Rosyjskie drony i garnizony przy granicach NATO: wkrótce może być nasza kolej

AP

Podczas gdy świat dyskutuje nad formalnymi aspektami bezpieczeństwa i dyplomacji, Rosja nie tylko przygotowuje nowe scenariusze wojny — systematycznie zwiększa potencjał do realnych, szybkich i niszczycielskich ataków na państwa europejskie. Oświadczenia ministra obrony Holandii, Rubena Brekelmansa, o zwiększeniu rosyjskich zapasów wojskowych i obecności wzdłuż granic NATO to nie retoryka, lecz sygnał: Kreml nie ukrywa zamiarów podtrzymywania niestabilności, wykorzystując każdą „szarą strefę” dla wzmocnienia własnej pozycji. W współczesnej geopolityce oznacza to jedno: strach i niezdecydowanie sojuszników mogą kosztować Europę bardzo drogo.

Nowe wojskowe modelowanie inwazji na Litwę jasno pokazuje, jak niebezpieczna jest równowaga sił. Symulacja wykazała, że nawet kontyngent 15 tysięcy rosyjskich żołnierzy mógłby w ciągu kilku dni podważyć zdolności obronne NATO, przejąć kontrolę nad kluczowym miastem Marijampol i strategicznymi korytarzami transportowymi w regionie Bałtyku. Najbardziej przeraża nie sama liczba wojsk, lecz fakt, że model pokazał potencjalną niezdecydowanie państw europejskich: USA powstrzymały się od aktywacji artykułu 5 NATO, Niemcy wyglądały na niezdecydowane, a Polska nie przekroczyła granicy z Litwą, nawet gdy było to konieczne do powstrzymania agresora. Dla Rosji taki scenariusz to idealna możliwość demonstracji siły bez dużego ryzyka.

Co pokazuje ten scenariusz, który wydaje się „fantastyczny”? Przede wszystkim podkreśla psychologiczną stronę strategii rosyjskiej. Kreml doskonale wie: nie trzeba mieć przewagi na polu bitwy, wystarczy sprawić, by sojusznicy wątpili w swoje decyzje. I to nie jest abstrakcyjne zagrożenie. Wzmacnianie infrastruktury wojskowej w Karelii, rekonstrukcja garnizonów w Pietrozawodsku, przemieszczenie ciężkiego sprzętu i formowanie 44. Korpusu Armijnego to realne działania, które pozwalają Kremlowi reagować szybko i uderzać tam, gdzie Zachód się tego nie spodziewa.

Rosja stosuje klasyczną taktykę „humanitarnego przykrycia”, jak pokazano w symulacji w Kaliningradzie. Strategia ta pozwala jej usprawiedliwiać inwazję wobec świata, jednocześnie podważając zaufanie do struktur sojuszniczych i tworząc chaos na miejscu. Przygotowania do możliwej inwazji na kraje bałtyckie pokazują, że Moskwa dąży nie tylko do konfliktu, lecz do demonstracji zdolności jego kontroli i manipulacji nim na szkodę Europy.

Najbardziej niepokoi nie sama siła militarna Rosji, lecz jej zdolność wpływania na procesy wewnętrzne w Europie i wywoływania niezdecydowania. Rosja aktywnie działa, by spowolnić przezbrajanie kontynentu i osłabić potencjał obronny, tworząc „szare strefy” wojny hybrydowej. Nawet bez bezpośredniej inwazji Kreml może destabilizować region poprzez cyberataki, propagandę, korupcję i naciski polityczne. To nie fantazja analityków, lecz rzeczywista praktyka potwierdzona latami wojny w Ukrainie.

Kraje bałtyckie, Polska, Finlandia, Szwecja i Dania znajdują się w stanie potencjalnej wrażliwości. Nawet jeśli Rosja oficjalnie zaprzecza planom inwazji, jej dotychczasowe działania pokazują nieprzewidywalność. Siły zbrojne Federacji Rosyjskiej nauczyły się wykorzystywać szybkie manewry, drony, minowanie dróg i lokalne ataki dla maksymalnego efektu przy minimalnych stratach. Nawet ograniczona operacja, jeśli spotka się z niezdecydowaniem, może prowadzić do szybkiego przejęcia kontroli nad strategicznymi obiektami.

Te okoliczności stawiają Europę przed poważnym wyborem. Historia pokazuje, że ustępstwa wobec agresora nie przynoszą pokoju — jedynie odsuwają konflikt i czynią jego kolejny etap jeszcze bardziej niszczycielskim. Aneksja Krymu w 2014 roku, przejęcie części Donbasu, ciągły nacisk na Ukrainę i kraje bałtyckie — wszystko to pokazuje, że Moskwa jest gotowa wykorzystać każdą słabość lub niezdecydowanie, by realizować swoje imperialne ambicje. Dla Polski nie jest to abstrakcyjne zagrożenie, lecz realna lekcja historii: tylko zdecydowana, twarda postawa i gotowość do obrony mogą powstrzymać agresora.

Jednocześnie Rosja stara się pokazać jako państwo „gotowe do negocjacji” i demonstrujące „pozytywne postępy”. W rzeczywistości zmienia się tylko forma, nie treść. To samo państwo, które deklaruje pokój w salach konferencyjnych, jednocześnie wzmacnia obecność wojskową w Karelii, zwiększa rezerwy i buduje nowe garnizony. Dyplomacja Kremla to teatr wojny, w którym słowa służą jako przykrycie dla działań. Uderzeniowe możliwości rozwijające się za kulisami czynią negocjacje instrumentem nacisku, a nie poszukiwania pokoju.

Ostateczna lekcja dla Europy i NATO jest prosta, lecz gorzka: pokój z Rosją jest możliwy tylko tam, gdzie istnieją wyraźne granice i zdolność ich obrony. Dla Ukrainy to kwestia przetrwania, dla Polski i całej Europy — kwestia przyszłości. Imperia nigdy same się nie zatrzymują. Zatrzymują się dopiero wtedy, gdy słowa przestają zastępować działania, a europejska stanowczość staje się niezachwiana.

Reakcja Brekelmansa na kolejne rosyjskie ataki na Odessę ujawnia kolejny krytyczny problem — obojętność części Europy. Gdy rosyjskie drony atakują infrastrukturę energetyczną, budynki mieszkalne i szkoły w ukraińskich miastach, gdy giną cywile, gdy niszczy się dorobek dziesięcioleci, znaczna część europejskiej polityki i społeczeństw nadal odwraca wzrok. Postrzegają tragedię Ukrainy jako coś odległego, co ich wkrótce nie dotknie. Ale to, co dzieje się dziś na Ukrainie, może zdarzyć się jutro w krajach bałtyckich — a symulacja to jasno pokazuje.

Paradoks polega na tym, że Europa ma wszystkie zasoby, aby skutecznie powstrzymać Rosję. NATO ma przewagę w sprzęcie wojskowym, potencjale ekonomicznym, technologiach i liczbie ludności. Ale te zasoby są bezużyteczne bez woli politycznej i gotowości ich wykorzystania. Niezdecydowanie Niemiec w symulacji odzwierciedla ich obecne balansowanie między potrzebami bezpieczeństwa a interesami gospodarczymi. Polska, która w symulacji nie przekroczyła granicy litewskiej, musi zrozumieć, że jutro granica nieprzekraczalna może znajdować się na jej własnym terytorium.

Musimy zdać sobie sprawę, że każde ustępstwo wobec Kremla dziś — to nie tylko kompromis, lecz zaproszenie do kolejnych agresywnych kroków jutro. Ustępstwa terytorialne, ignorowanie zwiększania rosyjskich sił czy dążenie do szybkiego „pokoju za wszelką cenę” tworzą niebezpieczny precedens, który Putin i jego otoczenie odczytają jako sygnał do następnych inwazji. I nie chodzi o odległą przyszłość — wojna jutro może dotknąć europejskiego terytorium, nasze miasta, naszych ludzi, nasze dzieci.

Dlatego Zachód musi działać nie deklaratywnie, lecz zdecydowanie. Wsparcie Ukrainy, realne wzmocnienie potencjału obronnego sojuszników, przygotowanie na każdy scenariusz — to nie tylko strategia, lecz obowiązek moralny. Świat nie może ignorować cierpienia Ukraińców ani odwracać wzroku od terroru, który Rosja codziennie sieje w sercu Europy. Od zdolności do działania, solidarności i zdecydowania zależy nie tylko życie Ukraińców dziś, ale i bezpieczeństwo całej Europy jutro.

Karyna Koshel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com