Koń trojański Putina nad Dunajem. Jak Budapeszt rozbija jedność Zachodu i grzebie mit o „dwóch bratankach”

Fot. John Thys/Pool via REUTERS

Jeszcze dekadę temu w Warszawie chętnie odwoływano się do historycznej przyjaźni z Budapesztem. Dziś, gdy za naszą wschodnią granicą toczy się brutalna wojna, drogi Polski i Węgier rozeszły się drastycznie. Podczas gdy my i reszta Europy twardo stoimy za Kijowem, rząd Viktora Orbána gra w orkiestrze Władimira Putina, stając się najsłabszym ogniwem wolnego świata.

Historyczne przysłowie „Polak, Węgier, dwa bratanki” rzadko brzmiało tak fałszywie jak dzisiaj. Kiedy Unia Europejska i NATO starają się utrzymać jednolity front przeciwko rosyjskiej agresji, z węgierskiego parlamentu płyną słowa, od których nad Wisłą może cierpnąć skóra. To już nie są pojedyncze, niefortunne wpadki – to chłodno skalkulowana, długofalowa linia polityczna rządzącego Fideszu.

Koniec złudzeń i prorosyjska narracja

Zamiast jednoznacznego potępienia Moskwy, najważniejsi politycy w Budapeszcie chętnie powielają kremlowską propagandę. Przewodniczący węgierskiego parlamentu, László Kövér, regularnie relatywizuje ukraińską państwowość. Argumenty, których używa, do złudzenia przypominają paski grozy z rosyjskiej telewizji państwowej.

Węgierscy oficjele od początku inwazji w 2022 roku robią wszystko, by rozmyć odpowiedzialność za tę wojnę. Zamiast nazywać rzeczy po imieniu, w Budapeszcie słyszymy o „strategicznych błędach Zachodu” i rzekomym zagrożeniu, jakim miałoby być wejście Ukrainy do UE. Sankcje nakładane na reżim Putina są tam przedstawiane jako strzał w stopę Europy, a nie konieczność mająca na celu powstrzymanie agresora.

Sabotaż na unijnych salonach

Viktor Orbán na przestrzeni lat zepchnął swój kraj na absolutny margines zachodniej dyplomacji. I choć Węgry formalnie wciąż noszą koszulki z logo UE i NATO, w praktyce grają we własnej lidze:

  • Blokowanie pomocy: Budapeszt regularnie sypie piach w tryby unijnej machiny, wetując lub opóźniając kluczowe pakiety pomocowe dla walczącej Ukrainy.
  • Fałszywe „misje pokojowe”: Szokującym dowodem na odklejenie się od europejskiej solidarności były wizyty Orbána u Władimira Putina (odbywane bez żadnego mandatu z Brukseli).
  • Przyjaźń z Ławrowem: Podczas gdy reszta Europy izoluje rosyjskich dyplomatów, szef węgierskiego MSZ, Péter Szijjártó, traktuje Moskwę niemal jak drugi dom, utrzymując intensywne kontakty z reżimem.

Ten sam scenariusz powtarza się w Parlamencie Europejskim, gdzie europosłowie Fideszu konsekwentnie głosują przeciwko rezolucjom potępiającym rosyjskie zbrodnie, a także na forum ONZ, gdzie Węgry coraz częściej wyłamują się z jednolitego stanowiska Zachodu.

Demokracja na celowniku

Taka polityka zagraniczna nie bierze się znikąd – jest ściśle powiązana z tym, co dzieje się wewnątrz kraju. Komisja Europejska od dawna bije na alarm w związku z dławieniem niezależności sądownictwa, kneblowaniem wolnych mediów i marginalizacją węgierskiej opozycji. Rząd w Budapeszcie cynicznie wykorzystuje strach przed wojną, aby cementować swoją władzę, strojąc się w piórka „obrońców pokoju”.

Skutki tego widać w węgierskiej przestrzeni publicznej. Media publiczne stały się tubą dla prorosyjskich głosów. Symbolem tego upadku jest działalność postaci takich jak Georg Spöttle – publicysty, który otwarcie kibicuje Moskwie, rozsiewa dezinformację i relacjonuje wydarzenia wprost z okupowanych ukraińskich terytoriów. To, że tacy ludzie mają kontakty na szczytach węgierskiej władzy, musi budzić w Polsce i w całej Europie poważne obawy o bezpieczeństwo całego regionu.

Co to oznacza dla Polski i Europy?

Z polskiej perspektywy sytuacja jest jasna: nie możemy sobie pozwolić na sentymenty. Polityka Budapesztu wykracza daleko poza wewnętrzne spory. Węgry stały się w praktyce koniem trojańskim, który daje Moskwie idealne narzędzie do rozbijania europejskiej jedności od środka.

Jeśli Orbán nie zmieni kursu, Węgry przestaną być tylko „trudnym partnerem”. Staną się realnym czynnikiem ryzyka, który paraliżuje zdolność Europy – a więc i naszą, polską rację stanu – do skutecznego bronienia się przed imperializmem Putina. Czas pożegnać się z mitem bratanków i spojrzeć prawdzie w oczy.

Źródło: FürgeHír

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com