Ekspert miał zbadać rurociąg na Ukrainie. Odmówił z obawy przed poborem
Członek węgierskiej delegacji, która miała zbadać stan rurociągu Przyjaźń, odmówił wjazdu na Ukrainę z obawy przed poborem do wojska – przekazał w niedzielę portal Daily News Hungary.
Grupa, powołana decyzją rządu węgierskiego 4 marca, miała składać się z pięciu członków. Na jej czele stanął wiceminister energii Gabor Czepek. Jeden z członków misji, który urodził się na ukraińskim Zakarpaciu i nadal posiada ukraiński paszport, odmówił przekroczenia granicy z obawy przed poborem do wojska – podały węgierskie media.
Wiceminister Czepek tłumaczył w środę (11 marca), że rząd powołał delegację, która „ma przeprowadzić misję rozpoznawczą dotyczącą rurociągu Przyjaźń”. „Naszym zadaniem jest ocena stanu rurociągu i stworzenie warunków do jego ponownego uruchomienia” – przekazał Czepek w opublikowanym na Facebooku oświadczeniu. W sobotę (14 marca) premier Węgier Viktor Orban przekazał, że eksperci wciąż nie mają dostępu do rurociągu.
Władze Węgier zapowiedziały blokadę 90 mld euro unijnej pożyczki dla Ukrainy
Pod koniec stycznia rurociąg Przyjaźń, transportujący rosyjską ropę na Węgry i Słowację przez Ukrainę, został uszkodzony w rosyjskim ataku. Władze w Kijowie zapewniają, że ropociąg jest remontowany, ale rząd Orbana utrzymuje, że ukraińskie władze celowo wstrzymują wznowienie tranzytu, i nazywa te działania „szantażem”.
9 marca Orban apelował do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, by zdjęła sankcje energetyczne nałożone na Rosję po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r., w związku z rosnącymi cenami energii po ataku USA i Izraela na Iran.
Władze Węgier zapowiedziały blokadę 90 mld euro unijnej pożyczki dla Ukrainy oraz zablokowały przyjęcie 20. pakietu sankcji na Rosję. Wydały również zakaz eksportu ropy naftowej i niektórych paliw oraz umożliwiły wykorzystanie części rezerw, a także zapowiedziały wprowadzenie limitów cen, które mają chronić indywidualnych konsumentów i firmy przed skutkami wzrostu cen ropy na światowych rynkach.
Źródło: gazeta.pl
