Rozłam w PiS: partia Kaczyńskiego pęka na naszych oczach. Co to oznacza dla stabilności Polski i jedności Europy
Po tygodniach narastającego napięcia doszło do tego, co jeszcze niedawno wydawało się nierealne: Prawo i Sprawiedliwość, przez dekadę najbardziej zdyscyplinowana formacja polskiej sceny politycznej, właśnie się rozpadło. Dla Warszawy to przede wszystkim gorący temat wewnętrzny. Dla Brukseli i Kijowa – sygnał, że jeden z filarów wschodniej flanki UE wchodzi w okres niepewności w najgorszym możliwym momencie.
W piątek 24 lipca prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił na konferencji prasowej przy ulicy Nowogrodzkiej, że ponad trzydziestu posłów jego formacji „zrezygnowało z członkostwa” w partii, nie podpisując wymaganej przez kierownictwo deklaracji o nieprzynależności do stowarzyszeń politycznych działających poza strukturami PiS. Kilka godzin później na własnej konferencji w Sejmie odpowiedział mu były premier Mateusz Morawiecki, precyzując, że wraz z nim odchodzi w sumie 44 osoby: 40 posłów, senator i trzech europosłów. To największy rozłam w 25-letniej historii PiS – i już czwarty poważny podział w dziejach ugrupowania.
44 osoby odchodzące z Morawieckim
~146 posłów pozostających w klubie PiS
4. poważny rozłam w historii PiS
Spór, który dojrzewał od miesięcy
Formalnym zapalnikiem konfliktu stało się stowarzyszenie „Rozwój Plus”, założone przez Morawieckiego jeszcze jako narzędzie programowe, mające – zdaniem jego twórców – poszerzyć zasięg PiS o wyborców centrowych. Kaczyński uznał jednak istnienie równoległej struktury za próbę zbudowania „drugiego ośrodka decyzyjnego” w partii i postawił ultimatum: albo lojalność wobec jednego kierownictwa, albo wyjście. W wywiadzie dla Telewizji Republika prezes PiS przekonywał, że różnice nie miały charakteru programowego, lecz dotyczyły samej architektury władzy w partii – dwóch ośrodków decyzyjnych, na które, jak podkreślił, nie mógł się zgodzić.
Morawiecki przedstawia to inaczej – jako efekt „niewielkiej, ale głośnej grupy intrygantów” wokół prezesa, a swoje odejście nazwał „krzykiem jedności” w odpowiedzi na postawione ultimatum. Zapowiedział już, że 31 lipca odbędzie się zjazd jego środowiska, który w praktyce ma być kongresem założycielskim nowego ugrupowania, a sam zamierza ruszyć z „wielką trasą” po kraju.
Dlaczego to więcej niż kolejna partyjna wojna
PiS pozostaje – mimo spadku sondażowego poparcia do około 20–25 procent – jedną z dwóch największych sił politycznych w Polsce i głównym punktem odniesienia dla całej prawicy. Osłabienie jego zdolności do wypracowania spójnego stanowiska ma znaczenie wykraczające daleko poza Sejm. Klub PiS po odejściu grupy Morawieckiego liczy już mniej posłów niż klub rządzącej Koalicji Obywatelskiej, co zmienia układ sił w parlamencie na niecały półtora roku przed wyborami 2027 i utrudnia partii występowanie jako jednolity, przewidywalny partner – zarówno w sporach wewnętrznych, jak i w polityce zagranicznej, gdzie dotąd PiS bywał w stanie budować ponadpartyjny konsensus w sprawach bezpieczeństwa.
Wymiar europejski: Morawiecki od stycznia 2025 r. przewodniczy grupie Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR) w Parlamencie Europejskim – funkcję objął z rekomendacji PiS. Kierownictwo partii planuje teraz odebrać mu to stanowisko, co wymaga jednak zgody pozostałych 14 partii członkowskich EKR, w tym rządzących Włoch Giorgii Meloni, z którą Morawiecki utrzymuje bliskie relacje. Wynik tej rozgrywki może zdecydować o tym, kto realnie reprezentuje polską prawicę w jednej z głównych grup politycznych Parlamentu Europejskiego.
Spór o jedno stanowisko w Brukseli pokazuje, jak szybko wewnętrzna wojna w Warszawie przenosi się na poziom europejski – tam, gdzie zapadają decyzje o wspólnym stanowisku UE wobec wojny w Ukrainie i polityki wobec Rosji.
Radykalizacja jako strategia przetrwania
Rozłam nie bierze się znikąd – jest konsekwencją głębszego kryzysu tożsamości PiS. Od miesięcy w partii trwa spór o to, jak odpowiedzieć na rosnące w sondażach poparcie dla obu Konfederacji, w tym środowiska Grzegorza Brauna, znanego z ostrej, konfrontacyjnej retoryki. Część działaczy PiS, skupiona wokół Przemysława Czarnka, postawiła na zaostrzenie języka i zbliżenie narracji do konkurencji na prawicy – w tym powrót do ostrych sformułowań pod adresem Unii Europejskiej i Niemiec. Krytycy tej strategii, w tym europoseł Piotr Mueller, otwarcie mówią, że taka radykalizacja języka de facto zbudowała poparcie dla Konfederacji, zamiast je odebrać, a poparcie obu ugrupowań Konfederacji w sondażach już przewyższa notowania PiS.
To właśnie ten mechanizm – wewnętrzna rywalizacja o elektorat najbardziej zradykalizowanej części prawicy – rodzi ryzyko, przed którym ostrzegają analitycy w Kijowie i Brukseli: im mocniej osłabione kierownictwo PiS będzie starało się odzyskać wyborców od Konfederacji, tym silniejsza pokusa sięgania po tematy, na których żeruje najbardziej radykalne skrzydło polskiej prawicy – w tym krytyczne wobec Ukrainy tony, wcześniej w PiS marginalne, a dziś potencjalnie atrakcyjne narzędzie mobilizacji elektoratu w walce o przetrwanie na prawej flance.
Co to oznacza dla Kijowa i wschodniej flanki UE
Polska od 2022 roku odgrywa kluczową rolę w logistycznym, wojskowym i politycznym wsparciu Ukrainy oraz w kształtowaniu twardego stanowiska UE wobec Rosji. Ta rola opierała się w dużej mierze na względnym konsensusie ponad podziałem rządząco-opozycyjnym: zarówno Koalicja Obywatelska, jak i PiS, mimo ostrych sporów wewnętrznych, zasadniczo podzielały priorytet bezpieczeństwa wschodniej flanki. Rozbicie PiS na dwa ośrodki – bardziej centrowy wokół Morawieckiego i bardziej radykalny, coraz częściej rywalizujący z Konfederacją o ten sam elektorat – zwiększa ryzyko, że ten konsensus zacznie się kruszyć, a debata o Ukrainie stanie się kolejnym instrumentem w wewnętrznej walce o przetrwanie na prawicy.
Dla partnerów w Brukseli i Kijowa oznacza to potrzebę uważniejszego monitorowania nie tylko oficjalnych stanowisk polskiego rządu, ale i tego, w którą stronę będzie ewoluować retoryka wewnątrz samego PiS oraz nowego ugrupowania Morawieckiego – zwłaszcza w perspektywie kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi 2027 roku, które komentatorzy określają już jako „grę o wszystko” dla polskiej prawicy.
Nie wiem, jak to się zakończy, kto zyska, a kto straci na rozłamie w PiS – ale obie strony nie miały innego wyjścia, niż się rozstać.
Co dalej
Formalne potwierdzenie rezygnacji dotychczasowych posłów PiS ma nastąpić we wtorek na posiedzeniu Komitetu Politycznego partii. Środowisko Morawieckiego zapowiada na 31 lipca zjazd, który realnie będzie kongresem założycielskim nowej formacji, a w kolejnych tygodniach – ogólnopolską trasę mającą zbudować zaplecze wyborcze poza dotychczasową strukturą PiS. Do rozstrzygnięcia pozostaje też los przewodnictwa w grupie EKR w Parlamencie Europejskim, co, biorąc pod uwagę bliskie relacje Morawieckiego z rządzącą we Włoszech Giorgią Meloni, może potrwać dłużej, niż chciałoby tego kierownictwo PiS.
Dla Polski i jej partnerów w Europie kluczowe pytanie brzmi już nie, czy rozłam osłabi prawicę – to się właśnie stało – lecz czy w walce o odzyskanie wyborców żadna ze stron nie sięgnie po retorykę, która nadwyręży to, co od trzech lat pozostawało jednym z niewielu trwałych elementów polskiego konsensusu politycznego: twarde wsparcie dla Ukrainy i jedność wschodniej flanki NATO i UE.
Autor: Franciszek Kozłowski
