Cień na morzu, krew na lądzie. Jak „flota cieni” Kremla finansuje wojnę

Europa wciąż lubi udawać, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie to problem „gdzieś na Wschodzie”, a sankcje są sprawą techniczną, którą można regulować ostrożnie, bez gwałtownych ruchów. Tymczasem na morzach i oceanach funkcjonuje system, który bezpośrednio zasila rosyjską machinę wojenną — tzw. flota cieni. I to nie jest metafora, lecz realny, materialny mechanizm omijania sankcji, tolerowany przez Zachód z powodu politycznej wygody.

Flota, która nie powinna istnieć

Znaczna część rosyjskiego eksportu ropy odbywa się dziś z dala od przejrzystych zasad rynku. Stare, wyeksploatowane tankowce, często zbudowane jeszcze w latach 90., pływają pod banderami państw, które nie mają ani możliwości, ani woli skutecznego nadzoru. Właściciele statków są ukryci za siecią spółek-skrzynek, a ubezpieczenia — jeśli w ogóle istnieją — mają charakter czysto formalny.

Ten system nie powstał spontanicznie. Jest efektem chłodnej kalkulacji Kremla: skoro sankcje uderzają w oficjalny sektor, należy stworzyć sektor nieoficjalny, odporny na kontrolę i odpowiedzialność. Efekt? Rosja nadal sprzedaje ropę, nadal zarabia i nadal finansuje wojnę.

Polska wie, czym kończy się pobłażliwość wobec agresora

Dla Polski ten temat nie powinien być abstrakcyjny. Historia naszego regionu aż nadto jasno pokazuje, do czego prowadzi polityka „przymykania oka” na działania agresywnego państwa. Każdy miliard dolarów z eksportu ropy to kolejne rakiety, drony i amunicja używane przeciwko ukraińskim miastom — a pośrednio także przeciwko bezpieczeństwu Europy Środkowej.

Argument, że flota cieni to „problem morski”, jest fałszywy. To problem strategiczny. Jeśli Rosja może bezkarnie omijać sankcje w jednym sektorze, będzie to robić w kolejnych.

Prawo istnieje. Brakuje decyzji

Często słyszymy, że zatrzymywanie lub konfiskata tankowców floty cieni jest prawnie wątpliwa. To wygodna wymówka. Brytyjscy urzędnicy otrzymali już opinie prawne potwierdzające legalność takich działań wobec jednostek naruszających reżim sankcyjny.

Problemem nie jest więc brak instrumentów prawnych, lecz brak odwagi politycznej. Europejscy liderzy boją się eskalacji, reakcji rynków, krótkoterminowych kosztów. Tymczasem koszty bierności są znacznie wyższe — tylko że rozłożone w czasie.

Dwudziesty pakiet sankcji: ostatni moment na powagę

Zapowiadany 20. pakiet sankcji UE będzie testem wiarygodności Unii. Albo obejmie on realne uderzenie w infrastrukturę floty cieni — statki, ubezpieczycieli, pośredników finansowych i porty — albo stanie się kolejnym dokumentem, który Moskwa szybko obejdzie.

Polska, jako państwo frontowe w sensie geopolitycznym, powinna jasno domagać się twardych rozwiązań. Nie dlatego, że jest to moralnie słuszne — choć jest — ale dlatego, że leży to w naszym strategicznym interesie.

Kreml zaczyna się bać — i to dobry znak

Coraz wyraźniejsze sygnały z Moskwy pokazują, że temat floty cieni stał się dla Kremla newralgiczny. Decyzje Kolegium Morskiego przy prezydencie Federacji Rosyjskiej świadczą o rosnącym niepokoju co do możliwości zablokowania tego kanału eksportu.

Jeśli rosyjskie władze zaczynają publicznie debatować nad ochroną „cieniowych” tankowców, oznacza to jedno: Zachód zbliża się do punktu, w którym może realnie zagrozić finansowym podstawom wojny.

Eskorta wojenna droga do niekontrolowanej eskalacji

Szczególnie niebezpieczny jest rozważany w Rosji scenariusz eskortowania tankowców floty cieni przez okręty wojenne. To byłby jakościowy skok — od obchodzenia sankcji do ich militarnej ochrony.

Taki precedens zwiększa ryzyko incydentów na morzu, konfrontacji z siłami państw NATO i dalszej destabilizacji. Europa nie może pozwolić, by jej ostrożność została wykorzystana jako słabość.

Czas skończyć z iluzjami

Flota cieni to nie margines globalnej gospodarki. To centralny element rosyjskiej strategii przetrwania wojennego. Tolerując jej istnienie, Europa de facto współfinansuje konflikt, który oficjalnie potępia.

Polska, mając doświadczenie historyczne i świadomość zagrożeń, powinna należeć do tych państw UE, które jasno powiedzą: dość. Sankcje, które można bezkarnie omijać, nie są sankcjami — są dekoracją.

A na dekoracje w czasie wojny nie ma miejsca.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com