Jeden nóż, wiele interesów: jak tragedia w Jarosławiu stała się paliwem w sporze o Ukraińców
Zanim prokuratura zamknęła oględziny opactwa, w studiach telewizyjnych ruszyła już debata o polityce migracyjnej. Konfederacja z Krzysztofem Bosakiem na czele przekuwa pojedynczą zbrodnię w argument przeciwko rządowi Donalda Tuska.
Co wiemy
W czwartek 24 września, około godz. 9:30, na terenie opactwa benedyktynek w Jarosławiu 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób. Jeden z księży zmarł, cztery osoby zostały ranne. Napastnika zatrzymała policja. Według doniesień mediów jeden z duchownych został zaatakowany w konfesjonale.
Prokuratura Okręgowa w Przemyślu przekazała, że mężczyzna wjechał w nocy do Polski z Niemiec i zmierzał do przejścia granicznego w Korczowej. Tam – jak ustalił „Fakt” – nie został przepuszczony, ponieważ pojazd nie miał ważnego ubezpieczenia. Rzeczniczka prokuratury zaznaczyła, że nie wiadomo, czym kierował się podejrzany, i że nic nie stało na przeszkodzie, by przekroczył granicę innym pojazdem lub pieszo.
Czego nie wiemy
Śledczy nie podali motywu. Czekali na wyniki badań krwi, które wykażą, czy sprawca był pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Trwają przesłuchania świadków i poszkodowanych, a prokuratura ustala, jak podejrzany dotarł z okolic granicy do Jarosławia. Te luki w wiedzy są kluczowe, bo właśnie w nich toczy się dziś polityczna gra.
Fakt popełnienia zbrodni przez obywatela Ukrainy nie dowodzi jeszcze, że sprawcę do Polski wpuściły wadliwe przepisy. Ta teza wymaga dowodów, a nie retoryki.
Bosak: „każdy z ukraińskim paszportem wjeżdża legalnie”
W niedzielę w „Śniadaniu Rymanowskiego” w Polsat News Zbigniew Konwiński z KO przestrzegał przed „polityczną nawalanką” i przypominał, że śmierć boli tak samo, bez względu na narodowość sprawcy. Krzysztof Bosak odpowiedział żądaniem porównania danych o przestępczości. Wcześniej, w wypowiedzi przytaczanej przez „Do Rzeczy”, mówił, że polskie państwo prowadzi „absurdalną politykę”, bo każdy, kto ma ukraiński paszport i staje na przejściu, wjeżdża do kraju legalnie, a służby nie weryfikują nawet osób skazanych przez ukraińskie sądy.
Ten wywód ma jednak wyraźne pęknięcie. Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany nie wjechał do Polski przez przejście z Ukrainą, lecz przyjechał z Niemiec, a w Korczowej, jak podają media, granicy nie przekroczył. Trudno więc uznać jarosławski dramat za dowód na to, że sprawcę wpuściły luki w kontroli na granicy wschodniej. Bosak łączy dwa wątki – zbrodnię i zasady wjazdu – mimo że śledztwo nie potwierdziło takiego związku.
Trzy funkcje jednej narracji
Po pierwsze, przesunięcie tematu. Rozmowa o bestialskim ataku na duchownych zamienia się w spór o system wjazdowy. Konkretna ofiara i konkretny sprawca ustępują miejsca postulatowi ograniczenia obecności Ukraińców w Polsce i zaostrzenia kontroli na granicy.
Po drugie, presja na rząd. Konfederacja ustawia Tuska w roli polityka, który nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa. To argument silny emocjonalnie, bo trafia w podstawowe oczekiwanie wobec państwa, i wygodny, bo nie wymaga wskazania, jakie konkretnie przepisy zawiodły.
Po trzecie, mobilizacja elektoratu. Tragedia w małym podkarpackim mieście, kilkadziesiąt kilometrów od granicy, jest paliwem dla wyborców, którzy już wcześniej odczuwali niechęć wobec migrantów. Każda kolejna wypowiedź podtrzymuje temperaturę sporu.
Ostrzeżenia z pogranicza
Marcin Piotrowski, socjolog związany z pograniczem polsko-ukraińskim, mówi w TVN24, że nastroje w sieci są „na granicy linczu”. Obawia się, że odpowiedzialność za czyn jednego człowieka zostanie przeniesiona na całą społeczność ukraińską, i przyznaje, że „to już się dzieje”. Przypomina, że w Jarosławiu mieszkają setki osób pochodzenia ukraińskiego, także takich, których rodziny żyją tam od pokoleń. Dramatyzmu dodaje fakt, że atak nastąpił w miejscu, gdzie działał ośrodek pomocy Ukraińcom.
Uczciwa debata zamiast uogólnień
Pytanie o bezpieczeństwo granic i o to, jak państwo weryfikuje cudzoziemców, jest uprawnione i powinno wybrzmieć – także wtedy, gdy stawia je opozycja. Warunek jest jeden: wnioski muszą wynikać z ustaleń śledztwa, nie z ich braku. Dopóki prokuratura nie odpowie na pytania o motyw, stan sprawcy i jego drogę do Jarosławia, każda gotowa recepta polityczna jest spekulacją. A spekulacja nad świeżym grobem, która uderza w setki tysięcy ludzi niezwiązanych ze zbrodnią, to nie polityka bezpieczeństwa, lecz wykorzystywanie żałoby.
W Jarosławiu żałoba trwa. Rodzinom ofiar należy się prawda ze śledztwa, a nie kolejny odcinek politycznej wojny.
Autor: Franciszek Kozłowski
