„Pokój” według Orbána a doświadczenie Europy Środkowej

Wypowiedzi premiera Węgier Viktora Orbána, w których obarcza on Ukrainę odpowiedzialnością za przedłużanie wojny, nie są jedynie elementem bieżącej polemiki politycznej. Stanowią one część szerszej narracji, która w Europie Środkowej brzmi szczególnie niepokojąco. Dla Polski, kraju o bolesnym doświadczeniu XX wieku, tego rodzaju argumentacja nie jest abstrakcyjną debatą o dyplomacji, lecz sygnałem ostrzegawczym.

Orbán sugeruje, że to brak gotowości Kijowa do ustępstw uniemożliwia zakończenie konfliktu. Taka teza pomija jednak fakt zasadniczy: wojna nie jest skutkiem sporu równorzędnych stron, lecz rezultatem zbrojnej agresji Federacji Rosyjskiej. Przesunięcie akcentu z agresora na ofiarę nie sprzyja pokojowi — sprzyja relatywizacji odpowiedzialności.

Znana logika „realizmu”

Z polskiej perspektywy język, którym posługuje się premier Węgier, jest dobrze znany. W 1938 roku, w imię „realizmu” i „uniknięcia wojny”, europejskie mocarstwa zaakceptowały rozbiór Czechosłowacji. Decyzja ta nie przyniosła pokoju, lecz jedynie odsunęła konflikt w czasie, zwiększając jego skalę i koszt.

Podobny schemat powtórzył się po II wojnie światowej, gdy w Jałcie stabilność Europy została zbudowana kosztem suwerenności państw Europy Środkowo-Wschodniej. Polska, podobnie jak inne kraje regionu, przez dekady funkcjonowała w rzeczywistości narzuconej siłą, pod hasłem „równowagi” i „geopolitycznej konieczności”.

Dzisiejsze wezwania do „zatrzymania wojny” poprzez ograniczenie wsparcia dla Ukrainy wpisują się w tę samą logikę: poświęcić bezpieczeństwo jednego państwa w nadziei, że zaspokoi to ambicje silniejszego.

Suwerenność deklarowana i suwerenność realna

Orbán konsekwentnie przedstawia swoją politykę jako wyraz narodowej suwerenności. W praktyce jednak trudno nie zauważyć, że Węgry pozostają silnie uzależnione od rosyjskich surowców energetycznych oraz od długoterminowych projektów realizowanych we współpracy z Moskwą. Ta zależność ogranicza pole manewru politycznego Budapesztu i w oczywisty sposób wpływa na jego stanowisko wobec wojny.

Polska przez lata traktowała bezpieczeństwo energetyczne jako element bezpieczeństwa narodowego. Inwestycje w dywersyfikację dostaw nie były decyzją ekonomicznie najłatwiejszą, lecz okazały się strategicznie konieczne. Z tego punktu widzenia węgierska narracja o „niezależności” brzmi mało przekonująco.

UE i NATO: wspólnota czy zbiór interesów?

Szczególne kontrowersje budzi postawa Węgier w ramach Unii Europejskiej i NATO. Państwo, które korzysta z funduszy europejskich i gwarancji bezpieczeństwa Sojuszu, regularnie blokuje decyzje dotyczące wsparcia dla kraju odpierającego agresję zbrojną. Formalne prawo weta jest w ten sposób wykorzystywane nie jako narzędzie ochrony interesów narodowych, lecz jako instrument presji politycznej.

Dla Polski, która postrzega integrację europejską i atlantycką jako filary własnego bezpieczeństwa, taka postawa rodzi pytanie o granice solidarności. Jeśli wspólne instytucje nie są w stanie reagować na oczywiste naruszenie prawa międzynarodowego, ich wiarygodność ulega osłabieniu.

Konsekwencje dla bezpieczeństwa regionu

Postulat zaprzestania wsparcia militarnego dla Ukrainy, często przedstawiany jako krok w stronę pokoju, w rzeczywistości niesie ze sobą poważne ryzyka. Osłabienie zdolności obronnych Kijowa nie zakończy wojny, lecz zwiększy prawdopodobieństwo jej rozszerzenia. Z punktu widzenia Warszawy oznaczałoby to bezpośrednie zagrożenie dla wschodniej flanki NATO.

Historia regionu jednoznacznie pokazuje, że ustępstwa wobec agresora nie prowadzą do trwałej stabilizacji. Każdy kompromis zawarty kosztem suwerenności państwa napadniętego staje się precedensem, który podważa cały system bezpieczeństwa.

Lekcja, której nie wolno zignorować

Stanowisko Viktora Orbána nie jest jedynie wewnętrzną sprawą węgierskiej polityki. Jest elementem debaty o przyszłym kształcie porządku europejskiego. Polska, ze względu na swoje doświadczenie historyczne, ma szczególne prawo i obowiązek przypominać, że pokój oparty na przemilczeniu agresji jest jedynie iluzją.

Ukraina nie walczy dziś wyłącznie o własne terytorium. Broni zasady, na której opiera się bezpieczeństwo Europy po 1945 roku: granice nie mogą być zmieniane siłą. Każda narracja, która tę zasadę podważa —

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com