UE szuka sposobu na zabezpieczenie cieśniny Ormuz. Część krajów już odrzuca apel Trumpa
Unia Europejska analizuje możliwości zabezpieczenia żeglugi w cieśninie Ormuz, przez którą transportowana jest około jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu. Jednocześnie część państw UE sprzeciwia się wezwaniu Donalda Trumpa do udziału w operacji wojskowej mającej odblokować szlak.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas poinformowała w Brukseli, że UE bada różne opcje zabezpieczenia cieśniny Ormuz. Jednym z rozważanych scenariuszy jest zmiana mandatów dwóch operacji morskich UE – Aspides oraz Atalanta – tak, aby mogły wesprzeć działania na rzecz utrzymania żeglugi w regionie. – W naszym interesie jest utrzymanie otwartej cieśniny Ormuz – powiedziała Kallas dziennikarzom. Dodała, że Bruksela prowadzi rozmowy z USA i analizuje, co Unia może zrobić w tej sprawie. Według niej jedną z możliwości jest także współpraca z Antonio Guterresem oraz ONZ nad międzynarodowym mechanizmem zabezpieczenia żeglugi.
USA naciskają na sojuszników
Administracja Donalda Trumpa od kilku dni naciska na państwa partnerskie, aby wysłały okręty wojenne do regionu i pomogły w odblokowaniu cieśniny. Trump ostrzegł nawet, że brak reakcji mógłby mieć „bardzo złe konsekwencje dla przyszłości NATO”. Od 28 lutego Iran blokuje cieśninę Ormuz po rozpoczęciu przez USA i Izrael operacji wojskowych przeciwko Teheranowi. W efekcie wielu armatorów ograniczyło ruch w tym rejonie, a ceny ropy na świecie gwałtownie wzrosły. Część państw UE mówi „nie”
Nie wszystkie kraje europejskie są jednak gotowe poprzeć pomysł militarnej operacji w Ormuzie. Xavier Bettel ocenił w Brukseli, że jego kraj nie ulegnie „szantażowi” ze strony Stanów Zjednoczonych. – Możemy pomóc satelitami czy komunikacją, ale nie wysyłajcie nas tam z wojskiem i sprzętem – powiedział wicepremier Luksemburga. Podobne stanowisko pojawia się w innych państwach UE.
Niemcy i Grecja wykluczają swój udział
W Niemczech udział w takiej operacji wykluczył już rząd w Berlinie. Przeciwko wysłaniu niemieckiej marynarki do cieśniny Ormuz opowiedzieli się politycy wszystkich głównych frakcji Bundestagu. Rzecznik CDU/CSU ds. polityki zagranicznej Jurgen Hardt ocenił, że sama obecność okrętów nie wystarczy, by zapewnić bezpieczeństwo na wąskim szlaku morskim, a sytuację można rozwiązać dopiero po zmianie sytuacji politycznej w Iranie. Również rząd Grecji zapowiedział, że nie weźmie udziału w operacjach wojskowych w cieśninie Ormuz. Rzecznik rządu Pavlos Marinakis podkreślił, że Ateny będą uczestniczyć jedynie w misji UE Aspides, która chroni statki na Morzu Czerwonym.
Norwegowie też się nie palą, Sikorski wyklucza udział Polski
Podobnie do innych krajów zareagował premier Norwegii. Jonas Gahr Stoere w wywiadzie dla norweskich mediów kategorycznie odrzucił możliwość wysłania wojsk lub podjęcia jakichkolwiek innych działań mających na celu utrzymanie żeglugi w cieśninie.
Szef polskiego MSZ Radosław Sikorski poinformował z kolei dziennikarzy w Brukseli, że UE mogłaby rozpocząć dialog z USA ws. wykorzystania unijnych misji na Bliskim Wschodzie w celu przywrócenia płynności ruchu statków w cieśninie Ormuz. – To jest ciekawa sugestia. Prezydent Trump zwrócił się do NATO o pomoc, ale ileś krajów NATO już mu odpowiedziało – odniósł się do zapowiedzi Kallas. – I żeby było jasne, Polska nie ma żadnych planów wzięcia udziału w takiej misji – podkreślił Sikorski. Kluczowy szlak dla światowej energii
Cieśnina Ormuz jest jednym z najważniejszych szlaków energetycznych na świecie. W normalnych warunkach transportuje się nią około 20 proc. globalnych dostaw ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego. Dlatego, jak przyznała Kallas, UE rozważa różne scenariusze, w tym stworzenie tzw. koalicji chętnych, czyli grupy państw gotowych do działania nawet bez pełnego udziału wszystkich 27 krajów Unii.
Źródło: gazeta.pl
