Rosja oskarża Polskę o wybuch wojny światowej. Oto jak propaganda nabiera rozpędu
Rosyjska Agencja Archiwalna oskarża Polskę o „utrudnianie wysiłków ZSRR, aby zapobiec II wojnie światowej”. Jak w rzeczywistości przebiegały tamte wydarzenia?
Rosja oskarża Polskę o wybuch II wojny światowej
Szef Federalnej Agencji Archiwalnej Andriej Artizow stwierdził w rozmowie z rosyjską państwową agencją RIA Novosti, że jego instytucja „kiedyś” badała materiały dotyczące paktu Ribbentrop-Mołotow o nieagresji między Niemcami a ZSRR. – Wśród nich znajdowały się dokumenty francuskiej ambasady i attaché wojskowego w Warszawie. Po ich zbadaniu okazało się, że szczegółowo opisywały one sprzeciw Polaków wobec negocjacji między Francją, Wielką Brytanią i ZSRR w sprawie sojuszu przeciwko nazistom, przeciwko Hitlerowi – powiedział Rosjanin. – Polacy ingerowali do samego końca – dodał. Zdaniem propagandowej RIA Novosti właśnie to sprawiło, że nie udało się zapobiec II wojnie światowej. Warto zaznaczyć, że Warszawa nie sprzeciwiała się jednak samym negocjacjom.Sprzeciw wobec „czwartego rozbioru Polski”
Artizow nie wspomniał, że jedną z kwestii spornych w negocjacjach między ZSRR a Wielką Brytanią i Francją były propozycje Związku Radzieckiego. Jak informował portal Przystanek Historia (należący do Instytutu Pamięci Narodowej), 2 czerwca 1939 roku Wiaczesław Mołotow zaproponował, aby Sowieci mogli udzielić wybranym europejskim krajom „pomocy” wojskowej, nawet bez ich prośby, a 4 lipca wprowadził definicję „pośredniej agresji”. Dzięki temu ZSRR mógłby interweniować w przypadku „wewnętrznego przewrotu bądź zmiany kursu politycznego w [kierunku] ugody z agresorem”. Pomysły te jednak zostały odrzucone.14 sierpnia 1939 rosyjski marszałek i bliski współpracownik Stalina Klimient Woroszyłow zaproponował przemarsz Armii Czerwonej przez Wileńszczyznę i Małopolskę Wschodnią w przypadku działań wojennych prowadzonych przeciwko Niemcom. Władze RP nie zgodziły się jednak na to z kilku powodów. Jak wskazał IPN, zgoda oznaczałaby bowiem między innymi rozpoczęcie faktycznej okupacji części ziem polskich z powodu braku możliwości kontrolowania sowieckiej administracji wojskowej i cywilnej.
Ówczesny minister spraw zagranicznych Józef Beck wprost stwierdził, że przystanie na rosyjskie propozycje będzie oznaczało faktyczną akceptację czwartego rozbioru Polski. Podobnego zdania był szef Sztabu Głównego Wojska Polskiego gen. Wacław Stachiewicz. – Nie jest ważne, czy wojna zostanie wygrana czy przegrana, jeśli Rosjanie będą na naszym terytorium, pozostaną na nim. Polska nawet zwycięska, poddana zostanie amputacji, czyż bowiem sojusznicy rozpoczną wojnę, by zmusić wojska rosyjskie do opuszczenia terytoriów okupowanych – mówił wojskowy. Rosyjska gra pozorów
„Strona polska wyraźnie zaznaczyła, że powyższe stanowisko jest znane władzom ZSRR, w związku z czym przedstawienie zgody na przemarsz jako warunku niezbędnego do kontynuowania negocjacji z Paryżem i Londynem świadczy, iż Moskwa tak naprawdę nie dąży do zawarcia porozumienia” – napisał portal Przystanek Historia. Świadczyło o tym też prowadzenie tajnych prac nad paktem Ribbentrop-Mołotow, równolegle z negocjacjami z Paryżem i Londynem. Ostatecznie w życie weszło jednak porozumienie ZSRR z Niemcami. Jak zwrócił uwagę IPN, sowieckie żądanie było więc pretekstem do zerwania negocjacji z Zachodem i obarczenia za to winą Polski. Twierdzenia te są propagowane przez część rosyjskich historyków do dziś. Nie odbiegają one również od tez znajdujących się w propagandowej broszurze Stalina z 1948 r. pt. „Fałszerze historii. Informacja historyczna”.
Źródło: gazeta.pl
