Dyrektor więzienia w Sztumie zabił osadzonego. A potem napił się herbaty

– Będę fantastycznym więźniem – mówił ppłk Andrzej G., dyrektor Zakładu Karnego w Sztumie, tuż po tym, jak zabił 66-letniego Józefa F. Spodziewał się dożywocia. W areszcie spędził tylko kilka miesięcy. A potem wyszedł na wolność.

To była niedziela, 9 października 2011 r. W całym kraju odbywały się wówczas wybory parlamentarne. Nie inaczej było Zakładzie Karnym w Sztumie w woj. pomorskim. W głosowaniu wzięło udział tego dnia blisko 600 z niemal 1000 uprawnionych więźniów.

Ok. godziny 10 na Oddziale I pojawił się dyrektor, 50-letni ppłk Andrzej G. Oznajmił starszemu oddziałowemu, że chciałby porozmawiać z osadzonymi. Najpierw poszedł do skrzydła „D”, gdzie poprosił o otwarcie celi nr 53, w której wyrok odsiadywał jeden mężczyzna. Andrzej G. odprawił funkcjonariusza, mówiąc, żeby wrócił do swoich obowiązków.

Więzień był zaskoczony, bo taka wizyta przydarzyła mu się po raz pierwszy. Andrzej G. był spokojny, pytał mężczyznę o samopoczucie, doradził, by porozmawiał z wychowawcą na temat uszczelnienia drzwi celi. Po ok. 5 minutach rozmowy dyrektor wyszedł z celi i skierował się w stronę skrzydła „B”. Tam poprosił o otwarcie celi nr 46. Wyrok odsiadywało w niej dwóch mężczyzn, w tym 66-letni Józef F., wielokrotnie skazywany za m.in. kradzieże, którego czekało jeszcze niecałe 20 lat za kratkami. Na wolność miał wyjść w 2030 roku.

Józef F. za dyrektorem Andrzejem G. nie przepadał. Pisał na niego skargi, jedna z ostatnich dotyczyła usunięcia z celi telewizora. Krytykował też opiekę zdrowotną. Miał opinię roszczeniowego, wręcz chamskiego więźnia. Od 2004 r. mężczyzna był karany dyscyplinarnie ponad 20 razy, m.in. za wulgarne odzywanie się do strażników i palenie w miejscach niedozwolonych. Nie karano go za każdym razem, czasem poprzestawano na rozmowie wychowawczej. 

Nikt nie zauważył jednak, by Andrzej G. do tej pory szczególnie negatywnie reagował na Józefa F. Wręcz przeciwnie, spełniał niektóre z jego próśb. 

„Proszę napisać w faksie, że dyrektor zabił skazanego”

Dyrektor więzienia powiedział, że chce z Józefem F. porozmawiać na osobności. Drugiemu z osadzonych polecił wyjść na zewnątrz. Mężczyzna przymknął drzwi i czekał na korytarzu, jednak na tyle daleko od celi, że nie słyszał, co dzieje się w środku. 

Starszy oddziałowy odszedł, bo nadzorował wyjście więźniów na spacer. Stracił celę z oczu. Po jakimś czasie zobaczył Andrzeja G. idącego w stronę skrzydła „D”. Dyrektor milczał. Funkcjonariusz wypuścił Andrzeja G., który ruszył w kierunku budynku administracji.

Gdy funkcjonariusz zbliżył się do skrzydła „B”, zobaczył pod celą nr 46 skazanego, który odsiadywał wyrok razem z Józefem F. Mężczyzna krzyczał, by wezwać pogotowie, bo Józef F. „pociął się kosą”. Starszy oddziałowy został w środku celi leżącego na swoim łóżku Józefa F. Mężczyzna miał zakrwawioną szyję. Obok, na stole, leżał duży kuchenny nóż z 15-centymetrowym ostrzem, na którym widać było ślady krwi. Oddziałowy wezwał przez radiotelefon dowódcę i innych funkcjonariuszy.Dowódca, zmierzając do celi nr 46, spotkał na schodach Andrzeja G. Dyrektor miał na sobie zakrwawioną koszulę i marynarkę.

Gdy dowódca dotarł na miejsce, polecił funkcjonariuszom przeniesienie Józefa F. na podłogę i rozpoczęcie akcji reanimacyjnej. Osadzonemu nie udało się pomóc. Ok. godz. 11:15 lekarz pogotowia stwierdził zgon Józefa F. Celę zaplombowano. Nóż wylądował w szafce na dyżurce, nie należał do Józefa F. ani do jego współosadzonego.

Andrzej G. wszedł do Punktu Dowodzenia. – Proszę napisać w faksie, że dyrektor zabił skazanego – polecił zastępcy dowódcy zmiany. Twierdził, że musiał zabić, bo kazały mu jakieś „głosy”. Sprawiał wrażenie nieobecnego.

„Będę fantastycznym więźniem”

Starszy inspektor Działu Ochrony zaproponował dyrektorowi herbatę. Andrzej G. zgodził się. Zaznaczył, że nikogo już nie skrzywdzi. Wezwano psycholożkę.Andrzej G. pił herbatę i patrzył w okno. Trzęsła mu się broda, rzadko mrugał, kolano przy kolanie, na kolanach wyprostowane ręce.

Psycholożka, chcąc nawiązać kontakt z mężczyzną, zaczęła w pewnym momencie rozmawiać z Andrzejem G. o metodzie parzenia zielonej herbaty. Dyrektor, cały czas mając wzrok utkwiony w oknie, powiedział, że należy ją zalewać letnią wodą i parzyć przez trzy minuty. Dodał, że można parzyć liście też drugi raz i że zielona herbata jest bardzo zdrowa. Zaznaczył, że nie pije kawy i wspomniał, że psycholożka też nie powinna. 

Padło pytanie o żonę. – Mojej żony nie ma, chyba ją zabiłem – stwierdził Andrzej G. Potem złapał się za głowę i uznał, że jednak jej nie zabił, bo jego żona jest na konferencji w stolicy.

Andrzej G. przyznał, że głosy, które słyszał w głowie, są przerażające, nie pozwalają mu się skupić. Mówił, że zmaga się z tym już od dekady. Nie odpowiedział jednak, gdy psycholożka zapytała, czy głosy kazały mu zabić tego konkretnego mężczyznę. 
Gdy do pomieszczenia wszedł kierownik Działu Ochrony, Andrzej G. zapytał: „popełniłem przestępstwo?”. Kierownik nie chciał wdawać się w szczegóły, potwierdził jedynie, że Józef F. nie żyje. – Popełniłem przestępstwo, dostanę dożywocie i chcę dożywocia – zareagował dyrektor.

Andrzej G. deklarował, że „będzie fantastycznym więźniem”, że będzie puszczał w radiowęźle jazzową muzykę, będzie pracować w bibliotece więziennej, że przeczyta wszystkie zaległe książki. – Będzie fantastycznie, zawsze wiedziałem, że mogę żyć w celi – emocjonował się. 

Poprosił też, by żadne konsekwencje nie spotkały funkcjonariusza, który otworzył mu celę nr 46. Wyjaśnił, że nóż trzymał ukryty pod marynarką, o czym starszy oddziałowy nie miał prawa wiedzieć. „Głosy w głowie każą mi to zrobić”

Andrzej G. został zatrzymany przez policję ok. godziny po zabójstwie. Był trzeźwy. We krwi nie stwierdzono również środków o działaniu narkotycznym. Trafił do aresztu. Przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień. U Józefa F. stwierdzono liczne rany kłute oraz cięte twarzy, szyi, klatki piersiowej, lewego ramienia oraz rąk. Bezpośrednią przyczyną śmierci był masywny krwotok zewnętrzny z przeciętej tętnicy szyjnej wspólnej. 

„To tragedia. Zginął człowiek. Przestępca, ale człowiek. I zginął z ręki tego, który stał na straży prawa. Który z racji stanowiska to prawo reprezentował. (…) Od chwili pojawienia się tej wiadomości nie przestajemy o tym myśleć. Nie w kategoriach sensacji, a tragedii. Co musiało się stać, do jakiego muru czy ściany musi dojść człowiek, aby porwać się na taki czyn” – pisał w listopadzie 2011 r. płk Krzysztof Kowaluk na łamach wydawanego przez Służbę Więzienną „Forum Penitencjarnego”.

„Praca w takim miejscu jak więzienia nie sprzyja zdrowiu, a już na pewno nie psychicznemu. Zagrożenie – człowiek w obliczu strachu o życie swoje lub swoich najbliższych jest zdolny do różnych czynów, nawet tych najgorszych. Połączone z długotrwałym stresem jest bombą zegarową z opóźnionym zapłonem. (…) Po raz kolejny pokazuje to (niestety, tragicznie), w jak trudnych warunkach pracujemy, na co jesteśmy narażeni” – dodał płk Kowaluk. 

„Dziwimy się często głosom mówiącym: „oni to mają dobrze, emerytura po 15 latach”. Tak, ale jaka? I, że czasem to jest jedyne wyjście, aby być w miarę zdrowym, mieć w miarę normalną rodzinę, żyć w miarę normalnie. Nikt też nie mówi o groźbach, często jawnych, ale jeszcze częściej cichych, dyskretnych, przekazywanych przez naszych podopiecznych za murami lub ich kolegów z wolności” – wskazywał. W mieszkaniu Andrzeja G. znaleziono kartkę, na której napisał do członków rodziny m.in. następujące słowa: „Przepraszam. Głosy w głowie każą mi to zrobić. Was nie mogę skrzywdzić”. 

Ppłk Andrzej G. dyrektorem w Sztumie był od sześciu lat. W Służbie Więziennej ponad 20. Psycholog kliniczny z wykształcenia. 

Sekretarka Andrzeja G. zeznała, że od około miesiąca zauważyła zmianę w zachowaniu szefa. Choć zawsze był małomówny, od pewnego czasu mówił jeszcze mniej. Bywał zamyślony. A czasem był pobudzony, wykonywał takie ruchy głową, jakby czegoś słuchał. W dniach bezpośrednio przed zdarzeniem nawet nie mówił „dzień dobry”. 

Wolność dla Andrzeja G.

Służba Więzienna przeprowadziła wewnętrzne postępowanie, którego wyniki ujawniono po kilku tygodniach. Nie stwierdzono błędów po stronie podwładnych Andrzeja G. Funkcjonariusze nie mieli obowiązku przeszukiwać dyrektora, gdy ten postanowił porozmawiać z osadzonymi.  Psychiatra spotkał się z Andrzejem G. w dniu przesłuchania. Stwierdził, że mężczyzna ma zaburzenia psychiczne, a konkretnie nasiloną, nieleczoną depresję z natręctwami. Psychiatra podejrzewał, że w chwili zabójstwa Andrzej G. mógł być nie do końca świadomy tego, co się dzieje. 

Biegli uznali, że konieczna jest kilkutygodniowa obserwacja psychiatryczna. W styczniu 2012 r. sąd skierował Andrzeja G. na obserwację w zamkniętym zakładzie. Opinia była gotowa pod koniec marca. 

Orzeczono, że Andrzej G., zabijając Józefa F., przechodził właśnie epizod depresji ciężkiej z objawami psychotycznymi.

„W ocenie biegłych w czasie czynu podejrzany miał z przyczyn chorobowych zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem” – wskazywała Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.Lekarze uznali też, że Andrzej G. powinien być pod stałą opieką psychiatry i jego stan, ze względu na zastosowane leki, nie wskazywał już na to, że może ponownie dopuścić się przestępstwa. Andrzej G. zadeklarował, że będzie się leczył dalej. Jeszcze w marcu były dyrektor zakładu karnego został zwolniony do domu. 

29 czerwca 2012 r. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku umorzyła śledztwo. Jak podstawę wskazano art. 31 Kodeksu karnego, który mówi o tym, że „nie popełnia przestępstwa, kto, z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych, nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem”. 

Były już dyrektor zakładu nie trafił więc ani do więzienia, ani do szpitala psychiatrycznego. Przeszedł na emeryturę. 

Tuż po tym, co wydarzyło się w Sztumie, Służba Więzienna zapowiedziała m.in. obligatoryjne warsztaty profilaktyki stresu dla funkcjonariuszy z co najmniej 15-letnim stażem pracy, a także treningi zastępowania agresji dla wszystkich dyrektorów aresztów śledczych i zakładów karnych. 

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com