Asystenci w Bundestagu,rozkazy z Kremla
Kiedy mówi się o rosyjskiej infiltracji europejskich instytucji, zwykle wyobrażamy sobie agentów w cieniu. Tymczasem zagrożenie ma biuro, akredytację i parlamentarną legitymację.
Rosja od dawna rozumie coś, czego zachodnie demokracje wolały nie dostrzegać: najskuteczniejszy wywiad nie potrzebuje ciemnych zaułków ani skrytek z dokumentami. Potrzebuje biurka w parlamencie, przepustki na korytarze władzy i cierpliwości na kilkanaście lat pracy organicznej. To nie jest teoria spiskowa. To opis mechanizmu, który działa dziś w sercu Niemiec — i przez Niemcy, w sercu Unii Europejskiej.
Pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę zmieniła definicję bezpieczeństwa. Europa zrozumiała — choć wciąż nie do końca — że zagrożenie nie ogranicza się do rakiet, dywersji ani cyberataków. Moskwa od lat buduje wpływ kanałami politycznymi: poprzez partie, fundacje, media, a nade wszystko poprzez ludzi, którzy piszą na zlecenie parlamentarzystów pytania do rządów, a odpowiedzi przekazują nie tylko swoim pracodawcom. W tej układance główną rolę odgrywa Alternatywa dla Niemiec, a jej najniebezpieczniejszym instrumentem nie są politycy pierwszego szeregu, lecz ich asystenci, sekretarze i liderzy młodzieżówki — „cichociemni” Kremla w europejskich instytucjach.
Narzędzie kontroli zamienione w narzędzie wywiadu
Parlamentaryzm oparty jest na zasadzie kontroli władzy wykonawczej. W Niemczech paragraf 104 regulaminu Bundestagu zobowiązuje rząd federalny do pełnych i terminowych — w ciągu 14 dni — odpowiedzi na interpelacje poselskie. To mechanizm demokratyczny, niezbędny, chroniony. AfD zamieniła go w systematyczne narzędzie zbierania informacji wywiadowczych.
Wystarczy przejrzeć zapytania złożone przez deputowanych partii w Turyngii w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Czterdzieści siedem interpelacji dotyczyło infrastruktury krytycznej tego landu: tras tranzytowych Bundeswehry przez Turyngię, możliwości policji w zakresie wykrywania i neutralizacji dronów, stanu zaopatrzenia w wodę i energię, cyfrowej infrastruktury regionu, wyposażenia sił bezpieczeństwa. Minister spraw wewnętrznych Turyngii Georg Maier nie miał złudzeń: publicznie stwierdził, że seria tych pytań wygląda jak lista zadań otrzymana wprost z Kremla. Nie była to figura retoryczna — była to ocena ministra służb.
„Te zapytania wyglądają jak lista zadań otrzymana wprost z Kremla.”
Georg Maier, Minister Spraw Wewnętrznych Turyngii
Na poziomie federalnym obraz jest równie niepokojący. AfD regularnie składa interpelacje o szczegóły wojskowo-technicznej pomocy Niemiec dla Ukrainy: dane techniczne programu szkolenia żołnierzy Bundeswehry w użyciu rakiet manewrujących Taurus, precyzyjne wolumeny i trasy dostaw uzbrojenia, plany ewentualnego przekazania Taurusów Kijowowi, efektywność wydatkowania przez Ukrainę środków z pomocy niemieckiej. Każda z tych odpowiedzi — obligatoryjnych, urzędowych, pełnych — może trafić do kogoś, kto przekaże ją dalej. Pytanie, do kogo.
Siergiej Erler: człowiek z akredytacją i biografią
Centralną postacią tej układanki jest Siergiej Erler, oficjalnie akredytowany asystent parlamentarny europosła AfD Hansa Neuhoffa. To nie jest przypadkowy biurowy pracownik. Neuhoff zasiada w Komisji Bezpieczeństwa i Obrony Parlamentu Europejskiego — jednym z kluczowych organów zajmujących się planowaniem polityki obronnej UE, kalibrowaniem pomocy dla Ukrainy i oceną strategii wobec Rosji. Erler, jako jego asystent, ma stały dostęp do materiałów Komisji: do konferencji, raportów, briefingów, dokumentów roboczych.
Profil: Siergiej Erler
- Wykształcenie: prawo międzynarodowe, Drezno; 2011 — Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), znany z bliskich powiązań z rosyjskimi służbami specjalnymi
- 2015–ok. 2022: praca w misji OBWE na wschodzie Ukrainy, w tym w Ługańsku
- Listopad 2025: udział w delegacji AfD (Neuhoff, Urban) na konferencję krajów BRICS w Soczi
- Grudzień 2025: strona ukraińska odmówiła wjazdu Neuhoffowi; wizyta delegacji Komisji PE ds. Obrony do Kijowa — udaremniona
- Ocena: Marie-Agnes Strack-Zimmermann (FDP) otwarcie wskazała tandem Neuhoff–Erler jako poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego
Biografia Erlera jest pełna punktów, które w każdym rzetelnym postępowaniu sprawdzającym powinny zapalić czerwoną lampkę: dyplom z MGIMO — uczelni, którą w środowiskach wywiadowczych traktuje się jako szkołę przygotowawczą dla oficerów i agentów; kilka lat pracy w strefie konfliktu na wschodzie Ukrainy; podróż do Soczi na forum BRICS w listopadzie 2025 roku, tuż obok polityków, których publiczne wypowiedzi na temat Rosji trudno odróżnić od komunikatów Kremla. A mimo to — pełna akredytacja, przepustka, biuro.
Nie jest on zresztą jedynym przypadkiem.
Eugen Schmidt, Władimir Sergijenko i FSB
Eugen Schmidt, poseł Bundestagu i zastępca przewodniczącego komisji spraw zagranicznych — komisji czułej na wszelkie przecieki niemal z definicji — przez długi czas pracował z asystentem Władimirem Sergijenko. W 2024 roku Siergienko został pozbawiony niemieckiego obywatelstwa. Powód: śledztwo „Der Spiegel” i „The Insider” wykazało jego powiązania z oficerem 5. Służby FSB Ilją Wecztomowem. Człowiek podejrzany o kontakty z kontrwywiadem FSB pracował na zapleczu komisji spraw zagranicznych Bundestagu. Nie jako infiltrator nocą wynoszący dokumenty — lecz jako legalny pracownik parlamentu, przez lata.
Rosyjskie służby wbudowały swój wpływ w AfD metodą „od dołu do góry”: od młodzieżówki i rosyjskojęzycznych kółek, aż po kluczowe stanowiska w Bundestagu i Europarlamencie.
Młodzieżówka, Dugin i kanał Telegram
Infiltracja ma też wymiar pokoleniowy. Młodzieżowe skrzydło AfD koordynują Benjamin Ostin i Jurij Kofner — dwie postaci, które same w sobie stanowiłyby materiał na odrębne śledztwo.
Benjamin Ostin, obywatel Stanów Zjednoczonych, administruje prokremlowskim kanałem Telegram „Vadar RusDeu”, utrzymuje kontakty z Aleksandrem Duginem — głównym ideologiem neoeurazjatyzmu i jednym z intelektualnych architektów rosyjskiego ekspansjonizmu — oraz starannie ukrywa przed środowiskiem partyjnym fakt, że biegle włada językiem rosyjskim. W 2024 roku władze niemieckie odmówiły mu nadania obywatelstwa z powodów bezpieczeństwa. Mimo to pozostaje aktywnym organizatorem partyjnym.
Jurij Kofner, rosyjskiego pochodzenia, dołączył do AfD około 2017 roku. Przez długi czas współpracował z Russia Today — redakcją, która jest oficjalnym tubą rosyjskiej propagandy, a nie telewizją w żadnym normalnym sensie tego słowa. Kofner pozycjonuje siebie jako głównego mediatora między AfD a Moskwą. W 2024 roku zatrzymano go w Stanach Zjednoczonych; agenci FBI przesłuchiwali go przez ponad osiem godzin. Został wydalony z kraju.
Inne kluczowe postaci
- Jörg Urban — szef AfD w Saksonii; wielokrotne wizyty w Rosji, w tym wyjazd do Soczi w listopadzie 2025 r.; żona — obywatelka Rosji, poznana w Petersburgu
- Hans Neuhoff — europoseł AfD, Komisja Bezpieczeństwa i Obrony PE; grudzień 2025: odmowa wjazdu na Ukrainę
- Władimir Siergienko — b. asystent Eugena Schmidta; pozbawiony obywatelstwa niem. po ujawnieniu kontaktów z oficerem FSB
Mechanizm wewnątrzpartyjny: „rekomendowani” asystenci
Żaden z opisanych przypadków nie jest prostą historią pojedynczego agenta lokowanego w strukturach władzy. To system. W AfD działa wewnątrzpartyjny mechanizm, w którym posłowie są — formalnie lub nieformalnie — kierowani do zatrudniania asystentów „rekomendowanych” przez prokremlowskie lobby wewnątrz partii. Osoby z prorosyjskim zapleczem, kontaktami, poglądami. Mechanizm ten stoi w sprzeczności z Ustawą o partiach politycznych, która wyklucza podporządkowanie partii zewnętrznym interesom — lecz granica między „prorosyjską ideologią” a „działaniem na rzecz obcego mocarstwa” jest prawnie trudna do udowodnienia, dopóki nie ma dowodów bezpośrednich.
Problem pogłębia strukturalna słabość instytucjonalna: procedury bezpieczeństwa dotyczące asystentów parlamentarnych w Bundestagu i Europarlamencie są — delikatnie mówiąc — niewystarczające. Asystent europosła uzyskuje akredytację na podstawie stosunkowo rutynowej weryfikacji. Nie podlega tym samym rygorystycznym sprawdzeniom, co urzędnik dyplomatyczny czy oficer wywiadu. A dostęp do dokumentów roboczych kluczowych komisji ma identyczny.
Problem nie kończy się na Berlinie
Polska ma w tej sprawie interes bezpośredni, a nie tylko akademicki. Jesteśmy wschodnim puklerzem NATO. Jesteśmy krajem, przez który przebiegają szlaki logistyczne dla Ukrainy. Jesteśmy krajem, którego bezpieczeństwo zależy — między innymi — od sprawności systemu decyzyjnego Unii Europejskiej i wiarygodności transatlantyckich sojuszy. Jeśli Rosja może przez legalnych pracowników europarlamentarnych uzyskiwać informacje o planach polityki obronnej UE, o wolumenach pomocy dla Ukrainy, o strategii Sojuszu — oznacza to, że Polska jest bezpośrednio zagrożona. Nie w sposób abstrakcyjny. W sposób bardzo konkretny.
Wyciek informacji z kluczowych komisji PE nie jest skandalem wewnątrzniemieckim. Jest uderzeniem w zbiorową zdolność obronną Europy. Każda informacja, która z teczki roboczej Komisji Bezpieczeństwa PE trafia do Moskwy, to informacja o nas wszystkich — o tym, co planujemy, czego się obawiamy, gdzie jesteśmy słabi. To jest dokładnie ta kategoria wiedzy, która decyduje o wyniku konfliktu zbrojnego.
Co należy zrobić
Diagnoza problemu jest jasna. Odpowiedź instytucjonalna — wciąż chaotyczna, reaktywna i spóźniona. Tymczasem remedium jest możliwe do wdrożenia, wymaga jednak odwagi politycznej i zgody na to, że bezpieczeństwo bywa w konflikcie z wygodą biurokratyczną.
Po pierwsze: rzeczywiste procedury bezpieczeństwa dla asystentów parlamentarnych — zwłaszcza tych pracujących w komisjach wrażliwych (obrona, bezpieczeństwo, polityka zagraniczna). Akredytacja nie może być formalnością. Musi obejmować weryfikację powiązań, edukacji, historii zawodowej, podróży. Po drugie: ograniczenie dostępu do dokumentów niejawnych dla osób z biografiami wskazującymi na ryzyko bezpieczeństwa — bez względu na to, dla jakiego posła pracują. Po trzecie: monitoring interpelacji parlamentarnych jako potencjalnego narzędzia wywiadu. Wzorzec pytań o infrastrukturę krytyczną, trasy wojskowe, dostawy broni powinien być widoczny dla służb kontrwywiadowczych i budzić ich refleks — nie dopiero po latach. Po czwarte: transparentność procedur wewnątrzpartyjnych, w tym obowiązek ujawniania, kto i na jakiej podstawie rekomenduje kandydatów na stanowiska asystentów.
To nie są nadzwyczajne postulaty. To minimum, jakiego wymaga powaga sytuacji.
Nie wolno normalizować
Każdy kolejny skandal z udziałem AfD i rosyjskich powiązań bywa w mediach traktowany jako nowy epizod. Coraz trudniej jednak utrzymywać, że mamy do czynienia z serią przypadków. Mamy do czynienia z systemem — który działa, bo mu się pozwala działać, bo nikt nie chce mieć precedensu zakazu partii, bo procedury nie nadążyły za rzeczywistością, bo Europa przyzwyczaiła się myśleć o rosyjskim szpiegostwie jako o czymś z przeszłości, z filmów o zimnej wojnie.
„Rosyjski ślad” przestał być metaforą opisującą pojedyncze skandale. Stał się strukturalną cechą części zachodnioeuropejskiej polityki. I dopóki nie zostanie systemowo przerwany — każde spotkanie komisji obrony, każda interpelacja o Taurusy, każdy briefing o wsparciu dla Ukrainy będzie potencjalnie obciążony pytaniem: czy ta informacja jutro trafi do Moskwy?
To pytanie jest nieznośne. Ale jedynym sposobem, żeby przestało być aktualne, jest udzielenie na nie odpowiedzi — nie słowami, lecz działaniem.
