Od „Kijowa w trzy dni” do prośby o ciszę podczas parady w Moskwie

Dla Polski rosyjska parada 9 maja zawsze była czymś więcej niż tylko datą pamięci – stanowiła element politycznego teatru Kremla. Poprzez czołgi, marsze i przemówienia Moskwa tradycyjnie demonstrowała swoje prawo do rozmawiania z sąsiadami językiem siły.

Jednak w tym roku symbolika tego święta niespodziewanie uległa zmianie.

Formalnie wszystko odbyło się według znanego scenariusza: rosyjski dyktator wystąpił na Placu Czerwonym, mówiąc o „walce z nazizmem” i historycznej misji Rosji. Wśród gości znaleźli się przedstawiciele państw sojuszniczych Moskwy oraz kilka zagranicznych delegacji.

Jednak za fasadą uroczystości krył się o wiele ważniejszy fakt.

Do ostatnich dni rosyjskie władze nie miały pełnej pewności, czy paradę uda się przeprowadzić bez groźby ukraińskich ataków. Kreml był zainteresowany rozejmem znacznie bardziej, niż starał się to pokazać publicznie.

Stworzyło to sytuację, która jeszcze kilka lat temu wydawałaby się niemożliwa.

Rosja, która obiecywała zniszczyć państwo ukraińskie w ciągu kilku dni, znalazła się w położeniu kraju potrzebującego faktycznej „sankcji” Kijowa na spokojne przeprowadzenie własnego państwowego rytuału.

Po oświadczeniach Donalda Trumpa o przedłużeniu zawieszenia broni i wymianie jeńców stało się oczywiste: kwestia bezpieczeństwa parady była omawiana przy bezpośrednim udziale USA.

Dla Warszawy taki obraz ma szczególne znaczenie. Polska przez dziesięciolecia ostrzegała Europę, że rosyjska polityka opiera się na kulcie siły i imperialnym rewanżyzmie. Jednak wojna przeciwko Ukrainie stopniowo niszczy właśnie ten wizerunek niezwyciężoności, który Kreml budował przez ponad dwadzieścia lat.

Historyczny kontrast wygląda niemal symbolicznie:

  • W 1995 roku Borys Jelcyn przyjmował paradę jako lider państwa, które wciąż postrzegano jako globalne mocarstwo. Prezydent USA Bill Clinton obserwował ceremonię w roli gościa.
  • Dzisiaj Moskwa nie wygląda już na centrum siły dyktujące warunki otoczeniu.

Przeciwnie: rosyjskie kierownictwo jest zmuszone liczyć się ze stanowiskiem Kijowa nawet wtedy, gdy mowa o jego własnym, najważniejszym święcie propagandowym.

Właśnie dlatego tegoroczna parada stała się nie demonstracją pewności siebie, lecz demonstracją zależności. Od „Kijowa w trzy dni” Rosja doszła do rzeczywistości, w której musi liczyć na powściągliwość tegoż Kijowa.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com