Węgry 2026: jak reżim Viktora Orbána przygotowuje się do utrzymania władzy

Fot. REUTERS/Bernadett Szabo

W kwietniu 2026 roku Węgry po raz kolejny staną przed wyborem, który wykracza daleko poza zwykłą rywalizację partyjną. Stawką nie będzie jedynie skład przyszłego parlamentu, lecz odpowiedź na pytanie, czy mechanizm wyborczy wciąż spełnia podstawowe kryteria demokracji liberalnej, czy też stał się wyłącznie narzędziem legitymizującym władzę jednego obozu politycznego. Coraz więcej Węgrów dostrzega, że wybory odbywają się w warunkach głębokiej strukturalnej nierówności, a scenariusz polityczny jest pisany z dużym wyprzedzeniem.

Mimo niekorzystnych dla Fideszu prognoz sondażowych, narastającego zmęczenia społeczeństwa oraz wyraźnych oznak erozji poparcia dla rządu, Viktor Orbán nie wykazuje najmniejszej gotowości do oddania władzy. Przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że aparat państwowy, prawo i media są systematycznie dostosowywane do jednego celu: utrzymania dominacji politycznej nawet w sytuacji realnej przegranej wyborczej.

Orbán, rządzący nieprzerwanie od 2010 roku, stał się twarzą europejskiej „nieliberalnej demokracji”. W praktyce oznacza to model, w którym formalne procedury wyborcze są zachowane, ale ich sens został wypaczony przez koncentrację władzy, podporządkowanie instytucji oraz eliminowanie realnej konkurencji politycznej. To system, który nie opiera się już wyłącznie na poparciu społecznym, lecz na kontroli struktur państwa.

Media jako instrument władzy

Jednym z filarów tego systemu pozostaje niemal pełna kontrola nad przestrzenią medialną. Od 2010 roku rząd w Budapeszcie konsekwentnie budował scentralizowany ekosystem medialny, oparty na lojalnych wobec Orbána oligarchach oraz biznesmenach powiązanych z Fideszem. Według danych międzynarodowych organizacji zajmujących się wolnością prasy, około 80 procent węgierskich mediów znajduje się dziś pod bezpośrednim lub pośrednim wpływem władzy, a kluczowym źródłem ich utrzymania są środki pochodzące z reklamy państwowej.

Kulminacją tego procesu było utworzenie w 2018 roku fundacji KESMA, do której trafiło 476 redakcji – od gazet regionalnych, przez portale internetowe, po stacje radiowe i telewizyjne. Rząd uznał tę koncentrację za „strategicznie ważną dla interesu narodowego”, co umożliwiło obejście przepisów antymonopolowych. W praktyce KESMA stała się największym koncernem medialnym w Unii Europejskiej, kontrolującym niemal całość prasy lokalnej na Węgrzech.

Dla polskiego odbiorcy to obraz niepokojąco znajomy. Debata o pluralizmie mediów, ich wykorzystywaniu jako narzędzia walki politycznej oraz uzależnianiu redakcji od finansowania państwowego była jednym z kluczowych tematów polskiego życia publicznego w ostatniej dekadzie. Węgierski przypadek pokazuje jednak, do jakiego stopnia ten proces może zostać doprowadzony, jeśli nie napotka realnych barier instytucjonalnych.

Kampania bez równej szansy

Skutki tej medialnej hegemonii były szczególnie widoczne podczas kampanii wyborczej w 2022 roku. Wspólny kandydat opozycji Péter Márki-Zay otrzymał możliwość wystąpienia w państwowej telewizji M1 tylko jeden raz – przez pięć minut, w porze o minimalnej oglądalności. Jednocześnie premier Orbán i politycy Fideszu pojawiali się na antenie niemal bez przerwy. Jedno wystąpienie szefa rządu potrafiło być emitowane nawet dziewięć razy dziennie.

Misja obserwacyjna OBWE w swoim raporcie jasno stwierdziła, że taki dysbalans medialny narusza zasadę równości szans w kampanii wyborczej i podważa uczciwość procesu demokratycznego. W praktyce wyborcy byli systematycznie bombardowani jednym przekazem politycznym, podczas gdy alternatywne głosy pozostawały marginalizowane lub demonizowane.

Prawo wyborcze szyte na miarę

Równie istotnym elementem strategii Fideszu jest przebudowa systemu wyborczego. Od 2010 roku liczba deputowanych została zmniejszona z 386 do 199, a granice okręgów wyborczych wytyczono w sposób faworyzujący obszary tradycyjnie popierające partię rządzącą. Okręgi w Budapeszcie i innych dużych miastach, gdzie opozycja cieszy się silnym poparciem, są znacznie większe niż te na prowincji, co narusza konstytucyjną zasadę równej wagi głosu.

Dodatkowo wprowadzono system tzw. „kompensacji zwycięzcy”, w którym nadwyżkowe głosy zdobyte w okręgach jednomandatowych są doliczane do list partyjnych. To rozwiązanie sprawia, że partia wygrywająca wybory może uzyskać konstytucyjną większość mandatów nawet przy relatywnie niewielkiej przewadze poparcia.

Szczególne kontrowersje budzi również tzw. „głosowanie turystyczne”, zalegalizowane w 2021 roku. Umożliwia ono wyborcom rejestrację w dowolnym okręgu, co w praktyce pozwala na przenoszenie lojalnych elektorów do regionów uznawanych za zagrożone przez opozycję. Równocześnie Węgrzy mieszkający za granicą mogą głosować korespondencyjnie, bez realnej kontroli procedur. Dane pokazują, że aż 94 procent tych głosów trafia do Fideszu.

Kampania bez limitów finansowych

W czerwcu 2025 roku parlament w Budapeszcie przyjął kolejne kontrowersyjne zmiany, znosząc limity wydatków na kampanie wyborcze. Decyzja ta spotkała się z ostrą krytyką Komisji Weneckiej, która uznała ją za poważny krok wstecz i zagrożenie dla uczciwości wyborów. W warunkach, w których partia rządząca kontroluje media publiczne i dysponuje niemal nieograniczonymi zasobami państwowymi, brak limitów finansowych oznacza faktyczne wyeliminowanie opozycji z rywalizacji.

W praktyce otwiera to drogę do masowego finansowania kampanii przez oligarchów, którzy zawdzięczają swoje fortuny kontraktom państwowym. Kampania wyborcza staje się w ten sposób demonstracją siły finansowej obozu władzy, a nie starciem programów i wizji przyszłości kraju.

Prawo jako narzędzie represji

W latach 2023–2025 rząd Orbána przyjął szereg ustaw, które międzynarodowe organizacje praw człowieka uznają za instrumenty tłumienia opozycji i niezależnego społeczeństwa obywatelskiego. Ustawa o ochronie suwerenności narodowej powołała specjalny urząd wyposażony w szerokie uprawnienia śledcze wobec osób i instytucji oskarżanych o „zagraniczne wpływy”. W praktyce działania te koncentrują się na opozycyjnych politykach, niezależnych mediach i organizacjach antykorupcyjnych.

Projekt ustawy o „przejrzystości życia publicznego”, przedstawiony w maju 2025 roku, przewiduje tworzenie czarnych list organizacji otrzymujących zagraniczne finansowanie, wysokie kary finansowe, konfiskaty sprzętu oraz możliwość całkowitego zamknięcia działalności. Choć po masowych protestach społecznych jego przyjęcie zostało czasowo odłożone, większość ekspertów jest przekonana, że prawo to zostanie uchwalone jeszcze przed wyborami.

Test dla Europy

Wybory w kwietniu 2026 roku będą najpoważniejszym sprawdzianem węgierskiej „nieliberalnej demokracji” od momentu dojścia Orbána do władzy. Z jednej strony widać wyraźne oznaki społecznego zmęczenia, rosnącą popularność nowych twarzy w opozycji oraz coraz większą rolę internetu i mediów społecznościowych w debacie publicznej. Z drugiej – aparat państwowy działa z pełną determinacją, by nie dopuścić do realnej zmiany władzy.

To właśnie nowe technologie, zdecentralizowane kanały komunikacji i sieci oddolnej mobilizacji mogą stać się przestrzenią, której władza nie kontroluje w pełni. Czy wystarczy to do przełamania systemu budowanego przez piętnaście lat? Odpowiedź pozostaje otwarta. Jedno jednak wydaje się pewne: mimo wszystkich barier, presji i nierówności, szansa dla węgierskiej opozycji wciąż istnieje  i po raz pierwszy od dawna nie jest ona wyłącznie teoretyczna.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com