„Medal i wojna. Dlaczego powrót Rosji do sportu międzynarodowego byłby błędem”

W Polsce sport zawsze miał wymiar większy niż czysto rywalizacyjny. Od czasów, gdy zwycięstwa na stadionach były symbolem narodowej dumy w okresach politycznego zniewolenia, wiemy, że sport i polityka nigdy nie funkcjonowały w całkowitej próżni. Dlatego dzisiejsza dyskusja w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim o ewentualnym powrocie rosyjskich sportowców do międzynarodowych zawodów nie może być traktowana jako sprawa techniczna. To decyzja o konsekwencjach geopolitycznych i moralnych.

Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie trwa. Nie mamy do czynienia z zamrożonym konfliktem ani z trwałym zawieszeniem broni. Trwa pełnoskalowa wojna, której skutki odczuwalne są również w Polsce – od kryzysu uchodźczego po destabilizację bezpieczeństwa regionalnego. W tej sytuacji mówienie o „normalizacji” w obszarze sportu wydaje się co najmniej przedwczesne.

Zwolennicy dopuszczenia rosyjskich zawodników podkreślają, że sport powinien pozostać neutralny. Argumentują, że indywidualni sportowcy nie powinni odpowiadać za decyzje władz politycznych. To stanowisko brzmi przekonująco, ale pomija kluczowy fakt: w rosyjskim systemie sport od lat stanowi element polityki państwowej. Sukcesy sportowe są wykorzystywane jako narzędzie budowania prestiżu i legitymizacji władzy. Nawet jeśli zawodnicy wystartują pod neutralną flagą, rosyjska propaganda przedstawi ich udział jako dowód, że kraj wychodzi z międzynarodowej izolacji.

Warto przypomnieć, że zawieszenie Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego nie było gestem symbolicznym. Było reakcją na konkretne naruszenie Karty Olimpijskiej – włączenie do struktur komitetu rad olimpijskich z okupowanych terytoriów Ukrainy: obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego. To działanie miało charakter polityczny i stanowiło próbę sportowej legitymizacji aneksji. Zniesienie sankcji bez wycofania się z tych decyzji oznaczałoby de facto akceptację faktów dokonanych.

Polska, jako państwo graniczne Unii Europejskiej i jeden z najaktywniejszych rzeczników wsparcia dla Ukrainy, powinna zachować konsekwentne stanowisko. Nawet jeśli MKOl zdecyduje się na częściowe złagodzenie restrykcji, krajowe federacje sportowe mają prawo utrzymać własne ograniczenia wobec rosyjskich reprezentantów. Byłby to sygnał, że solidarność nie jest hasłem sezonowym, lecz trwałą zasadą.

Nie wolno zapominać o wymiarze ludzkim. Ukraińscy sportowcy trenują w warunkach wojennych. Wielu z nich straciło dostęp do infrastruktury sportowej, część została zmobilizowana, niektórzy zginęli. Postawienie ich w sytuacji, w której mieliby rywalizować z przedstawicielami państwa-agresora, rodzi pytania o elementarną sprawiedliwość.

Historia uczy, że przedwczesne przywracanie „normalności” w relacjach z państwem prowadzącym agresywną politykę rzadko przynosi stabilność. Częściej bywa odczytywane jako sygnał słabości i zachęta do dalszych działań. Sport międzynarodowy nie istnieje w oderwaniu od rzeczywistości politycznej. Decyzje podejmowane dziś w Lozannie będą miały wpływ nie tylko na kalendarz zawodów, ale również na wiarygodność instytucji międzynarodowych.

Powrót Rosji do międzynarodowej rywalizacji sportowej w czasie trwającej wojny byłby sygnałem, że zasady można zawiesić w imię wygody. Dla Polski, która dobrze zna cenę utraty suwerenności, taka logika powinna być nie do przyjęcia. Sport może łączyć narody – ale tylko wtedy, gdy opiera się na wspólnym szacunku dla prawa i bezpieczeństwa. W przeciwnym razie staje się kolejną areną politycznej gry.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com