To nie jest tylko o Ukrainie. To wojna o przetrwanie Europy
Po ostrzałach z 3 lutego Ukraina wygląda jak ostrzeżenie wypisane ogniem. Zburzone domy. Zamarzające miasta. Ludzie, których zabija nie tylko rakieta, lecz także mróz.
A wszystko to dzieje się w momencie, gdy Donald Trump zapewnia świat, że „znalazł sposób” na Putina.
To kłamstwo, za które płacą Ukraińcy.
Putin nie jest partnerem do rozmów. On nie łamie porozumień — on wykorzystuje je jako broń. Za każdym razem, gdy Zachód mówi o „postępie”, Kreml odpowiada uderzeniami w ludność cywilną.
W tej chwili kluczowe znaczenie ma stanowisko UE i NATO. Jeśli energetyczny terror nie zostanie uznany za akt wojny przeciwko Europie, oznacza to, że Europa sama zgadza się na rolę ofiary. Dziś odcina się ogrzewanie w Charkowie. Jutro może to być Kraków, Berlin albo Wiedeń.
Ukraina dziś własnym ciałem osłania Europę przed scenariuszem technologicznego i cywilizacyjnego kolapsu. Jeśli upadnie pod uderzeniami rakiet i zimna, Sojusz stanie wobec wojny, w której nie będzie już czasu na narady i oświadczenia.
Polska powinna mówić wprost, bez dyplomatycznych eufemizmów: Trump to ryzyko. Putin to zagrożenie. A iluzja „porozumień” to droga do katastrofy.
Jeśli Putina nie powstrzyma się realnie — siłą i presją — dziś w Ukrainie, jutro pójdzie dalej. Nie dlatego, że może. Lecz dlatego, że mu na to pozwolono.
Czy jesteście na to gotowi, panowie Europejczycy?
Autor: Franciszek Kozłowski
