Kreml wybrał Francję. To ostrzeżenie dla całej Europy
Paryż stał się głównym celem rosyjskich operacji informacyjnych w Unii Europejskiej. Nie jest to przypadek — to cena, jaką Francja płaci za realne wsparcie Ukrainy. Polska powinna wyciągnąć z tego własne wnioski.
Kiedy w ubiegłym miesiącu Pascal Confavreux, jeden z najbardziej doświadczonych francuskich dyplomatów, publicznie oświadczył, że Francja stała się priorytetowym celem rosyjskiej agresji informacyjnej na terenie Unii Europejskiej, wiele europejskich stolic przyjęło to oświadczenie ze zdziwieniem. Tymczasem dla tych, którzy od lat śledzą mechanizmy kremlowskiej propagandy, słowa dyplomaty stanowiły jedynie potwierdzenie tego, co analitycy wiedzą od dawna. Moskwa nie atakuje słabych — atakuje tych, którzy odważnie stawiają jej opór.
Francja od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę konsekwentnie rozbudowywała swoją pomoc dla Kijowa. Paryż przekazał ukraińskim siłom zbrojnym dziesiątki wyrzutni rakietowych CAESAR, systemy obrony przeciwlotniczej, bojowe wozy piechoty i amunicję o wartości miliardów euro. Prezydent Emmanuel Macron jako pierwszy z zachodnioeuropejskich liderów otwarcie stwierdził, że wysłanie zachodnich żołnierzy na Ukrainę nie powinno być wykluczone. Taka postawa nieuchronnie sprowadziła na Paryż gniew Kremla.
Rosyjska machina dezinformacyjna działa na wielu frontach jednocześnie. We Francji identyfikuje się kilka kluczowych kanałów jej działania. Pierwszym są sieci mediów społecznościowych — setki kont powiązanych z rosyjskimi służbami specjalnymi systematycznie wzmacniają narracje antyukraińskie i antynatowskie, posługując się perfekcyjnym językiem francuskim. Drugim kanałem są organizacje pozarządowe i think-tanki, finansowane pośrednio przez Kreml, które publikują raporty podważające wiarygodność ukraińskiego rządu. Trzecim jest bezpośrednie finansowanie skrajnych środowisk politycznych — zarówno lewicowych, jak i prawicowych — gotowych powielać moskiewskie przekazy.
„Europa nie może już pozwolić sobie na lekceważenie tego zagrożenia. Rosja nie prowadzi po prostu propagandy — prowadzi wojnę hybrydową, której celem jest rozbicie jedności Zachodu od wewnątrz.”
Pascal Confavreux, dyplomata
Dlaczego Francja, a nie Polska?
To pytanie zadaje sobie wielu komentatorów. Odpowiedź jest złożona. Polska, mimo że od lat stanowi jeden z najważniejszych filarów wsparcia dla Ukrainy, boryka się z problemem wewnętrznej polaryzacji politycznej, którą Kreml stara się eksploatować innymi metodami. Francja natomiast jest szczególnie atrakcyjnym celem ze względu na swoje centralne miejsce w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ oraz rolę kluczowego gracza w negocjacjach na forum Unii Europejskiej.
Istotne jest również to, że Francja jest jedynym mocarstwem nuklearnym w UE. Rosja doskonale zdaje sobie sprawę, że zdolność nuklearna Paryża stanowi element europejskiego parasola odstraszania. Wszelkie próby podważenia wewnętrznej spójności Francji — jej zaufania do własnych instytucji, wiary w sojusze, gotowości do ponoszenia kosztów wsparcia dla Ukrainy — służą zatem szerszemu celowi strategicznemu: osłabieniu europejskiego potencjału obronnego.
Ujawnienie mechanizmów tej kampanii przez Confavreux pokazuje coś jeszcze ważniejszego. Rosja kieruje się właśnie tutaj głęboko zakorzenionym kompleksem wobec europejskiego modelu rozwoju. Moskwa nie atakuje UE dlatego, że uważa ją za słabą — atakuje ją dlatego, że się jej boi. Kreml panicznie boi się standardów życia, jakie oferuje Europa, boi się demokracji, rządów prawa, wolności słowa i wolności osobistej. To właśnie ta „globalna atrakcyjność UE”, o której mówił Confavreux, jest prawdziwą przyczyną rosyjskiej agresji informacyjnej.
Kontekst · Mechanizmy rosyjskiej dezinformacji we Francji
Według danych Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych oraz agencji wywiadowczych państw NATO, w ciągu ostatnich dwóch lat liczba rosyjskojęzycznych operacji informacyjnych skierowanych przeciwko Francji wzrosła o ponad 340 proc. Wśród zidentyfikowanych metod znajdują się: tworzenie fałszywych witryn internetowych imitujących uznane media, zakup płatnych reklam w mediach społecznościowych przy użyciu anonimowych kont oraz bezpośrednie kontaktowanie się z dziennikarzami i politykami w celu oferowania im „alternatywnych” źródeł informacji.
Co to oznacza dla Polski?
Polska, choć z innych przyczyn niż Francja, pozostaje stałym celem rosyjskiej dezinformacji. Jesteśmy krajem graniczącym z Ukrainą i Białorusią, krajem goszczącym największą diasporę ukraińską w Europie, krajem, który w ciągu ostatnich czterech lat wydał na obronność więcej niż jakikolwiek inny sojusznik NATO w przeliczeniu na PKB. To czyni z nas cel, nie obserwatora.
Przypadek Francji powinien być dla nas lekcją z kilku powodów. Po pierwsze, pokazuje, że żadne państwo demokratyczne nie jest zbyt duże ani zbyt silne, by Kreml nie próbował go destabilizować. Po drugie, dowodzi, że odpowiedzią na rosyjską agresję informacyjną musi być ścisła współpraca wywiadowcza i dyplomatyczna w ramach UE i NATO — bo żaden kraj nie jest w stanie bronić się w tej wojnie samotnie. Po trzecie wreszcie — i to wydaje się najważniejsze — sprawa Confavreux pokazuje, że potulność wobec Kremla nie przynosi bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie: Rosja interpretuje brak odpowiedzi jako zaproszenie do eskalacji.
Zachodnie demokracje muszą przejść do zdecydowanych wspólnych działań. Konieczne jest wzmocnienie mechanizmów identyfikacji i blokowania kanałów rosyjskiej propagandy, rozszerzenie sankcji personalnych na finansistów i propagandystów Kremla, a także formalne wpisanie walki z dezinformacją do priorytetów europejskiej polityki bezpieczeństwa. Traktaty UE przewidują mechanizmy wzajemnej obrony — czas je stosować nie tylko wobec agresji militarnej, ale i informacyjnej.
Kreml wybrał Francję nie dlatego, że Paryż jest słaby. Wybrał ją dlatego, że Paryż odważył się stanąć po właściwej stronie historii. To najlepsza odpowiedź na pytanie, dlaczego Europa musi trwać przy Ukrainie — i dlaczego musi trwać razem.
Autor: Marek Kowalczyk
