Rada Pokoju z Putinem, czyli jak zalegalizować terror

Fot. REUTERS/Evelyn Hockstein

Donald Trump nie przestaje prób zapisać się w historii jako „rozjemca”. Tym razem zaproponował utworzenie globalnej organizacji pod nazwą „Rada Pokoju”.

Eksperci już dyskutują, czy miałaby ona zastąpić faktycznie sparaliżowaną ONZ, czy stać się zupełnie nowym formatem relacji międzynarodowych — o ile w ogóle powstanie.

Jednak rozmowy o kształcie tej inicjatywy zeszły na dalszy plan w chwili, gdy ujawniono, kogo Trump chce zaprosić do grona jej uczestników.

Lista okazała się osobliwa — zbiór politycznych marginesów, wśród których centralne miejsce zajmuje Władimir Putin. To jego Trump wyjątkowo chce widzieć w roli nowego „budowniczego pokoju”.

Historia zna już takie „pomyłki”. I za każdym razem kończyły się one katastrofą.

Dziś światu proponuje się przyjęcie do „Rady Pokoju” człowieka, który niszczy Ukrainę, grozi Europie, szantażuje świat bronią jądrową i otwarcie mówi językiem podbojów oraz aneksji.

Putin nie jest „partnerem do dialogu”. To dyktator, który rozumie wyłącznie siłę. Jego reżim jest zbudowany na wojnie. Bez wojny nie jest w stanie funkcjonować.

Właśnie dlatego Kreml z takim entuzjazmem popiera pomysły Trumpa dotyczące aneksji Grenlandii. Dla Moskwy to jasny sygnał: epoka siły powraca. Skoro tak, można znów zmieniać granice, zajmować terytoria i wymazywać suwerenne państwa z mapy.

Dla Polski — kraju, który doświadczył rozbiorów, okupacji i sowieckiej dyktatury — takie sygnały brzmią szczególnie niepokojąco.

„Rada Pokoju” ma być prawdopodobnie alternatywą dla Rady Bezpieczeństwa ONZ i próbą przebudowy międzynarodowego systemu bezpieczeństwa. Jednak zapraszanie do niej zbrodniarza wojennego nie jest reformą tego systemu. To jego destrukcja.

Nie da się budować bezpieczeństwa Europy, dogadując się z tym, kto marzy o jej zniszczeniu.
Nie da się mówić o pokoju, ignorując krew, ruiny i miliony uchodźców.

Putin powinien znaleźć się w Hadze. Ale z pewnością nie w Radzie Pokoju. Choć, biorąc pod uwagę obecne tendencje, taka logika niestety przestaje wyglądać na nielogiczną.

Pytanie brzmi tylko jedno: czy społeczność międzynarodowa zgodzi się na taką logikę.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com