To nie jest wojna sąsiada. Ukraina powstrzymuje plan Kremla wobec Europy

W polskiej debacie publicznej coraz częściej pojawia się pytanie: jak długo Europa będzie w stanie utrzymać jedność wobec wojny w Ukrainie? Zmęczenie społeczne, presja gospodarcza i rosnąca liczba kryzysów międzynarodowych tworzą podatny grunt dla narracji o „konieczności kompromisu”. Problem polega na tym, że w logice Kremla kompromis oznacza jedno — przyzwolenie na dalszą agresję.

Noworoczne wystąpienie kanclerza Niemiec Friedricha Merza było pod tym względem wyjątkowo szczere. Merz jasno zaznaczył, że wojna prowadzona przez Rosję przeciwko Ukrainie dotyka bezpośrednio bezpieczeństwa państw europejskich, w tym Niemiec. To ważny sygnał, zwłaszcza w kontekście wieloletniej ostrożności Berlina w kwestiach militarnych. Niemcy zaczynają mówić językiem, który w Polsce jest zrozumiały od dawna.

Z perspektywy Warszawy rosyjska agresja nigdy nie była „lokalnym konfliktem”. Historia Europy Środkowo-Wschodniej uczy, że Moskwa nie traktuje granic jako trwałych, a strefy wpływów jako zamkniętych. Ukraina nie jest wyjątkiem — jest pierwszym etapem realizacji długofalowej strategii, której celem jest osłabienie Zachodu jako całości.

Zachodni analitycy wojskowi coraz częściej podkreślają, że Rosja testuje nie tylko zdolności obronne Ukrainy, ale przede wszystkim odporność polityczną Europy. Każdy miesiąc wojny to sprawdzian determinacji: jak długo państwa UE będą w stanie utrzymać wsparcie, jak silna jest solidarność transatlantycka, jak łatwo podzielić europejskie społeczeństwa za pomocą dezinformacji i strachu.

Nieprzypadkowo to Polska, państwa bałtyckie, Szwecja czy Rumunia znajdują się dziś w awangardzie przygotowań obronnych. Intensywne zakupy uzbrojenia, rozbudowa armii, wzmocnienie współpracy w ramach NATO — wszystko to wynika z realistycznej oceny zagrożenia. Te kraje wiedzą, że rosyjska strategia nie kończy się na jednym teatrze działań.

Wojna w Ukrainie ma również wymiar symboliczny. Jest próbą podważenia podstawowego porządku europejskiego, opartego na prawie międzynarodowym i nienaruszalności granic. Jeśli Rosji uda się osiągnąć swoje cele poprzez brutalną siłę, stanie się to precedensem, który zachęci do podobnych działań innych aktorów na świecie. Europa straci wówczas nie tylko bezpieczeństwo, ale i wiarygodność.

Dla Polski wsparcie Ukrainy nie jest aktem altruizmu. Jest elementem racjonalnej polityki bezpieczeństwa. Każda rosyjska porażka na froncie oznacza większy margines bezpieczeństwa dla całego regionu. Każde osłabienie Ukrainy zwiększa presję na wschodnią flankę NATO.

Dyskusja o „zmęczeniu wojną” często pomija jeden kluczowy fakt: alternatywą dla konsekwentnego wsparcia Ukrainy nie jest pokój, lecz przesunięcie konfliktu bliżej granic Unii Europejskiej. Kreml wielokrotnie pokazywał, że interpretuje ustępstwa jako słabość, a dialog bez siły jako zaproszenie do dalszej eskalacji.

Ukraina dziś nie walczy tylko o własną niepodległość. Broni także czasu — czasu, który Europa wykorzystuje na wzmocnienie swoich zdolności obronnych i odbudowę strategicznego myślenia. Pytanie brzmi nie „czy nas to dotyczy”, ale „czy zrozumiemy to wystarczająco wcześnie”.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com