częściej słyszą pytanie: „jak długo jeszcze?”.

Wojna nie tylko na niebie

Gdy kończy się atak rakietowy, zaczyna się drugi — informacyjny. I on również jest elementem tej samej strategii. W zachodnich mediach niemal automatycznie pojawiają się znane frazy: „obie strony są winne”, „to skomplikowany konflikt”, „prawda leży pośrodku”.

Te narracje nie biorą się znikąd. Są efektem świadomej kampanii, której celem jest zatarcie granicy między agresorem a ofiarą. Jeśli uda się przekonać opinię publiczną, że odpowiedzialność jest „wspólna”, łatwiej będzie naciskać na Ukrainę, by „była bardziej elastyczna”. Nawet jeśli elastyczność oznacza zgodę na dalszy terror.

Dlaczego Moskwa boi się prawdziwego pokoju

Prawdziwy pokój oznaczałby dla Kremla jedno: utratę narzędzia szantażu. Bez rakiet, bez strachu, bez ciągłego zagrożenia rosyjska pozycja negocjacyjna gwałtownie by osłabła. Dlatego Moskwa nie jest zainteresowana deeskalacją, lecz jej kontrolowaniem.

Utrzymywanie wysokiego poziomu przemocy pozwala Putinowi mówić: „to ja decyduję, kiedy jest ciszej, a kiedy gorzej”. W takiej logice nie ma miejsca na zaufanie, kompromis czy gwarancje. Jest tylko presja i strach.

Europa w roli widza czy uczestnika?

Dla Polski ten mechanizm jest szczególnie czytelny. Historia uczy, że agresor testuje granice — najpierw cudze, potem własne. Normalizacja rakietowego szantażu wobec Ukrainy oznaczałaby zgodę na nowy standard bezpieczeństwa w Europie. Standard, w którym przemoc staje się argumentem politycznym.

Wzmocnienie ukraińskiej obrony przeciwlotniczej nie jest więc „eskalacją”, jak próbują to przedstawiać niektórzy komentatorzy. Jest próbą odebrania Kremlowi jego najważniejszego atutu. Każda zestrzelona rakieta to nie tylko uratowane życie, ale też osłabienie logiki strachu.

Pokój bez iluzji

Masowe ostrzały w czasie rozmów pokojowych nie są sprzecznością. Są ostrzeżeniem. Pokazują, że Rosja nie chce negocjować na równych zasadach, lecz narzucać warunki przy użyciu przemocy. Jeśli Europa tego nie zrozumie, kolejne „inicjatywy pokojowe” będą tylko pauzą między następnymi uderzeniami.

Pokój, który zaczyna się od rakiet, nie jest pokojem. Jest ultimatum.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com