Szef MSW przyznaje, że za dronem na lotnisku w Lipsku „mogły stać obce mocarstwa”. Niemiecka prasa wskazuje na Rosję
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Wyborcza.pl
Szef MSW Niemiec Alexander Dobrindt podkreślił, że incydent z uzbrojonym w materiał wybuchowy dronem na lotnisku w Lipsku stanowi „nową jakość zagrożenia” w wojnie hybrydowej. Chociaż śledztwo jeszcze trwa, niemieccy komentatorzy przypuszczają, że za atakiem stoi Rosja.
Szef MSW Niemiec Alexander Dobrindt powiedział w środę, że incydent z uzbrojonym w materiał wybuchowy dronem na lotnisku w Lipsku stanowi „nową jakość zagrożenia” w wojnie hybrydowej. Ze względu na profesjonalną konstrukcję drona nie wykluczył udziału „obcych mocarstw”.
Mamy tutaj do czynienia z „hybrydowym scenariuszem zamachu” – powiedział Dobrindt w wywiadzie dla niemieckiej telewizji publicznej ARD. – Po raz pierwszy na terenie lotniska znajdował się dron z materiałem wybuchowym. Musimy być świadomi zagrożenia. Politycy muszą odpowiedzieć na to zagrożenie – dodał szef niemieckiego resortu spraw wewnętrznych.
Szef MSW Niemiec: Za incydentem na lotnisku w Lipsku mogły stać obce mocarstwa
Na pytanie, czy można mówić o „politycznym motywie”, Dobrindt powiedział, że nie może potwierdzić żadnych spekulacji, gdyż trwa śledztwo. Zaznaczył, że dron „nie był dziełem amatorów, lecz pracą wysokiej klasy profesjonalistów”.
– Można wyciągnąć wnioski, ale niczego jeszcze nie można udowodnić – zastrzegł. Szef niemieckiego MSW przyznał jednak, że „mogły stać za tym obce mocarstwa i dodał, że śledztwo prowadzone jest we wszystkich kierunkach. – Profesjonalne postępowanie wymaga czegoś więcej niż tylko wiedzy amatorskiej, dlatego nie można wykluczyć udziału obcych sił – podkreślił.Z wypowiedzi Dobrindta wynika, że dron był uzbrojony w ładunek wybuchowy używany do celów wojskowych i skonstruowany w sposób pozwalający na obejście zabezpieczeń lotniskowych. Z ustaleń redakcji NDR, WDR i „Sueddeutsche Zeitung” wynika, że lotnisko było o krok od katastrofy. Zapalnik w przymocowanym do drona pakiecie oderwał się, co zapobiegło wybuchowi – czytamy w cytowanym dokumencie ze śledztwa.
Niemiecka prasa: Za incydentem z uzbrojonym dronem najpewniej stoi Rosja
„Incydent z dronem na lotnisku w Lipsku o mały włos nie doprowadził do katastrofy. Sprawa nie jest jeszcze wyjaśniona, ale wiadomo, że znaleziony dron wyposażony był w materiał wybuchowy i zapalnik. Nie doszło do eksplozji, nikt nie został ranny, incydent zakończył się szczęśliwie, tak samo jak prawdopodobne zderzenie drugiego drona z samolotem” – pisze w czwartek „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Zdaniem komentatora gazety „nasuwa się podejrzenie”, że sprawcy tego „incydentu” należy szukać w Rosji lub wśród związanych z nią komórek sabotażowych na Zachodzie. Byłby to, jak pisze „FAZ”, „nowy stopień wojny hybrydowej”. „Dotychczas mieliśmy do czynienia z próbami podrzucenia do samolotów materiału zapalającego. Teraz przeprowadzono otwarty atak” – czytamy w komentarzu.W ocenie „FAZ” władze w Niemczech podchodzą „zbyt lekkomyślnie” do tego problemu. W ubiegłym roku odnotowano około 1000 przelotów dronów, doszło do aktów sabotażu i licznych ataków w sieci. „Nie każdy taki atak musiał być sterowany z Moskwy, ale wiadomo, że wojna w Ukrainie doprowadziła do tego, że wojna hybrydowa prowadzona przez Rosję weszła na nowy poziom” – czytamy w artykule.
„Der Spiegel”: Alarm w NATO
Zdaniem dziennika Niemcom brakuje skutecznego systemu obrony. „To, że wroga siła może sobie pozwolić na codzienne, od teraz uzbrojone ataki, wystawia złe świadectwo wysiłkom obronnym przed 'hybrydowymi’ zagrożeniami. Zbudowano centrum obrony, ale zalecenia, jak reagować na ataki, nie przyniosły dotychczas rezultatu” – krytykuje komentator.
„Jak długo jeszcze Niemcy pozostaną bezbronne w wojnie hybrydowej?” – pyta z kole dziennik „Handelsblatt”. „Ustawa o ochronie infrastruktury krytycznej weszła w życie w marcu, ale drony z ładunkiem wybuchowym krążą przez nikogo nie niepokojone. Niemcy nie są wystarczająco przygotowane” – ocenia autor.
„Alarm w NATO” – pisze „Der Spiegel”. Tygodnik zaznacza, że NATO uważnie obserwuje niemieckie śledztwo w sprawie incydentu w Lipsku. Zdaniem wysokiej rangi wojskowych, nie ma jeszcze dowodów na to, że próba zamachu miała związek z korzystaniem z lotniska w Lipsku przez NATO.
Groźny incydent na lotnisku w Niemczech
W nocy z wtorku na środę port w Lipsku wstrzymał czasowo loty z powodu drona z detonatorem i materiałami wybuchowymi, które znaleziono na płycie lotniska. Bezzałogowiec z zapalnikiem miał znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie ukraińskiego samolotu transportowego An-124 „Rusłan”.
Tej samej nocy w pobliżu lotniska w Lipsku samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem. Maszyna wylądowała następnie w Hanowerze, gdzie stwierdzono niewielkie uszkodzenia. Do zdarzenia miało dojść 6 km od lotniska w Lipsku, na wysokości 400 metrów.
Port w Lipsku to ważny węzeł zachodniej pomocy militarnej dla Ukrainy. W 2022 r., gdy Rosja rozpoczęła inwazję na pełną skalę, koncern Antonow przeniósł tu swoją flotę. W ostatnim roku w Niemczech wielokrotnie dochodziło do wstrzymywania pracy lotnisk i odwoływania lotów z powodu zagrożenia dronowego. W przypadku części z tych incydentów podejrzewa się udział Rosji.
Źródło: gazeta.pl
