Doszło do próby puczu? „To nie jest serial '1670′, to jest Polska 2050”
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
– Aleksandra Leo nie złamała prawa, a przewodniczący klubu Paweł Śliz nie miał prawa jej odwoływać z funkcji wiceprzewodniczącej. Jego decyzja powinna zostać cofnięta – mówi Gazeta.pl posłanka Ewa Szymanowska. W Polsce 2050 narasta konflikt przed finalnym głosowaniem w sprawie wyboru nowej liderki ugrupowania.
W czwartek około południa doszło do awantury w klubie Polski 2050. Sprawę jako pierwszy opisał portal tvn24.pl, natomiast my poznaliśmy kulisy sporu. W środę, jak wynika z naszych ustaleń, wygasły mandaty dziewięciorga delegatów (sześciu posłów i trzech senatorów) klubu parlamentarnego Polski 2050 do Rady Krajowej tej partii. W tej sytuacji część posłów, z wiceprzewodniczącą klubu Aleksandrą Leo na czele, postanowiła w czwartek przed południem rozpocząć procedurę uzupełnienia składu Rady. W trybie obiegowym przyjęta została uchwała w sprawie „przeprowadzenia wyborów dziewięciu członków Rady Krajowej” Polski 2050. Informację o decyzji klubu zamieścił na portalu X poseł Marcin Skonieczka.
Tyle że – jak relacjonują w rozmowie z Gazeta.pl nasze źródła – procedura uzupełnienia składu Rady Krajowej została podjęta pod nieobecność szefa klubu Polski 2050 Pawła Śliza (polityk jest nieobecny w czwartek w Sejmie ze względów rodzinnych, uczestniczy w pogrzebie). W tej sytuacji część parlamentarzystów nie uznała uchwały, a posłanka Aleksandra Leo, decyzją Śliza, została odwołana z funkcji wiceprzewodniczącej. Jednocześnie inny wiceszef klubu, poseł Bartosz Romowicz został pierwszym wiceprzewodniczącym, a sekretarz klubu Kamil Wnuk – drugim wiceprzewodniczącym.
„Próba puczu w klubie Polska 2050. Aleksandra Leo poza swoimi uprawnieniami usiłowała wybrać za plecami Pawła Śliza reprezentację klubu w Radzie Krajowej. W czasie kiedy Paweł Śliz zajmuje się bardzo smutnymi rodzinnymi sprawami. Bezrozumne i bezduszne. Nie do takiej polityki szliśmy” – napisał w czwartek na X Bartosz Romowicz. „Najpierw jesteśmy ludźmi, przykro mi, Aleksandro Leo, że robisz politykę w taki sposób i w takim momencie” – dodał na tym samym portalu Kamil Wnuk.
Według posłów, sympatyzujących z Aleksandrą Leo, to nie ona złamała prawo. Nie ma też mowy o jakimkolwiek „puczu”. – To było działanie zgodne z regulaminem klubu. Ola Leo jako wiceprzewodnicząca miała prawo złożyć uchwałę, żeby dobrać osoby, którym wygasły mandaty do Rady Krajowej. To wszystko było zgodnie z prawem, tak jak się umówiliśmy jako klub. To, że kolegom coś się nie podoba i uznali, że nie miała do tego prawa, nie zmienia faktu, że Ola Leo to prawo miała – podkreśla w rozmowie z Gazeta.pl posłanka Ewa Szymanowska.
Według niej, to przewodniczący Śliz nie miał prawa odwołać Aleksandry Leo. – Pismo, które wydał Paweł Śliz powinno zostać cofnięte, bo nie było żadnych podstaw, żeby ją odwołać. A jeżeli już tak mamy działać, to się zastanówmy, czy zachowanie Bartosza Romowicza, który wewnętrzne sprawy klubu wrzuca na X, jest właściwe i czy zachowanie Kamila Wnuka, który wczoraj na plenarce wydzierał się na posła Petru jest właściwe – dodaje Szymanowska.
Co ciekawe, pismo Pawła Śliza, dotyczące zmian w prezydium klubu, które poznała również Gazeta.pl, jest datowane na 21 stycznia. Tymczasem – jak wynika z naszych informacji – jeszcze w środę Aleksandra Leo prowadziła obrady klubu. – Nikt jej nie poinformował o odwołaniu, w związku z tym wygląda na to, że zostało antydatowane – słyszymy od posłów przychylnych zdymisjonowanej wiceszefowej klubu.
Sama Aleksandra Leo również uważa, iż uchwała Śliza została podjęta w czwartek, już po wszczęciu procedury uzupełnienia składu Rady Krajowej. – Jeszcze wczoraj (przewodniczący Śliz – przyp. red.) prosił, żebym poprowadziła posiedzenie klubu i abym zastąpiła go podczas Konwentu Seniorów – mówiła Leo dziennikarzom w Sejmie. Dodała, iż nadal zasiada we władzach klubu. – Będziemy sobie to wyjaśniać – zapowiedziała.
Czwartkowa awantura w Polsce 2050 to jedna z odsłon konfliktu, który zaistniał już kilka tygodni temu przy okazji wyborów wewnętrznych. Do drugiej tury przeszły w nich dwie ministerki: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska. Paweł Śliz jest zwolennikiem pierwszej z nich, Aleksandra Leo – tej drugiej. W partii więc cały czas trwa próba sił i rywalizacja o to, kto ostatecznie zbierze więcej głosów i zwycięży w wyborczej dogrywce, która odbędzie się prawdopodobnie w przyszłą sobotę (31 stycznia).
O spokój w partii zaapelował w czwartek założyciel i dotychczasowy lider Polski 2050 Szymon Hołownia. – Koleżanki i koledzy, to nie jest sejmik szlachecki w XVIII wieku. To nie jest serial „1670”, to jest Polska 2050. A więc jeżeli ktoś chce robić Polskę 1670, to zapraszam go w inne miejsca, których na scenie politycznej nie brakuje, ale to już, przepraszam, nie ze mną – mówił Hołownia w czwartek w Sejmie. Dopytywany, ocenił jednak, iż to Aleksandra Leo przekroczyła swe uprawnienia. – Ale dziś jeszcze raz apeluję do dwóch frakcji, do stronnictw obu kandydatek: opamiętajcie się. Wreszcie się opamiętajcie – powiedział Hołownia.
Początkowo druga tura wyborów przewodniczącego Polski 2050 odbywała się 12 stycznia, jednak ze względu na problemy techniczne z systemem do głosowania, została unieważniona. Powtórzona wyborcza dogrywka ma się odbyć do końca miesiąca.
Z naszych informacji wynika, iż większe szanse na zwycięstwo ma Paulina Hennig-Kloska, ministerka klimatu i środowiska. Stąd, jak tłumaczą jej zwolennicy – nerwowość partyjnego zaplecza jej rywalki, ministerki funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Źródło: gazeta.pl
