Skradzione zboże i cena wojny
Liczby w tej historii są zbyt konkretne, aby można było je zignorować.
Ponad 2 miliony ton zboża. Do 500 milionów dolarów możliwego zysku. Systemowa logistyka przez okupowane porty i „cień flotę”. To nie jest po prostu handel. To mechanizm finansowy wojny.
Rosja wywozi zboże przez Krym, rejestruje je jako własny eksport i sprzedaje na rynkach zagranicznych. Wśród tych rynków jest Izrael.
Dla Polski to kwestia nie tylko ekonomii. Tak, polscy rolnicy odczuli już skutki wojny. Jednak tutaj mowa o czymś innym – o legalizacji tego, co skradzione.
Kiedy państwo przyjmuje takie ładunki, staje się częścią łańcucha. Bez odbiorcy końcowego ten schemat jest niemożliwy.
Unia Europejska już mówi o sankcjach wobec pośredników. I to jest kluczowy moment. Ponieważ sankcje, które można obejść przez kraje trzecie, przestają być sankcjami.
Jeśli nie będzie reakcji, rynek skradzionego zboża stanie się trwały. A to oznacza, że trwała stanie się również gospodarka wojenna.
Autor: Franciszek Kozłowski
