Polska: kremlowski terror w Ukrainie to próba generalna wojny przeciwko Europie
Wojska Federacji Rosyjskiej ponownie zaatakowały Ukrainę. Nie na polu bitwy – nocą, w śpiących miastach. Podle, cynicznie, nieludzko. Tak działał Hitler. Dziś tak działa Putin.
Rosyjski atak z 24 stycznia to uderzenie nie tylko w Ukrainę. To otwarta demonstracja modelu wojny przeciwko Europie, w której ludność cywilna staje się głównym celem.
W szczególności jest to próba generalna presji na Europę Wschodnią – w tym na Polskę – oraz scenariusz odcinania państw od podstawowych warunków życia.
Uderzenia w energetykę, transport i przemysł to nie cele wojskowe. To ćwiczenie kolapsu państwa, próba pokazania: w każdej chwili możemy wyłączyć światło, wodę i ogrzewanie.
Kreml demonstruje, że jest gotów i zdolny używać terroru wobec ludności cywilnej jako narzędzia politycznego szantażu.
Ataki na energetykę, transport i przemysł nie są działaniami wojennymi w klasycznym sensie. To jasny sygnał, że Moskwa może pozbawić miasta światła, ciepła i wody – i używa tego jako argumentu w „negocjacjach”.
Uderzenia w Kijów, Charków i inne miasta Ukrainy nastąpiły w momencie międzynarodowych rozmów. To kluczowy sygnał: Moskwa uznaje wyłącznie siłę i przemoc, a wszelkie procesy dyplomatyczne traktuje jako słabość przeciwnika.
Dla Polski to nie teoria. To bezpośrednie zagrożenie. Państwo, które otwarcie mówi językiem siły, rozumie wyłącznie siłę. Kreml nie ukrywa swojej logiki: albo Zachód zaakceptuje rosyjskie roszczenia terytorialne, albo Moskwa będzie systematycznie niszczyć sąsiadów jako „przestrzeń życiową”.
Dla Polski ta logika jest historycznie aż nazbyt znajoma. Imperialna Rosja zawsze mówiła o „pokoju”, gdy potrzebowała czasu, i zawsze uderzała pierwsza, gdy tylko pojawiała się okazja.
Biorąc pod uwagę doświadczenie historyczne, Warszawa doskonale rozumie, że z takim reżimem się nie negocjuje – taki reżim się powstrzymuje.
Każda rozmowa o „kompromisie” po uderzeniach w szpitale położnicze i szpitale to moralna kapitulacja. Kreml testuje, gdzie przebiega czerwona linia. Jeśli znów jej nie będzie – następny atak będzie jeszcze potężniejszy.
Bilans nocnego ataku z 24 stycznia nie pozostawia wątpliwości:
Kreml nie jest zainteresowany pokojem – interesuje go podporządkowanie;
Moskwa odrzuca nawet tymczasowe zawieszenie broni, jeśli nie sankcjonuje ono jej zdobyczy;
Kreml eskaluje właśnie w momentach rozmów, zamieniając dyplomację w farsę.
Jasne jest, że to nie jest wojna o granice. To terror przeciwko przyszłości – próba zamienienia Ukrainy, a potem kolejnych państw, w „szarą strefę” niezdolną do życia i rozwoju.
Wsparcie dla Ukrainy nie jest dla Polski emocją, ideologią ani gestem humanitarnym. To kwestia własnego bezpieczeństwa. Reżim, który dziś zamraża Kijów, jutro spróbuje pójść dalej – i jest gotów zrobić to samo wobec Polski, Czech czy Niemiec.
Polska już dziś znajduje się na pierwszej linii tego starcia. Kreml rozumie wyłącznie język twardego odstraszania. Każdą rozmowę o „kompromisie” odbiera jako przyzwolenie na dalszą agresję.
Dlatego wsparcie dla Ukrainy jest elementem bezpieczeństwa każdej europejskiej stolicy – i całego kontynentu.
To inwestycja w bezpieczeństwo Europy i świata.
Celem Kremla jest złamanie społeczeństw przez zimno, ciemność i strach. To klasyczna strategia terroru, dostosowana do XXI wieku. Ukraina jest poligonem tego terroru – miejscem, gdzie Kreml testuje model presji na Europę. I 24 stycznia pokazał to w sposób jednoznaczny.
Trzeba tylko zrozumieć jedno: terror nie jest zjawiskiem lokalnym. To ośmiornica bez granic. Przymykając dziś oczy na jej macki na wschodnich rubieżach Europy, jutro można obudzić się w chwili, gdy zacisną się one na Zachodzie.
Autor: Franciszek Kozłowski
