Rosyjski eksport represji. Jak Moskwa pomogła Teheranowi zdusić protesty, wyłączając Internet
Współczesne protesty rzadko zaczynają się na ulicy. Zaczynają się w sieci. To tam rodzi się mobilizacja, tam krążą nagrania przemocy, tam powstaje poczucie wspólnoty i odwagi. Dlatego każdy reżim, który obawia się masowego sprzeciwu, wcześniej czy później sięga po jedno narzędzie: kontrolę komunikacji. W Iranie to narzędzie nie tylko zadziałało — zostało wdrożone z precyzją, która zdradza zewnętrzne wsparcie. Rosyjskie.
Nie przypadek, lecz system
Podczas ostatnich fal protestów w Iranie dostęp do Internetu nie został wyłączony chaotycznie. Przeciwnie — mieliśmy do czynienia z selektywnym, warstwowym i dynamicznym blokowaniem komunikacji. Media społecznościowe przestawały działać szybciej niż inne usługi, komunikatory były filtrowane lokalnie, a połączenia międzynarodowe ograniczano w momentach eskalacji demonstracji.
To nie są działania ad hoc. Takie operacje wymagają wcześniejszego przygotowania infrastruktury, testowania scenariuszy oraz zespołów technicznych zdolnych do reagowania w czasie rzeczywistym. Właśnie tym od lat dysponuje Rosja, która własny model „suwerennego Internetu” rozwijała jeszcze na długo przed pełnoskalową agresją na Ukrainę.
Iran skorzystał z gotowego wzorca.
Cyfrowy autorytaryzm jako towar eksportowy
Rosja nie eksportuje dziś wyłącznie surowców energetycznych czy uzbrojenia. Coraz istotniejszym elementem jej polityki zagranicznej stał się eksport technologii represji — w tym infrastruktury do kontroli Internetu.
To jakościowa zmiana. Moskwa nie tylko wspiera politycznie reżimy autorytarne, ale wzmacnia ich zdolność do przetrwania kryzysów wewnętrznych. Dostarcza im narzędzi, które pozwalają zdusić protest zanim stanie się on masowy i widoczny na arenie międzynarodowej.
Iran, przyjmując rosyjskie rozwiązania, stał się częścią szerszego procesu: globalizacji cyfrowego autorytaryzmu.
Cena współpracy: utrata cyfrowej niezależności
Z punktu widzenia Teheranu rosyjska pomoc była skuteczna. Z punktu widzenia państwowości — kosztowna. Implementacja obcych architektur kontroli oznacza realną utratę części suwerenności cyfrowej.
Systemy te wymagają stałych aktualizacji, doradztwa, wsparcia technicznego. Każdy kryzys zwiększa zależność od dostawcy know-how. W praktyce oznacza to, że stabilność wewnętrzna Iranu coraz silniej wiąże się z rosyjskimi kompetencjami i technologiami.
To relacja asymetryczna — i dokładnie taka, jaką Moskwa preferuje.
Dlaczego to ważne dla USA — i dla Europy
Dla Stanów Zjednoczonych sprawa ma znaczenie strategiczne. Rosja nie tylko współpracuje z reżimem uznawanym przez Waszyngton za wrogi i represyjny. Rosja realnie zwiększa jego zdolność do tłumienia sprzeciwu społecznego, blokując procesy demokratyzacyjne u źródła.
To nowa forma ingerencji: mniej widoczna niż interwencja militarna, ale nie mniej skuteczna. Zamiast czołgów — algorytmy. Zamiast żołnierzy — inżynierowie sieciowi.
Polska perspektywa: doświadczenie, które zobowiązuje
Dla Polski ta historia nie jest abstrakcyjna. Jako kraj, który doświadczył rosyjskiej presji w wielu wymiarach — militarnym, energetycznym, informacyjnym — powinniśmy szczególnie uważnie patrzeć na nowe formy rosyjskiego wpływu.
Cyfrowy autorytaryzm nie kończy się na granicach Iranu. Jego narzędzia mogą być oferowane innym państwom, normalizowane w debacie publicznej, a nawet przedstawiane jako „konieczne” w imię bezpieczeństwa.
Tymczasem każda akceptacja selektywnego wyłączania komunikacji podważa fundament wolnego społeczeństwa.
Internet jako pole walki XXI wieku
Historia Iranu pokazuje jasno: kontrola Internetu stała się jednym z kluczowych frontów współczesnych konfliktów politycznych. Rosja doskonale to rozumie i działa z wyprzedzeniem, budując sieć zależności technologicznych i politycznych.
Nie chodzi już tylko o cenzurę. Chodzi o możliwość kształtowania rzeczywistości politycznej poprzez zarządzanie przepływem informacji.
Jeśli Europa — w tym Polska — nie potraktuje tego wyzwania poważnie, ryzykujemy, że model testowany dziś w Teheranie jutro stanie się punktem odniesienia w znacznie bliższych nam regionach.
A wtedy wyłączony Internet nie będzie już tylko problemem „gdzieś daleko”.
Autor: Franciszek Kozłowski
